Liceum Sowizdrzała oddało hołd górnośląskiej naturze!
Pokłoniliśmy się dziś górnośląskiej naturze!
Z wielką radością uczestniczyłem dziś, razem z kilkudziesięcioma innymi osobami, w spacerze zorganizowanym przez Liceum Sowizdrzała.
Prowadzeni przez Magdalenę Gościniak i uczennice liceum Anię Muszer, Kalinę Konieczną i Martynę Trzęsiok poznaliśmy Ślepiotkę – potok, który źródło i ujście ma w obrębie południowych Katowic. Nazwa wzięła się najpewniej od żyjących niej niegdyś larw minoga zwanych ślepicą. Już ich tam nie ma, środowisko się zmieniło. Prowadzące, poza afirmacją natury, wskazywały także na niebezpieczne przemiany, jakie dotykają tego kawałka Górnego Śląska.
Magdalena Gościniak, pisząca o sobie, że jest aktywistką kulturalno-społeczna i leśna, „nową Ślązaczka” hołubiąca życie lokalne, jest także nauczycielką w Liceum Sowizdrzała. Spacer był efektem pracy na przedmiocie, który prowadzi w szkole – „Ćwiczeń z eko-logiki”.
Gościniak mówiła, że jej lekcje to nie są klasyczne zajęcia biologii czy geografii, a raczej próba czucia natury i zrozumienia tego, co trudne. Doceniała „ostre oko” swoich uczennic i ich odwagę.
A jedna z nich, Martyna Trzęsiok, przed spacerem napisała taki piękny tekst o lesie:
„Nosiłam do lasu różne wielkie pytania, zmartwienia i wracałam z naparstnicą i żołędziem. Między drzewami nie mogłam być osobną od świata, co w przypadku ludzi idących betonowym miastem, jest częstą przypadłością. Mogłam wędrować, ale tak naprawdę wędrować, mocząc buty i brudząc dłonie.
Nie mieszkam obok puszczy, ale lasu, którego wielka część jest naprawdę hodowlą drzew, sadzonych w równe rządki. Ale to miejsce ma serce – Ślepiotkę. Płynącą szaloną wodę. Przy niej świat jest dziki, są tu drzewa, które spadły i nie zostały zaraz sprzątnięte przez koparkę, wielkie poduszki torfowca (jego imię poznałam wczoraj) i płochliwe zające. I ten strumień zawija swoje brzegi w cudne meandry, a zaskrońce na brzegach wiernie naśladują ten ruch, grzejąc się na słońcu”.
















