Elias i Pistulka w sprawozdaniach współczesnej im prasy

Można powiedzieć że niewątpliwie istniejąca wśród ludu tęsknota za „zbójcą idealnym” była zjawiskiem ponadnarodowym…

Niezależnie od miejsca jego działalności  i epoki w której przyszło mu żyć, zbójca taki musiał spełniać kilka podstawowych warunków. Tak więc przede wszystkim musiał być rosłym, przystojnym mężczyzną. Musiał zabierać bogatym i rozdawać biednym. Musiał cieszyć się absolutnym respektem członków swej zbójeckiej bandy a jednocześnie być przez nich kochanym i uwielbianym. Tego samego „zbójca idealny” oczekiwał od tzw. prostego ludu.

Nieustraszony, śmiały, prowokujący i (co najważniejsze) pełen zbójeckiej fantazji. „Zbójcę idealnego” można było podstępem złapać i uwięzić, ale na nic to się zdało gdyż natychmiast uciekał przy pomocy jednego z niezliczonych forteli. Nawet stojąc już pod szubienicą nie tracił dobrego humoru, wiedząc że w ostatniej chwili uratują go wierni towarzysze, nie bacząc na ryzyko i chętnie poświęcając własne życie w ratowaniu życia swego szefa.

Pomimo że wzdychały do niego damy z najlepszego towarzystwa, „zbójca idealny” był wierny tej jednej  jedynej… Dziewce z prostego ludu…

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

I to właśnie dziewczę wydawało go zdradziecko dla obiecanej nagrody (bądź z głupoty, zależnie od wersji) w ręce kata.

Taką właśnie postacią był w przekazie ludowym niejaki Pistulka. Również kumple Pistulki czyli Elias i Schydlo znaleźli miejsce wśród legend opowiadanych po górnośląskich wioskach. Jako „specjaliści” pracujący pod kierownictwem Pistulki. Nie należy również zapominać kłusownika Sobczyka i jego bandy.

Ale górnośląskim „zbójcą idealnym” pozostanie na zawsze Rojberhauptman Carl Pistulka.

Wszyscy znamy opowiadania, filmy czy komiksy powstałe w oparciu o jego przygody. Pojawia się proste pytanie: Ile prawdy o tej postaci zawierają ludowe przekazy?

No cóż, opierając się na prasowych relacjach z końca XIX w. rychło dochodzimy do wniosku który  może zaskoczyć jedynie największych wśród nas marzycieli. Romantyczna historia życia i śmierci herszta rozbójników niewiele ma wspólnego z Karolem Pistulką.

Dej pozōr tyż:  Zdarzyło się w grudniu - śląskie kalendarium

Oczywiście zdarzały się w jego „karierze” epizody które można podciągnąć (przy odrobinie dobrej woli) pod owo mityczne „ zabierał bogatym i rozdawał biednym”. Takim był na pewno najbardziej spektakularny wyczyn Pistulki a mianowicie rabunek kasy koncernu Thiele-Winkler. Określenie „rabunek kasy” trzeba w tym przypadku wziąć jak najbardziej dosłownie. Bandzie Pistulki udało się  bowiem ukraść z pierwszego pietra budynku dyrekcji w Katowicach kasę pancerną ważącą 20 cetnarów! Według innej (chyba bardziej prawdopodobnej wersji) kasa miała ważyć 8 cetnarów. Tak czy inaczej sporo..

Pisały o tym wszystkie niemieckie (i nie tylko) dzienniki. Według Hallesches Tageblatt  ludzie Pistulki za pomocą przywiezionych belek, lin i rolek zdołali spuścić ten kolosalny przedmiot prosto na oczekujący pod oknami furgon. Widział to na własne oczy stary stróż nocny, który (skrepowany i zakneblowany)  następnego dnia rano znaleziony został przez policję.

Tak wiec przynajmniej pierwszy człon przytoczonej wcześniej maksymy „zbója idealnego”  w tym wypadku został zrealizowany. Zabrał (niewątpliwie) bogatym. Nie wiadomo jak było z realizacją drugiego członu czyli rozdawaniem wśród biednych.

W lipcu roku 1874 banda Pistulki dokonała w Mikołowie (wtedy jeszcze Nicolai O/S) rabunku w mieszkaniu wdowy po radcy sądowym Flescherze. Notatka na ten temat, umieszczona w Plesser-Kreis Blatt, jawi się współczesnemu czytelnikowi zgoła kuriozalnie. Po dokładnym wyszczególnieniu zrabowanego mienia (miedzy innymi brązowego obrusa z żółtymi paseczkami) w ostatnim zdaniu stwierdza się krótko: podczas ucieczki członkowie bandy zastrzelili nocnego stróża!

Czyli „mokra robota” jedynie tak przy okazji?

Berliner Börsen – Zeitung w wydaniu z dnia 08.11.74 zajmuje się listem gończym wydanym na nazwisko „Carl Pistulka, czeladnik ślusarski i herszt bandy”. Gazeta wyszczególnia kilka z 26 „ciężkich rabunków” dokonanych przez niego. W tym samym roku 1874 po rabunku w mieszkaniu wdowy Flescher banda obrabowała jeszcze nauczyciela Michaelisa z Antonienhütte, kupca Kirschnera z Beuthen O/S oraz 9 października dokonała wyżej wspomnianego rabunku kasy Thiele- Winklera.

Dej pozōr tyż:  „Czas bez dzwonów” Horsta Bienka już jako audiobook

1 listopada tegoż roku doszło do samosądu na niejakim Johannie Malinowskim, określanym przez gazety jako „rusischer Überläufer” czyli zbieg z Rosji – czytaj Polak.

Samosąd na zdrajcy Malinowskim odbył się z zachowaniem reguł które znamy z powieści autorstwa Mario Puzo. Pierwszy cios nożem miał zadać sam Pistulka, następne zaś  jego najwierniejsi kompani. Zwłoki Malinowskiego odnaleziono na polu pod Piotrowicami.

Według tej samej gazety więcej szczęścia mieli dwaj inni „zdrajcy” czyli karczmarz Marondel i sklepikarz Leopold Hirsch. Współpracowali oni z policją w nadziei otrzymania nagrody za wskazanie kryjówki bandy. Pistulka wpadł we wściekłość i zdewastował lokale wyżej wymienionych odpalając ładunki dynamitu. Marondel i Hirsch uszli z życiem. Rzecz miała miejsce w październiku 1874 roku w Ligocie Zabrzańskiej.

Rok 1974 był z pewnością najbardziej intensywnym w całej „karierze” Eliasa i Pistulki.

11 listopada tegoż roku w Groß Strehlitzer Kreiß – Blatt ukazuje sie obwieszczenie bytomskiej prokuratury. Jakiś (chyba niezamierzony) element folklorystyczny pojawia się nawet w tym suchym, urzędowym tekście: „Były mistrz cegielski Vincent Elias, ostatnie miejsce zamieszkania Załęska Hałda (powiat Katowice), aktualnie wagabunda, podejrzany jest wspólnie ze ślusarzem Karlem Pistulka o dokonanie ciężkich rozbojów… Elias ma około 30 lat, mierzy 6 stop i 6 cali wzrostu, włosy i wąs jasnoblond, oczy szare. Jest wysoki i mocno zbudowany, mówi po polsku i niemiecku. Za złapanie Eliasa wyznaczam nagrodę 100 Talarów.

Nawiązując do wcześniejszego listu gończego który kazałem rozpisać za Pistulką informuję, że ten zgolił swój jasnoblond wąs i przebywa gdzieś w okolicach Gliwic. świadkowie opisują Pistulkę jako jowialnego i wesołego mężczyznę który chętnie gości się w gospodach i regularnie płaci rachunki innych gości. Zmienia często swe nazwisko, ostatnio na Jahnke albo Piescherek. W listach gończych figuruje również jako Karl bądź Franz Pietruschka”

 

Sprawozdanie z procesu Pistulki który odbył się w dniu 25 czerwca 1875 roku w Bytomiu zamieściły wszystkie niemieckie dzienniki, miedzy innymi Dresdner Journal:

„Przed Sądem Przysięgłych w Bytomiu na Górnym Śląsku po trwającym 5 dni procesie zapadł wyrok w sprawie czeladnika ślusarskiego Pistulki. Pistulka, który to w listopadzie 1873 r. uciekł podczas  transportu do sali sądowej i od tego czasu dokonał całego szeregu ciężkich przestępstw, został uznanym winnym we wszystkich punktach oskarżenia i skazany na śmierć.

Dej pozōr tyż:  Theophil Woschek - naczelnik Prowincji Górnośląskiej

Na pytanie przewodniczącego czy ma jeszcze cos do powiedzenia Pistulka oznajmił, że prosi o natychmiastowe powiadomienie telegraficzne Jego Cesarskiej Wysokości o fakcie, iż (on Pistulka) zostanie niezwłocznie rozstrzelany.

Ogłoszenie wyroku Pistulka przyjął śmiechem.”

Do rozstrzelania jednak nie doszło. Kajzer Wilhelm II okazał się łaskawym i zmienił ośmiokrotnemu mordercy karę śmierci na dożywocie. Pistulka zmarł w wiezieniu dwa lata później w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Według niektórych źródeł po spożyciu surowego tytoniu. Według innych po długiej głodówce.

Elias dożył w raciborskim wiezieniu sędziwego wieku. W wieku starczym został ułaskawiony, ale nawet wtedy żył na własną prośbę dalej za więziennymi murami. W ciągu dnia poruszał się swobodnie po mieście, będąc (jakbyśmy to dziś powiedzieli) „atrakcją turystyczną” miasta.

Na koniec dobra wiadomość dla wszystkich którym na sercu leży romantyczna wizja świata.

Pokojówka Maria Roskosz, ukochana Pistulki, nie wydała swego jedynego w ręce policji! Donosił o tym Hallesches Tageblatt z dnia 9 marca 1890 r.

Podstępna bytomska prokuratura umieściła w celi panny Roskosz tzw. „wtyczkę”… Była nią inna więźniarka, której obiecano darowanie kary w zamian za uzyskanie jak największej liczby informacji o Pistulce od jego łatwowiernej ukochanej.

Przy całej sympatii do romantycznej legendy „szlachetnego, górnośląskiego rojbra” jedno trzeba mieć na uwadze: Pistulka nie był niezgułą Rumcajsem. Kulki wystrzelone z jego pistouli trafiały zazwyczaj celu…

 

Foto: Oberglogauer Zeitung

 

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Peter Wiescholek – większą część życia w rozdwojeniu: fizycznie od 35 lat poza hajmatym, mentalnie zaś w jego pruskim okresie…

Śledź autora:

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autorōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza