Dr hab. Henryk Jaroszewicz: Niespełnione proroctwa

Z racji wykonywanego zawodu, ale także za sprawą zwyczajnej, ludzkiej ciekawości, od kilku lat prowadzę kwerendę prac dotyczących współczesnej śląszczyzny oraz jej prób wyrwania się na wolność. To dość mozolne zajęcie, ale ponieważ mam w sobie żyłkę niespełnionego historyka, trochę mi łatwiej znieść marznięcie w pustawych i zwykle kiepsko ogrzewanych bibliotekach, łatwiej też uporać z bolesnym dla lędźwi i kręgosłupa całonocnym przeczesywaniem internetowej dżungli przed ekranem domowego komputera. Czytam głównie prasowe wywiady, felietony i notki, ale także naukowe artykuły. Przez ręce przeszedł mi już korowód kilkuset tomiszczy zbiorów pokonferencyjnych, mało ciekawych monografii, roczników czasopism w szarej oprawie introligatorskiej. W trakcie lektury podkreślam ołówkiem lub wynotowuję na luźnych kartkach najciekawsze przeczytane myśli, najtrafniejsze spostrzeżenia, najodważniejsze sądy, kategoryczne i wyraziste opinie. Czasem, z wygody, zwyczajnie naciskam na klawiaturze klawisz Print Screen i wydrukowaną stronę dołączam do reszty zebranych materiałów.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

A oto garść myśli, które zgromadziłem na karteluszkach schowanych w dość grubej, zielonej, kartonowej teczce:

„[Ślązacy chcący kodyfikować swój język?] Chłopy, tego nie da się zrobić! Mówcie po śląsku, śpiewajcie, organizujcie konkursy gwary, ale dajcie sobie spokój z urzędowym językiem” (Jan Miodek, językoznawca, 2003).

„Język śląski, choć na to twierdzenie wielu się obrusza, nie nadaje się do kontaktów oficjalnych, urzędowych, publicznych. Jest to język rodzin i tradycyjnych środowisk chłopskich oraz robotniczych” (Barbara i Adam Podgórscy, leksykografowie, 2008)

„Gwara [śląska] jest mową chłopską, prostych ludzi. Wariantem literackim śląszczyzny jest polszczyzna, tak będę mówił do śmierci, choćbyście tu mieli o to do mnie straszne pretensje” (Jan Miodek, językoznawca 2010).

„Jeśli ktoś ma silną potrzebę mówienia po śląsku, to może tę potrzebę pokazać w domu” (Maria Pańczyk-Pozdziej, polityk, działacz oświatowy, 2012)

„Trudno sobie wyobrazić, że w telewizji spiker po śląsku mówi o tarczy antyrakietowej. Jest poważna obawa, że wyszedłby z tego kabaret” (Bogusław Wyderka, językoznawca 2008).

„Niewątpliwie większość tekstów nazywanych ‘śląskimi tłumaczeniami’ jest zabawna — niezależnie od intencji twórców utwory te zdają się pełnie przede wszystkim funkcję ludyczną. Dzieje się tak zapewne dlatego, że sama próba odczytania zapisu gwarowego wywołuje śmiech odbiorców (docelowo głównie Ślązaków), nieprzyzwyczajonych do lektury tekstu pisanego (w dodatku artystycznego) ich codzienną, potoczną mową” (Anna Momot, językoznawca, 2016)

„Nie wiem, jaką funkcję miałaby pełnić wersja pisana gwary, która ze swej istoty jest odmianą mówioną. Jak dotąd gwara dobrze służy domowym, lokalnym, nieoficjalnym kontaktom. Półoficjalnym też. Jakie to gatunki wypowiedzi Ślązak miałby zapisywać? (Helena Synowiec, językoznawca, 2011)

„Można w żartach przetłumaczyć nawet Biblię i powiedzieć: ‘Archanioł Gabryjel przyfurgoł do frelki Maryjki i Jej pedzioł, co bydzie miała karlusa, kierymu nado imie Jezus’. Można przy tym rechotać ze śmiechu, jak rechoczą moi koledzy z Warszawy, Wrocławia czy Poznania, kiedy im takie śląskie zdania wygłaszam (Jan Miodek, językoznawca, 2011).

„Jestem wielkim miłośnikiem śląskiej gwary. Każdy przejaw przywracania jej rangi, jako języka małej ojczyzny, wywołuje u mnie rozkosz. Natomiast mowa śląska w piśmie wygląda kuriozalnie. To nie jest język, na miły Bóg.” (Wojciech Kuczok, pisarz, 2011).

Cóż, jak widać, przedstawione wypowiedzi są dość jednorodne w wymowie, po części też w swojej formie. Większość autorów bardzo kategorycznie, jasno i precyzyjnie wskazuje na prawdopodobną funkcję, jaką pełnić będzie i powinna pełnić mowa Ślązaków. Ze zgromadzonych kartek, kserokopii i wydruków wynika jasno, że po śląsku to sobie można w domu pogadać, zwłaszcza, że jest się prostym i niewykształconym człowiekiem, robotnikiem lub chłopem małorolnym. Broń Boże cokolwiek po śląsku zapisywać! Jakaś literatura śląska!? Litości… Wyjdzie śmiesznie, niepoważnie, kabaretowo, kuriozalnie. Koledzy z innych części Polski rechoczą, jak się po śląsku mówi, a co dopiero jak się coś napisze. Pękną zapewne ze śmiechu na amen. Mniej więcej tak, trochę złośliwie i na szybko, można streścić i zsyntetyzować przywołane wypowiedzi szanowanych, śląskich (!) naukowców, leksykografów, pisarzy, polityków.

Sięgnąłem po zieloną teczkę z cytatami dzisiaj w nocy, sprowokowany pewną kaskadą wydarzeń, których jestem świadkiem od dłuższego już czasu. Impulsem, który zdecydował o odgrzebaniu tej teczki ze stosu książek, kserówek i papierów był „Mały Princ” przetłumaczony na język śląski. Właśnie wczoraj wieczorem skończyłem jego lekturę. Kiedy zamykałem książkę, uzmysłowiłem sobie, że chyba po raz pierwszy przeczytałem książkę de Saint Exupery’ego w całości. Zabawne. Musiała zaistnieć w śląszczyźnie, żebym po nią sięgnął. Wychodzi na to, że poznaję klasykę światowej literatury dzięki nieliterackiej mowie tradycyjnych środowisk chłopskich. Dzięki gwarze, która w sumie do niczego się nie nadaje, bo przecież wywołuje rechot i – ogólnie rzecz biorąc – jest kuriozalna i kabaretowa.

Kiedy odłożyłem „Princa” na półkę, w mojej głowie zaczął się dość chaotycznie rozwijać kłębek myśli, wirować kołowrotek twarzy i nazwisk, błyskać haczyk znaków zapytania. Zastanawiałem się, jak musi się czuć filolog, który jest święcie przekonany, że gwara śląska to mowa chłopska, prostych ludzi, a pewnego dnia znajduje na półce księgarni przetłumaczoną z greckiego oryginału na język śląski antyczną tragedię z V w. p.n.e., albo napisany po śląsku niemal trzystustronicowy zarys historii filozofii? Albo translację całości Nowego Testamentu? Co rodzi się w głowie ważnej i zasłużonej polityk, która głęboko wierzy, że naturalnym i pożądanym miejscem gwary śląskiej są cztery ściany mieszkania w jakimś górnośląskim familoku, a przejeżdża swoim nowym Volkswagenem (który reklamowano wczoraj w telewizji po śląsku) obok wielkiego billboarda ze śląskojęzyczną reklamą Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu? Interesuje mnie stan ducha najbardziej znanego polskiego językoznawcy, rodem z Tarnowskich Gór, który jest świadkiem tego, że dzisiejsze chłopy ze Śląska zamiast śpiewać gwarą o Karolince i Gogolinie, wolą pisać po śląsku eseje filozoficzne. I że – o zgrozo – niektórzy z nich nie są nawet chłopami, ale profesorami uniwersyteckimi. Ciekawe jest i to, co musiał czuć pewien młody polski pisarz, dla którego śląska mowa w piśmie to kuriozum, gdy na ogólnopolskich targach książki spotkał trochę bardziej znanego i bardziej zdolnego kolegę-pisarza, który wydał właśnie po śląsku jedną ze swoich najnowszych i najlepszych powieści? I na koniec, interesuje mnie to, czy wybitny śląski leksykograf, rzeczywiście zaśmiewa się do łez jak na przeglądzie kabaretowym, kiedy czyta na internetowym portalu informacyjnym napisaną po śląsku analizę polityczną dotyczącą Brexitu i potencjalnego Polexitu?

Na wszystkie te pytania pewnie nigdy nie uzyskam odpowiedzi, zresztą chyba nawet specjalnie mi na tym nie zależy. Cieszę się jednak, bo dzięki samemu ich postawieniu, przypomniałem sobie o dwóch oczywistościach, które choć powinny być znane nawet studentowi I roku jakiejkolwiek filologii, często umykają uwadze siwowłosych profesorów. Po pierwsze – droga rozwojowa jakiejkolwiek gwary, dialektu, czy języka nie jest możliwa do przewidzenia. Rozwój określonego dialektu toczyć się może nie tylko wbrew przewidywaniom i proroctwom ludzi nauki, ale nawet wbrew woli i działaniom przez nich podejmowanym. Po drugie – językowa rzeczywistość ciągle transformuje, wciąż się zmienia. Nigdy nie osiąga zenitu, jakiegoś ostatecznego, szczytowego i statycznego punktu swojego rozwoju. To, że jakiegoś języka nie było przed stu laty, nie znaczy, że nie może zrodzić się dzisiaj, na naszych oczach. Urodzić się, nawet jeśli osobiście prorokowaliśmy, że się nie urodzi i nawet jeśli woleliśmy, aby się nie urodził.

I niech to starczy za całą konkluzję w kontekście tej historyjki o mojej kwerendzie, zielonej teczce i „Małym Princu”.

 

Dr hab. Henryk Jaroszewicz – ur. 1974 r. w Gliwicach slawista, polonista, socjolingwista, kierownik Zakładu Serbistyki i Kroatystyki Uniwersytetu Wrocławskiego.

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza

Cyntrum Preferyncyji Prywatności

Potrzebne

Zbiory cookies potrzebne do nojbarzij podstawowych funkcyji serwisu: zgoda na politykã prywatności (gdpr) i informacyjŏ ô blokowaniu reklam (anCookie), testowy zbiōr ôd platformy (wordpress_test_cookie)

gdpr, anCookie, wordpress_test_cookie

Ino po zalogowaniu

Zbiory cookies potrzebne do byciŏ zalogowanym w serwisie.

wordpress_logged_in_, wordpress_sec_, wp-settings-time-