Biblioteka nocą: Podgórscy. Meluzyna

Moja Biblioteka, stojąca jak współczesna baszta, konkuruje z nieodległym zabytkowym nadszybiem górniczym. Jest jak drugie płuco w mitologicznym pejzażu Śląska. Symbol wiedzy i przykład myśli inżynieryjno-architektonicznej XIX wieku definiują nieodmiennie czas i przestrzeń szczególnego miejsca, w którym jestem. Gdzież mógłbym być w tę jesienną noc jeśli nie Bibliotece? Powiadają mądrzy, że jeżeli praca jest przyjemnością, to nie jest pracą. Mądrzy są mądrzy. O czym zaświadczają księgi zgromadzone w Bibliotece.
Przechadzam się nocnymi korytarzami Biblioteki nie jak bibliotekarz. Bardziej strażnik – co, zdaje mi sie jest ciekawsze, a na pewno mniej stresujące. Nie dźwigam bowiem na plecach garbu odpowiedzialności za system. Jak wiadomo cała sztuka w Bibliotece polega na tym, aby dany wolumin był w odpowiednim miejscu. Wystarczy, że regał, czy nawet półka jest nie ta i pozycja znika z systemu. Staje się niewidzialna. I nieosiągalna. Stąd właśnie te wszystkie uniwersytety, dysertacje, kody, systemy, maszyny, komputery, itd. Nie powinny więc dziwić, od czasu do czasu pojawiające się doniesienia medialne, że w zbiorach zacnej biblioteki odnaleziono jakiś zagubiony manuskrypt. I nie pomagają tu prowadzone melioracje księgozbioru, skontra i inne wymyślne techniki biblioteczne. Są książki, które wędrują sobie po bibliotece beztrosko noszone nie do końca odkrytymi siłami. Strażnik nie nosi zatem w sobie tej odpowiedzialności, a swawolne książki tropi z ufna wyrozumiałością. Bywa czasem, że sam jest psotny i zostawia je na swoim miejscu, obserwując mimochodem ich biblioteczny los.
Przykładem takiej książki, która można powiedzieć, tropiła mnie w różnych częściach biblioteki, jest właśnie pozycja, którą trzymam w ręku. Wyciągnąłem ją z działu matematycznego. Sam nie wiem co tam robiłem. Nie wspominając o niej, nie znowu tak małej, aby o własnych siłach czynić tak nieprzyzwoite podróże po Bibliotece. Ale cóż. Niewyjaśnione są do końca prawa rządzone w mojej ulubionej książnicy. Trochę światła na całe zdarzenie rzuca tytuł: „Mitologia śląska. Przywiarki ślónskie. Leksykon i antologia śląskiej demonologii ludowej”. A myślę, że i wydawnictwo specjalizujące się w wydawaniu książek z zakresu psychologii, filozofii, religioznawstwa, medycyny alternatywnej, huny i ezoteryki , którego właścicielem jest Piotr Kos katowicki wydawca, a i niezgorszy poeta, również mogło mieć wpływ na nielicujące zachowanie się książki. Niemalże sześciuset stronnicowe dzieło o charakterze encyklopedycznym autorstwa Barbary i Adama Podgórskich zawiera opisy setek charakterystycznych dla terenów całego obszaru Śląska, istot z legend i podań ludowych. Jest to 41. książka w dorobku autorów, która jest owocem wieloletnich studiów małżeństwa Podgórskich nad tematyką obyczajów i wierzeń ludowych. Warto nadmienić, że do tej pory ukazały się między innymi: „Andrzejkowe wróżby. Zwyczaje, obrzędy, przepowiednie”; „Encyklopedia demonów. Diabły, diabełki, jędze, skrzaty, boginki… i wiele innych”, „Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek. Sprawy boskie i sprawki diabelskie w przysłowiach i zwrotach przysłowiowych polskich”, „Raport Rokity. Encyklopedia baśniowych stworów” oraz bestseller wśród miłośników i fachowców z zakresu kultury ludowej – „Wielka księga demonów polskich. Leksykon i antologia demonologii ludowej”.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Mitologia Śląska została wydana z pieczołowitą starannością i widać, że chochliki nie przeszkadzały w trakcie roboty edytorskiej, Całość zilustrowano między innymi rycinami oraz kolorowymi pracami Marka Wacława Judyckiego oraz reprodukcjami obrazów z Galerii „Barwy Śląska” znanego kolekcjonera sztuki intuicyjnej Stanisława Gerarda Trefonia.
Wybór książkowej ikonografii nie był przypadkowy. Trudno bowiem pominąć fakt, iż autorzy dzieła jak i wymienieni wyżej sprawcy oprawy plastycznej pochodzą z Rudy Śląskiej. W której co prawda nie działała słynna grupa janowska z kopalni Wieczorek, ale w której przecież tworzył i do dziś mieszka uznany malarz Władysław Luciński, słynny Lucik, lider artystów dnia siódmego działających w tzw. grupie bielszowickiej. Nadto w muzeum rudzkim od prawie 50. lat organizowany jest „Konkurs Plastyki Nieprofesjonalnej – Rudzka Jesień”. Być może klimat miejsca, ale nade wszystko pasja i talent autorów spowodowała, że „Mitologia Śląska” nie jest jedynie suchym spisem haseł z dziedziny śląskiej demonologii ludowej. Książka zawiera bowiem szereg cytatów z wszelkiego rodzaju źródeł, gdzie bohaterowie śląskich ludowych przypowieści, postacie dioblików, utopków, zmor, strzygoni czy podciepów, o których tworzono setki przypowieści, bor i bojek były opisywane, lub przynajmniej o nich wspominano. Fani etnolektu śląskiego znajdą cytaty po ślonsku przytaczane w oryginale, co oczywiście nie jest niespodzianką, gdyż autorzy byli pierwszymi twórcami „Słownika gwar śląskich”.
Każde z haseł może być dla czytelnika odrębną przypowieścią, podróżą w świat dzieciństwa, lub tylko odkrywaniem magii miejsca skrywanej w śląskim pejzażu. Otwieram książkę na chybił trafił: Meluzyna. Czyżby autorzy opisywali kultowy odbiornik radiowy Meluzyna DST 101, który w latach 70. XX wieku był dziełem mitycznym o zapierającej dech cenie (pięć ówczesnych średnich pensji – powiedzmy dzisiaj około 150 tys. złotych)? Jednak nie. Choć jak podają autorzy tropów jest kilka. Meluzyna bywała utożsamiana z Sybillą. Jakkolwiek legenda wywodzi się z XII wiecznej frankońskiej legendy o pół-kobiecie i pół-wężu. Piękna nimfa. Często zwiastowała śmierć tym, których kochała. Wiatrowa pani. Zawodząca na wietrze. Stąd może ta Meluzyna DST 101. Kto wie? Autorzy w swym opracowaniu nie ograniczyli się tylko do znamienitych źródeł polskich, ale sięgnęli także do opracowań autorów niemieckich Richarda Kühnaua, Paula Drechslera czy Willa-Ericha Peuckerta, co sprawiło, że mityczna podróż po śląskiej wyobraźni ludowej stała się bardziej wielowymiarowa. Pozycja godna polecenia na długie jesienne wieczory.

Krystian Gałuszka

KRYSTIAN GAŁUSZKA – śląski poeta i prozaik, a także bibliotekarz, redaktor, edytor, animator kultury. Autor 18 książek w tym m.in. powieści Księgi  Raziela i tomiku poezji po ślonsku Modre ajnfarty.

Cykl Biblioteka nocą był początkowo publikowany w miesięczniku Śląsk.

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza

Cyntrum Preferyncyji Prywatności

Potrzebne

Zbiory cookies potrzebne do nojbarzij podstawowych funkcyji serwisu: zgoda na politykã prywatności (gdpr) i informacyjŏ ô blokowaniu reklam (anCookie), testowy zbiōr ôd platformy (wordpress_test_cookie)

gdpr, anCookie, wordpress_test_cookie

Ino po zalogowaniu

Zbiory cookies potrzebne do byciŏ zalogowanym w serwisie.

wordpress_logged_in_, wordpress_sec_, wp-settings-time-