Luksemburgowie na Śląsku. Jan – część I
Pomiędzy 19 października a 26 listopada 1300 r. w Gnieźnie odbyła się uroczysta koronacja Wacława II – króla Czech i jednocześnie zięcia poprzedniego króla Polski Przemysla II – faktycznie władającego Ziemią Krakowską, Ziemią Sandomierską oraz Polonią Maior1 (czyli Polską właściwą) – na króla Polski2. Po jego śmierci w 1305 r. oba tytuły królewskie przypadły w spadku jego synowi Wacławowi III i jego żonie Wioli Cieszyńskiej (córce Mieszka I Cieszyńskiego). Nie zdążył być koronowany – został zamordowany w 1306 r. w Ołomuńcu w wieku niespełna 17 lat (najczęściej jako możliwych zleceniodawców tego morderstwa wskazuje się Albrechta Habsburga lub Władysława Łokietka; bezpośredni morderca – najemnik Konrad z Botenštejnu – został zabity na miejscu, co na zawsze zatarło ślady). W 1310 r. władzę w Czechach objął mąż Elżbiety – córki króla Wacława II – Jan I Luksemburski. Formalny spadkobierca tytułów królewskich czeskiego i polskiego3.
Luksemburg był bogatym, ważnym i w owym czasie rozległym hrabstwem w południowych Niderlandach4 (dzisiaj na południe od Belgii, pomiędzy Niemcami i Francją). Terytorialnie dużo większym niż obecnie. Sąsiadowało z Leodiensis Principatus (biskupie księstwo Liege), obejmowało zatem również dzisiejszą (najbardziej walońską) prowincję luksemburską w Belgii, tereny francuskojęzyczne w dzisiejszym francuskim departamencie Mozela, oraz duże obszary na wschód od rzek Mozela i Our – dzisiejsze Niemcy. Był krajem wielokulturowym, wieloetnicznym i wielojęzykowym. Na dworze dominował starofrancuski, kancelaria wydawała również dokumenty w języku średnio-wysoko-niemieckim. Ludność posługiwała się głównie językiem walońskim i wczesnym dialektem mozelsko-frankońskim (z którego wykształcił się współczesny język luksemburski). Jan Luksemburski prawdopodobnie nie znał języków ludowych hrabstwa, na pewno zdawał sobie jednak sprawę z jego różnorodności językowej. Świadczy o tym jego dekret z 1340 roku, który sankcjonował administracyjny podział hrabstwa na dwie strefy językowe: Quartier roman (gdzie dominował dialekt waloński) i Quartier germanique (z dialektem mozelsko-frankońskim)5.
W grudniu 1310 roku 14-letni Jan Luksemburski, z poślubioną kilka miesięcy wcześniej Elżbietą, córką Wacława II Przemyślidy, wkroczył na czele niewielkiej armii do Czech. Miał oczywiście poparcie swojego ojca Henryka VII Luksemburskiego, władającego w tym czasie Świętym Cesarstwem Rzymskim, poparcie najpotężniejszego duchownego cesarstwa – arcybiskupa Moguncji, duchowieństwa czeskiego i co najmniej mieszczan Pragi. Po w miarę bezkrwawym zajęciu Pragi, w czym pomógł rokosz rzemieślników praskich nie akceptujących władzy Henryka Karynckiego (męża Anny – siostry Elżbiety), opierającego swoją władzę na wojskach karyncko-tyrolskich i szczególnie znienawidzonych w Pradze wojskach miśnieńskiego margrabiego Fryderyka6.
W niedzielę, 7 lutego 1311 roku, w bazylice św. Wita w Pradze, arcybiskup Moguncji Piotr z Aspeltu celebrował królewską koronację Jana i jego żony Elżbiety. W ceremonii bezpośrednio uczestniczyło wielu najwyższych dostojników kościelnych Europy środkowej. Ich kolejność (bliżej – dalej od centrum koronacji), jak w każdym średniowiecznym zjeździe dostojników dowolnego szczebla, wskazywała na ich ważność i decydowała o ich prestiżu. Była odbiciem czasami dzisiaj nieznanych powiązań rodzinnych, sieci wpływów i znajomości, a zakulisowa walka o przesunięcie czasmi o jedną zaledwie pozycję w tej kolejności bywała zażarta i bezpardonowa. Po prawicy Piotra, najważniejszą pozycję koncelebranta podającego mu naczynia liturgiczne, oleje i insygnia władzy królewskiej, zajmował wroclawski biskup Henryk z Wierzbna7.
Dynastyczno-polityczny galimatias rodu Piastów końca XIII – początku XIV wieku.
W drugiej połowie XIII wieku rozdrobnienie dynastyczne i polityczne rządzących Śląskiem książąt osiągnęło swój punkt kulminacyjny. Skomplikowane powiązania rodowe w połączeniu z obowiązującym prawem zwyczajowym, dodatkowymi układami sukcesyjnymi pomiędzy poszczególnymi liniami (o których istnieniu często wiemy, lecz ich dokładna treść pozostaje nieznana) oraz skąpa baza źródłowa sprawiają, że znaczna część współczesnej narracji na ten temat opiera się na spekulacjach i interpretacjach. Istnieje jednak kilka faktów o fundamentalnym znaczeniu prawnym dla śląskich dynastów (mimo że pojęcia Górnego i Dolnego Śląska ukształtowały się znacznie później, będę ich używał dla uproszczenia wywodu):
-
Śląscy Piastowie (nazwa dynastii ukuta dużo później, prawdopodobnie na dworze Piastów Brzeskich w niemieckiej formie das Piasten), jako potomkowie Władysława Wygnańca, tworzyli główną, senioralną linię rodu.8
-
W 1202 roku wewnątrz rodu doszło do formalnego, potwierdzonego bullą papieską porozumienia, które sankcjonowało trwały rozdział dynastii na gałąź dolnośląską (wrocławską) i górnośląską (cieszyńsko-raciborsko-opolską), znosząc wzajemne prawo do sukcesji.
-
Bulla protekcyjna papieża Grzegorza IX z 22 czerwca 1235 roku brała księcia śląskiego Henryka II Pobożnego pod szczególną opiekę Stolicy Apostolskiej. Dokument ten potwierdzał wszystkie posiadłości i prawa Henryków Śląskich, w tym nabytą na mocy układu z Władysławem Laskonogim sukcesję w Polonia Maior (Wielkopolska). Bulla miała zabezpieczyć pozycję Pobożnego przed roszczeniami innych pretendentów i stanowiła czytelny sygnał dla ówczesnego świata, że Rzym uznaje legalność śląskiego władztwa nad tymi ziemiami.
-
Bulla papieża Klemensa IV z 19 maja 1267 roku potwierdzała prawa spadkobierców Henryka Pobożnego (jego synów: Bolesława II Rogatki, Konrada I głogowskiego i Henryka III Białego) do całości dziedzictwa ich ojca i dziadka, wliczając w to Wielkopolskę oraz Ziemię Krakowską (według stanu posiadania w momencie śmierci Henryka pod Legnicą w 1241 roku). Był to efekt przemyślanej dyplomacji śląskich książąt, dążących do uzyskania międzynarodowej legitymacji dla swoich praw poza samym Śląskiem. Pragnęli oni wykazać, że to oni są jedynymi prawnymi sukcesorami jedności terytorialnej wypracowanej przez Henryków Śląskich. Kilkadziesiąt lat później dokumenty te posłużyły Janowi Luksemburskiemu jako kluczowy argument prawny. Przejmując prawa od potomków Pobożnego (linii głogowskiej i wrocławskiej), król Jan stawał się w świetle papieskich decyzji legalnym panem tych ziem9.
Bulle Grzegorza IX i Klemensa IV nie były jedynie wyrazem papieskiej opieki, ale sformalizowaniem dziedzicznych praw dynastów śląskich do innych dzielnic władztwa Piastów. W najbardziej spektakularny sposób używał tego prawa Henryk III Głogowski (i potem jego potomkowie: linia głogowska, oleśnicka i ścinawska). Po koronacji Wacława II w 1300 roku, Henryk przyjął oficjalny tytuł „dziedzica Królestwa Polskiego” (heres regni Polonie). Używał go na swojej pieczęci majestatycznej, co było bezpośrednim wyzwaniem rzuconym czeskiemu królowi i manifestacją, że to linia śląska, a nie czescy Przemyślidzi czy kujawski Łokietek, ma prawo do tego tytułu. Tytuł był manifestacją potwierdzonych praw własności10 (zrealizowanych jedynie krótkookresowo i w małym zakresie) tego śląskiego władcy nad Polską i nie miał żadnych innych znaczeń, jakże często przytaczanych w ahistorycznych, popularnych narracjach na ten temat.
Tzw. wojny polsko-czeskie (lata 1289 – 1348).
Pod koniec XIII wieku górnośląscy władcy – Kazimierz bytomski, Bolko I opolski, Mieszko I cieszyński i Przemko oświęcimski – złożyli hołd lenny królowi Czech Wacławowi II. Krok ten otworzył Przemyślidzie drogę do późniejszego podporządkowania sobie kolejnych dzielnic Piastów i ostatecznej koronacji w Gnieźnie. W tradycyjnej literaturze jako główną przyczynę tej decyzji najczęściej wskazuje się obawę przed rosnącą potęgą Henryka IV Probusa. Nie wolno jednak pomijać innych, równie istotnych motywów. Lata ’90 XIII wieku to czas całkowitego rozkładu i wręcz zaprzeczenia mitu o „jedności Piastów”. Był to okres wyniszczających kraj walk wewnętrznych, w których każdy walczył z każdym. Pamięć o stabilizacji i dobrobycie z czasów pokoju, które pamiętało zaledwie jedno lub dwa pokolenia wstecz, z pewnością pomogła śląskim książętom dostrzec w Wacławie II – którego Czechy przeżywały okres wyjątkowego spokoju i prosperity – realnego gwaranta ładu.Z drugiej strony, tuż za miedzą – w sąsiednim księstwie sieradzkim – usadowił się książę kujawski Władysław Łokietek, cieszący się już wówczas zasłużoną sławą agresywnego, brutalnego i wiarołomnego władcy, dążącego siłą do opanowania Ziemi Krakowskiej. To właśnie Księstwo Bytomskie, bezpośrednio sąsiadujące z terytorium działań Łokietka, jako pierwsze poprosiło Wacława II o opiekę. Dla kontrastu: księstwa głogowskie, legnickie czy jaworsko-świdnickie – będące bezpośrednimi sąsiadami Probusa – nigdy takiego kroku nie uczyniły.
-
10 stycznia 1289 r. w Pradze, Kazimierz Bytomski złożył hołd lenny Wacławowi II, który w zamian zobowiązał się do ochrony jego domeny.
-
26 lutego 1289 roku na terytorium Księstwa Bytomskiego (w okolicach Siewierza) wojska Łokietka znienacka zaatakowały powracające z wyprawy krakowskiej oddziały książąt dolnośląskich. Łokietek wygrał tę krwawą bitwę, jednak to nie sam wynik militarny zaważył na przyszłości regionu. Wzięty do niewoli, ciężko ranny, młodziutki książę Przemko ścinawski (będący jednym z pretendentów do tytułu heres regni Polonie) zzostał odarty ze zbroi i brutalnie zamordowany przez zwycięzców, a ziemia bytomska uległa bezwzględnemu splądrowaniu. Trzeba dodać, że w świetle kronik śląskich oraz późniejszego Rocznika kapituły krakowskiej, Łokietek nie tylko dopuścił do mordu na rannym krewniaku, ale zbezcześcił jego zwłoki, pozwalając na odarcie konającego księcia z szat i porzucenie go na polu bitwy. W opinii klasyka śląskiej historiografii, Colmara Grünhagena, ten akt bezprzykładnego okrucieństwa zniszczył w oczach śląskich elit jakikolwiek autorytet moralny Łokietka jako potencjalnego monarchy. Dla śląskiego rycerstwa, ukształtowanego na zachodnioeuropejskich wzorcach prawnych i obyczajowych, brutalność jego działań była szokiem cywilizacyjnym11.
Ten niehonorowy, gwałcący wszelkie średniowieczne normy etosu rycerskiego akt wyjątkowego okrucieństwa wywołał głęboki wstrząs. W efekcie, w latach 1291–1292, kolejni władcy górnośląscy: Bolko I opolski, Mieszko I cieszyński, Przemysław raciborski oraz Przemko oświęcimski, również dobrowolnie złożyli hołd lenny Wacławowi II.
W odpowiedzi na tę agresję i wypełniając swoje zobowiązania senioralne (realizując przy tym oczywiście własny interes polityczny), Wacław II w koalicji z książętami górnośląskimi uderzył w sierpniu i wrześniu 1292 roku na Łokietka. Kujawski książę, nie mogąc mierzyć się z potęgą ich wojsk i nie posiadając realnego oparcia w siłą podporządkowanych sobie wcześniej dzielnicach, uciekł na rodzinne Kujawy. Tam został ostatecznie pokonany i wzięty do niewoli. Zmuszono go do zrzeczenia się wszelkich praw do ziemi krakowskiej i sandomierskiej oraz do złożenia hołdu lennego z Kujaw i Sieradza – przysięgi te oczywiście szybko złamał.
Ta wyprawa odwetowa za zbrodniczą napaść na księstwo bytomskie, to właśnie pierwsza z tych tak zwanych wojen polsko-czeskich. Przez następne ponad pół wieku było ich jeszcze wiele, wszystkie były one jednak najazdami łupieżczymi Łokietka, a później jego syna Kazimierza, na śląskie księstwa, przerywane niekiedy interwencjami suwerena – Jana Luksemburskiego. Jedynie z powodów pozamerytorycznych i ideologicznych konflikty te nie są nazywane w polskiej narracji wojnami polsko–śląskimi12 nawet przez badaczy określających się „historykami Śląska”.
Grafika: zamek w Sławkowie (XVI wiek) – twierdza biskupa Muskaty.
Wyjątkowo barwną, ale mającą równie wyjątkowo niesprawiedliwą opinię postacią tego czasu był krakowski biskup13 Jan Muskata. Pochodzący z Wrocławia syn kupca handlującego przyprawami korzennymi (stąd w jego herbie znalazła się gałka muszkatołowa, od której wywodził się jego przydomek) odebrał staranne wykształcenie teologiczne i prawnicze w Bolonii. Był zagorzałym wrogiem chaosu wprowadzanego przez Łokietka, który usiłował zdobyć władzę metodami terroru. To właśnie Muskata rozbudował zamek w Sławkowie, czyniąc z niego potężną twierdzę. Za pomocą prywatnej armii, złożonej głównie ze śląskich najemników, skutecznie bronił śląskich księstw oraz wschodnich rubieży ziemi krakowskiej przed kujawsko-sieradzkimi najazdami.
Chaos, jaki zapanował w Czechach po zabójstwie Wacława III w 1306 roku, pozostawił Muskatę osamotnionym w walce. Ostatecznie uwięziony przez zwolenników Łokietka, stanął przed sądem arcybiskupa Jakuba Świnki. Zachowane z tego procesu tzw. akta Muskaty posłużyły polskim historykom do sformułowania skrajnie negatywnej oceny jego działalności. W rzeczywistości dokumenty te są drastycznie niekompletne – zawierają wyłącznie akt oskarżenia oraz wyselekcjonowane zeznania świadków oskarżenia. Skazany i ekskomunikowany Muskata odwołał się do instancji wyższej: bezpośrednio do papieża. W procesie odwoławczym przed legatem papieskim Gentile de Montefiore (prowadzonym od końca 1309 do czerwca 1310 roku w Bratysławie) wykazano, że zeznania świadków Świnki były fałszywe. Muskata został całkowicie oczyszczony z zarzutów, a wyrok arcybiskupa anulowano i wymazano z rejestrów14. Ogromnego wsparcia finansowego i dyplomatycznego udzielił wówczas Muskacie biskup wrocławski Henryk z Wierzbna oraz książęta górnośląscy, którzy w oficjalnych listach poręczycielskich do legata opisywali wrocławianina jako „niezłomnego obrońcę ładu publicznego przed rozbójniczymi działaniami Łokietka”15.
Ponowne usadowienie się Łokietka w Krakowie zapoczątkowało okres niemal nieustannych agresji wymierzonych w śląskie linie dynastyczne16:
-
1306–1314 r. – Łokietek najeżdża Wielkopolskę rządzoną przez synów Henryka III Głogowskiego. Brutalna wojna podjazdowa ostatecznie wypiera Ślązaków z tej dzielnicy.
-
1312 r. – Oblężenie Wrocławia. Zagrożone przez linię głogowską miasto poprosiło o pomoc Łokietka. Ten jednak po wkroczeniu na Śląsk złamał warunki porozumienia, łupiąc przedmieścia Wrocławia, a po wyparciu stamtąd – ponownie sprzeniewierzył się umowom i zaatakował Głogowczyków.
-
1323 r. – Zbrojne, bezprawne oderwanie ziemi rudzkiej (wieluńskiej) od Księstwa Niemodlińskiego.
-
1324 r. – Ponowny najazd na Śląsk. Łokietek dewastuje księstwa legnicko-brzeskie, głogowskie i wrocławskie, w tym ostatnim przypadku po raz kolejny zdradzając dotychczasowego sojusznika17.
-
Grudzień 1326 / styczeń 1327 r. – najazd na księstwa bytomskie, opolskie i raciborskie18.
-
1331–1332 r. – Agresja na księstwa ścinawskie i głogowskie19.
-
1343 r. – Syn Łokietka, Kazimierz III, najeżdża Księstwo Głogowskie, pali Ścinawę i dokonuje siłowej aneksji Wschowy.
-
1345 r. – Kazimierz najeżdża księstwa opawskie i raciborskie, pali Rybnik oraz Pszczynę i oblega Żory. Wspierające go posiłki węgierskie doszczętnie palą wsie i miasteczka księstwa cieszyńskiego i opawskiego oraz południowe fragmenty biskupiego księstwa nyskiego.
Tą to jedynie najważniejsze konflikty; liczba mniejszych, lokalnych najazdów i potyczek była niemożliwa do oszacowania. Właśnie w ten sposób – poprzez zastraszanie, likwidację przeciwników politycznych i permanentny terror – Łokietek podporządkował sobie pozostałe ziemie Piastów (poza Mazowszem i Śląskiem). Na znacznie gęściej zaludnionym Śląsku, silnie powiązanym kulturowo, prawnie i gospodarczo z Europą Zachodnią, te metody przyniosły jednak skutek odwrotny do zamierzonego: całkowite i trwałe odrzucenie jakiejkolwiek unii z Krakowem. W ocenie klasycznych historyków śląskich (jak chociażby Colmar Grünhagen20) to właśnie bezwzględny terror Łokietka i Kazimierza ostatecznie przypieczętował kulturowy i ustrojowy rozdział Śląska od korony polskiej.
Wymienione najazdy miały kluczowe znaczenie dla geopolitycznego ukształtowania się Śląska. Dwa z nich odegrały jednak szczególną rolę w kontekście Luksemburgów i narodzin nowego, wielowiekowego ustroju regionu. Ponieważ pozostają one dziś stosunkowo mało znane, omówimy je później szczegółowo.
Umowy lenne śląskich władców z Janem Luksemburskim.
W 1325 roku Władysław Łokietek zawarł sojusz z pogańskim wówczas Wielkim Księstwem Litewskim. Dla przypieczętowania tego układu Aldona, córka wielkiego księcia Giedymina, wyszła za mąż za syna Łokietka, Kazimierza. Sojusz ten był krakowskiemu władcy potrzebny głównie do podporządkowania sobie Mazowsza, jednak bez wahania wykorzystał on litewskich wojowników również przeciwko śląskim dynastrom. Na przełomie 1326 i 1327 roku wojska Łokietka, wspierane przez pogańskie oddziały Giedymina, uderzyły na Górny Śląsk w rejonie Bytomia. Najazd ten drobiazgowo opisał opat Piotr z Żytywy w swojej Kronice Zbrasławskiej (Chronicon Aulae Regiae). Przedstawił on te wydarzenia jako pogański potop sprowadzony na chrześcijan przez krakowskiego monarchę21. Wojska litewskie, wkraczając na Górny Śląsk, obracały w ruinę i zgliszcza osady wokół Bytomia, Gliwic oraz Koźla. Kronika szczegółowo relacjonuje profanacje kościołów, mordowanie śląskich kapłanów bezpośrednio przy ołtarzach, gwałty na zakonnicach oraz masowe uprowadzanie tysięcy mieszkańców regionu w niewolę. Zdobyte Gliwice zostały zniszczone tak dotkliwie, że ich mieszczanie jeszcze przez kolejne dziesięciolecia zmuszeni byli prosić o ulgi podatkowe na odbudowę miasta. W ocenie kronikarza Łokietek zasłużył na absolutne potępienie moralne – jako chrześcijański król dał pełne przyzwolenie poganom na dewastację ziem innych chrześcijan tylko dlatego, że śląscy książęta odmawiali uznania jego zwierzchnictwa. Potworności tych działań wywołały głęboki wstrząs i panikę wśród śląskich linii Piastów, stając się bezpośrednią przyczyną ich zwrócenia się o militarną protekcję do króla Czech, Jana Luksemburskiego.
W ciągu niespełna miesiąca wynegocjowano i dopracowano pierwsze umowy lenne pomiędzy książętami górnośląskimi a praskim dworem. 18 lutego 1327 roku w Opawie akty lenne podpisali Kazimierz I cieszyński, Leszek raciborski oraz Bolko niemodliński. Dzień później, 19 lutego, poddali się zwierzchnictwu władcy Opola oraz Księstwa Kozielsko-Bytomskiego. Z kolei 24 lutego w Bytomiu hołd złożył książę oświęcimski Jan I Scholastyk. Już następnego dnia Jan Luksemburski – występując jako prawny suweren zaatakowanych terytoriów – wraz z koalicją górnośląskich sprzymierzeńców wyruszył z wyprawą odwetową bezpośrednio na Kraków.
Grafika: Księstwa Śląskie ok. 1350 r.
Te akty lenne były w przeszłości skrupulatnie analizowane przez historyków śląskich, na czele z Colmarem Grünhagenem. Podkreślał on pełną dobrowolność tych decyzji i interpretował je jako akty nowoczesnej państwowości, które raz na zawsze zerwały więzi Śląska z Królestwem Polskim. Grünhagen pominął jednak w swojej idealistycznej wizji los dumnych dynastów głogowskich (pretendentów do tytułu heres regni Polonie), których część dziedzictwa po śmierci Przemka głogowskiego w 1331 roku Jan Luksemburski zajął bezwzględnie siłą. Po ponad wieku unikania bądź marginalizowania tego tematu w polskiej nauce, ponownej i niezwykle szczegółowej analizy struktur tych umów podjął się profesor Marian Ptak z Uniwersytetu Wrocławskiego. Choć analizy obu tych badaczy są w pełni zgodne w warstwie faktograficznej, to współczesne ujęcie prof. Ptaka jest nieporównywalnie bogatsze w warstwie prawno-ustrojowej i skutecznie odziera temat z pseudohistorycznych, narodowych mitów narosłych w Polsce w XX wieku22.
W badaniach prof. Mariana Ptaka, obok czysto honorowych zapisów, odnajdujemy kluczowe elementy definiujące ówczesny status Śląska:
-
Formuła sojusznicza: W dokumentach pojawia się klasyczna dla średniowiecznego prawa lennego klauzula erimus amici amicorum et inimici inimicorum („będziemy przyjaciółmi przyjaciół i wrogami wrogów”). W umowach Jana Luksemburskiego ze śląskimi książętami (zarówno górno-, jak i dolnośląskimi) zapis ten sankcjonował trwałe włączenie Śląska w orbitę polityki zagranicznej Jana i jego następców. Jego wróg stawał się automatycznie wrogiem Śląska, ale działało to również w drugą stronę – suweren brał na siebie obowiązek zwalczania nieprzyjaciół swoich śląskich wasali.
-
Asymetryczna pomoc wojskowa: Umowy te miały charakter dwustronnie zobowiązujący, co zasadniczo odróżniało je od bezwarunkowego, jednostronnego poddaństwa. Książę był zobligowany wspierać militarnie Jana, a Jan musiał bronić księcia przed agresją państw trzecich. W praktyce istniała tu silna asymetria – potęga militarna Luksemburczyka stanowiła dla niewielkich księstw realną gwarancję fizycznego przetrwania.
-
Zachowanie wewnętrznej suwerenności (regalia): Akty lenne w żaden sposób nie uszczuplały wewnętrznej władzy książąt. W granicach swoich domen Piastowie zachowali pełnię władzy ustawodawczej, skarbowej i sądowniczej. Jan Luksemburski stawał się panem feudalnym, lecz nie posiadał uprawnień do ingerowania w bieżące zarządzanie księstwami. W tym kontekście historycy prawa ostro krytykują tradycyjną polską historiografię za notoryczne mylenie pojęć feudum datum (lenna nadanego) z feudum oblatum (lenna ofiarowanego/oblatywnego). W przeciwieństwie do lenna nadanego (gdzie monarcha przekazuje wasalowi własną ziemię na swoich warunkach), lenno ofiarowane polega na tym, że niezależny i pełnoprawny właściciel terytorium dobrowolnie „ofiarowuje” je suwerenowi, a ten natychmiast zwraca mu je jako lenno, nie ograniczając jego dotychczasowych praw książęcych23.
-
Emancypacja polityczna miast: W strukturze zjazdów książęcych zaczęli pojawiać się przedstawiciele mieszczaństwa. Profesor Ptak interpretuje to jako celowe uszczuplenie wpływów szlachty, co wydaje się być jednak nieświadomym echem tradycyjnej, szlacheckiej optyki polskiej historiografii. Z perspektywy Jana Luksemburskiego – wywodzącego się z Niderlandów, czyli najgęściej zurbanizowanego i najnowocześniejszego ekonomicznie regionu ówczesnej Europy – mieszczaństwo było naturalnym motorem dobrobytu i filarem władzy. Wprowadzenie miast do śląskich zgromadzeń stanowych było dla niego procesem organicznym. Kontrast z państwem Łokietka i Kazimierza Wielkiego jest pod tym względem uderzający: po krwawo stłumionych buntach miejskich (w Krakowie, Wieliczce, Sandomierzu czy Poznaniu) Łokietek systemowo ograniczał polityczne aspiracje mieszczan, co na stulecia zepchnęło ich na margines życia publicznego, oddając pełnię władzy w ręce szlachty.
-
Indywidualny charakter negocjacji: Analiza dokumentów źródłowych wykazuje, że akty lenne nie były spisywane według jednego, odgórnego szablonu. Każde księstwo negocjowało odrębne warunki, zwłaszcza w drażliwej kwestii sukcesji i dziedziczenia. Świadczy to jednoznacznie o tym, że książęta występowali w tych relacjach jako pełnoprawne podmioty prawa, a nie ulegli petenci. Fakt ten potwierdza klasyczną tezę Colmara Grünhagena o pragmatyzmie politycznym tych decyzji, całkowicie zadając kłam dawnej polskiej narracji o „przymusie i czeskiej ekspansji”.
-
Cena zabezpieczenia sukcesji: Nierównowagę potencjałów militarnych bilansował zapis dający Janowi i jego następcom prawo do decydowania o losach księstwa w przypadku ewentualnego wygaśnięcia lokalnej linii dynastycznej. Dla śląskich książąt, dbających wzorem wszystkich średniowiecznych władców w pierwszej kolejności o bieżący interes własnego rodu, była to cena niewielka i całkowicie akceptowalna w zamian za gwarancję pełnego bezpieczeństwa. Z drugiej strony dowodzi to dalekowzroczności politycznej Jana – w niektórych przypadkach zapisy te zostały zrealizowane dopiero po stuleciach.
-
Koncepcja nadrzędnego zwierzchnictwa (Oberherzogtum): W analizowanych umowach jedynie Henryk VI Dobry tytułuje się formalnie „księciem Śląska”. Badacze skłaniają się ku teorii, że formuła ta została zainspirowana przez samego Jana Luksemburskiego jako element przygotowania gruntu prawnego pod utworzenie śląskiego Oberherzogtum.
Koronacja Łokietka i jej fiskalne tło.
Uroczysta koronacja Władysława Łokietka oraz jej dalekosiężne skutki prawne stanowiły w późniejszych latach jeden z najważniejszych elementów przetargowych Kazimierza Wielkiego z Janem Luksemburskim – z problematyką śląską w tle. Współczesne podręczniki szkolne kwitują to wydarzenie krótkim frazesem: „w 1320 roku Władysław Łokietek został koronowany na króla Polski, co zakończyło proces zjednoczenia kraju”. Aby jednak zrozumieć istotę ówczesnego sporu ustrojowego, należy przyjrzeć się kulisom tej koronacji znacznie dokładniej.
Pod koniec 1318 roku biskup włocławski Gerward wyruszył z tajną i niezwykle delikatną misją dyplomatyczną do Awinionu. Oferta finansowa, którą przedstawił urzędującemu tam papieżowi Janowi XXII (uznawanemu przez historyków za jednego z najwybitniejszych, ale i najbardziej bezwzględnych finansistów na tronie Piotrowym), zawierała dwa kluczowe, niezwykle intratne dla kurii elementy:
-
Natychmiastową spłatę całości zaległego świętopietrza (podatku papieskiego) w czystym złocie, według rygorystycznych oszacowań Komory Papieskiej (co w praktyce stanowiło zawoalowaną, gigantyczną łapówkę).
-
Zobowiązanie do radykalnej reformy tegoż podatku we władztwie Łokietka. Zaproponowano przejście z dotychczasowego podatku podymnego (płaconego w wysokości jednego denara od „dymu”, czyli całego gospodarstwa domowego) na system pogłówny (jeden denar od każdej osoby). W praktyce oznaczało to natychmiastowe, od pięcio- do siedmiokrotne zwiększenie obciążeń fiskalnych na rzecz kurii papieskiej, nałożone na wszystkich mieszkańców państwa Łokietka i jego następców po wsze czasy.
Z perspektywy awiniońskiego papieża była to propozycja finansowa z rzędu tych, których odrzucić nie sposób. Co więcej, klauzula gwarantująca pobór podatku od każdej głowy mieszkańca władztwa Łokietka powodowała, że w ewentualnych przyszłych arbitrażach papieskich dotyczących sporów terytorialnych (np. z Zakonem Najświętszej Marii Panny, ale – jak zobaczmy – również na Śląsku), papież stawał się sędzią we własnej sprawie. W oczywistym interesie finansowym Stolicy Apostolskiej leżało odtąd rozstrzyganie konfliktów granicznych po myśli Łokietka i jego sukcesorów, gdyż każde powiększenie ich terytorium oznaczało automatyczny wzrost liczby płatników nowego podatku.
O jakich kwotach w rzeczywistości mowa? Dzięki niezwykle skrupulatnym spisom ludności, sporządzanym przez papieskich kolektorów świętopietrza, wiemy, że w 1320 roku Ziemię Sandomierską, Krakowską, Wielkopolskę oraz księstwa sieradzkie i kujawskie zamieszkiwało łącznie od 700 do 900 tysięcy osób. Oznacza to, że z kraju doszczętnie wyniszczonego trwającymi od kilku dekad wojnami domowymi, zamiast dotychczasowych 10–12 tysięcy groszy praskich (będących wówczas „twardą walutą” Europy Środkowej; jeden grosz praski równał się 12 denarom)24, kolektorzy zaczęli bezwzględnie ściągać aż 65 000 groszy rocznie. Choć suma ta mogła wydać się zawrotna dla większości władców rozdrobnionej Europy, słuszność mają badacze wskazujący, że nie ona sama decydowała o potędze awiniońskiego skarbca. Klucz tkwił w mechanizmie corocznej, ciągłej egzekucji tego świadczenia, która miała być na zawsze powtarzana.
Kolejne zachowane spisy demograficzne z 1364 roku wykazują już populację rzędu 1,8–2,0 miliona mieszkańców. Oznacza to, że przy zachowaniu stałego wzrostu ludności, zaledwie po piętnastu latach sumaryczna kwota wysłana do Awinionu przekroczyła astronomiczny pułap 1 200 000 groszy praskich – wartość tak niebywałą, że jej realną siłę nabywczą przyjdzie nam omówić przy innej okazji. Śląsk (diecezja wrocławska) oczywiście odmówił przejścia na system pogłówny i pozostał przy starym podatku od „dymu” (płaconym ryczałtem). Śląscy historycy Kościoła podkreślają, że stało się to jednym z głównych powodów wściekłości Łokietka i papieskich kolektorów. Z perspektywy Awinionu, bogaty i gęsto zaludniony Śląsk, pozostając poza nowym systemem, generował „stratę”. To z kolei pchało papieża do cichego wspierania roszczeń terytorialnych Łokietka wobec Śląska – po prostu chciał tam wprowadzić swój nowy, dochodowy system pogłówny.
Grafika: grosz praski – „dolar” średniowiecznej Europy.
Zapiski papieskich poborców25 pozwalają odtworzyć dantejskie sceny, do jakich dochodziło na prowincji podczas ściągania należności. W XIV wieku polska wieś w ogromnej mierze funkcjonowała jeszcze w systemie gospodarki naturalnej – opartej na wymianie towarowej. Zmuszenie każdego, najuboższego nawet mieszkańca do oddania fizycznej monety denarowej oznaczało, że chłopi i małomiasteczkowi rzemieślnicy musieli wyprzedawać swoje plony, zboże czy inwentarz drastycznie poniżej wartości, byle tylko zdobyć kruszcową gotówkę na podatek. Kolektorzy objeżdżali parafie w asyście uzbrojonych żołnierzy. W przypadku powszechnego braku monety, bezwzględnie konfiskowano inwentarz żywy, odzież, narzędzia rolnicze, a nawet naczynia kuchenne – wszystko, co można było spieniężyć na lokalnych targach. Problem ten był tak głęboki i powszechnie odczuwalny, że nawet Jan Długosz, którego trudno przecież posądzić o krytycyzm wobec korony czy interesów Kościoła, zapisał bez ogródek, że „Polacy musieli głęboko sięgnąć do kieszeni, by zaspokoić opętanych chciwością awiniońskich urzędników”, dyplomatycznie pomijając milczeniem fakt, kto te zobowiązania na kraj sprowadził. Słynny, późniejszy bunt wielkopolskiej arystokracji rodowej pod przywództwem Maćka Borkowica brał w obronę między innymi owych najuboższych. Był to wyjątkowy, rzadki w tamtej epoce przypadek, gdy możnowładcy motywowali wystąpienie przeciwko monarsze interesem niższych warstw społecznych. Mimo krwawego stłumienia tej rebelii i okrutnego zamordowania samego Borkowica, Kazimierz Wielki – w obliczu powszechnego wzburzenia, także ze strony kleru niższego szczebla – musiał ostatecznie ten problem rozwiązać. Wynegocjował z kurią papieską pewne obniżenie stawek, lecz pragnąc zabezpieczyć się przed ryzykiem kolejnych buntów możnowładztwa, przeprowadził reformę świętopietrza w taki sposób, że całkowicie zwolnił z niego rycerstwo. Cały ciężar papieskiego podatku koronacyjnego został na stulecia przerzucony wyłącznie na barki bezbronnego chłopstwa.
Co zatem Władysław Łokietek zyskał w zamian za tak potężny drenaż własnego państwa?
Papież Jan XXII w oficjalnej bulli skierowanej do arcybiskupa gnieźnieńskiego (z dnia 20 sierpnia 1319 roku)26 wyraził formalną zgodę na królewską koronację Łokietka. Jednakże w dokumencie tym ani razu nie pada pojęcie „króla Polski” czy „królestwa polskiego”. Co kluczowe, papież z całą stanowczością podkreślił, że ceremonia ta nie może w żaden sposób naruszać praw osób trzecich. Watykańska kancelaria określiła Łokietka mianem: „ukochanego syna, szlachetnego męża Władysława, księcia Krakowa i Sandomierza” (dilectus filius nobilis vir Vladislaus dux Cracovie et Sandomirie). Choć zezwolono, aby biskupi „mogli wynieść rzeczonego księcia na królewski majestat” oraz „ukoronować go nad wspomnianym królestwem” (in regem et dominum eiusdem Regni), dodano natychmiast zastrzeżenie prawne: by stało się to „bez uszczerbku dla jakichkolwiek praw innych osób” (salvo quolibet iure alieno).
Kancelaria papieska była precyzyjną machiną biurokratyczną. Z jednej strony przyjmowała wozy złota i gwarancję niekończącego się strumienia pieniędzy w zamian za prestiżowy tytuł, z drugiej – pod żadnym pozorem nie mogła naruszyć skomplikowanych praw dziedziczenia dynastycznego, stanowiących nienaruszalny fundament feudalnej Europy. Dokument precyzyjnie definiował ziemie, którymi Łokietek faktycznie władał, zezwalał na utworzenie z nich królestwa i koronację, lecz kategorycznie zastrzegał, że akt ten nie unieważnia praw dynastycznych innych podmiotów.
Ponad sto lat później Jan Długosz, stojąc niezłomnie na gruncie doktryny, że „Łokietkowi korona się po prostu należała”, pisał, iż owe papieskie zastrzeżenie – które sam nazwał klauzulą salwacyjną – wynikało wyłącznie z obawy przed militarną potęgą Jana Luksemburskiego27. Kronikarz całkowicie zignorował przy tym realne prawo dynastyczne oraz fakt, że kuria doskonale pamiętała o własnych, wydanych zaledwie kilkadziesiąt lat wcześniej bullach protekcyjnych, rezerwujących wyłączne prawa sukcesyjne do jedności królestwa potomkom Henryka Pobożnego (piastowskim liniom dolnośląskim).
W efekcie, poza własnym dworem w Krakowie oraz węgierskim dworem w Budzie (gdzie królową była jego córka Elżbieta), Władysław Łokietek w oficjalnej europejskiej korespondencji dyplomatycznej tytułowany był najczęściej mianem „króla Krakowa” (Rex Cracovie). Dla tego chorobliwie ambitnego władcy musiało to być wyjątkowo upokarzające.
Suplement.
Jak narodowa i komunistyczna propaganda stworzyły „wojny polsko-czeskie”.
Współczesna narracja podręcznikowa, popularnonaukowa, a często nawet historyczna (!) bezrefleksyjnie posługuje się terminem „wojny polsko-czeskie” na określenie konfliktów z lat 1289–1348. Analiza źródeł z epoki oraz ewolucji samej historiografii wskazuje jednak, że pojęcie to jest całkowicie ahistorycznym konstruktem propagandowym, stworzonym u schyłku XIX wieku. Głównym celem wprowadzenia tego terminu było wydaje się całkowite zamazanie politycznej i dziejowej podmiotowości Śląska, który przy okazji ukrywał Łokietkową brutalną agresję. Śląsk w tej narracji stał się niemą, bierną przestrzenią – terytorialnym łupem, o który walczyły ościenne mocarstwa, a nie podmiotu, który sam decydował o swoim cywilizacyjnym losie.
Głos świadków epoki: kto był agresorem?
Gdy zdejmie się z tamtych wydarzeń dziewiętnastowieczną nakładkę ideologiczną, wyłania się obraz skrajnie odmienny od oficjalnego mitu. Śląskie źródła z epoki – na czele z Księgą Henrykowską, Rocznikiem Krzeszowskim Większym czy Rocznikami Wrocławskimi – są w swojej ocenie uderzająco jednomyślne. Opisują jedynie bezwzględne, łupieżcze najazdy Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego na śląskie domeny. W oczach ówczesnych Ślązaków to krakowscy władcy byli wiarołomnymi agresorami, którzy nie wahali się sprowadzać hord pogańskich Litwinów przeciwko chrześcijańskiemu regionowi.
Z kolei czeskie kroniki – w tym fundamentalna dla tego okresu Kronika Zbrasławska opata Piotra z Żytywy – akcentują militarną interwencję Jana Luksemburskiego wyłącznie w kategoriach legalnej pomocy senioralnej i obrony chrześcijańskich wasali przed terrorem ze wschodu.
Co ciekawe, przez kolejne stulecia, aż do czasów nowożytnych włącznie, historiografia polska – idąc śladem Jana Długosza – zachowywała faktograficzną rzetelność. Polscy badacze pisali wówczas na ogół o „wojnach Łokietkowych o Śląsk”, bez ogródek wskazując na agresywne, inicjujące konflikty działania Krakowa. Wybitnymi przykładami tego byli np. XIX-wieczni klasycy:
-
Joachim Lelewel (1786–1861). Nestor polskiej historiografii, ikona polskiego romantyzmu historycznego. Lelewel konsekwentnie pisał o „wojnach Łokietka” i wprost wskazywał, że król krakowski najeżdżał Śląsk. W swoim fundamentalnym dziele „Polska, dzieje i rzeczy jej” pisał bez ogródek:
„Łokietek rzucił się do wojen, najeżdżał i pustoszył ziemie śląskie, chcąc odzyskać to, co za utracone uważał, ale zraził do siebie tamtejszych panów i książąt, którzy w ramię czeskie uciekać musieli. Wojny te, przez Łokietka wszczęte, więcej klęsk Śląskowi i samej Polsce przyniosły, niźli pożytku.”
-
Karol Szajnocha (1818–1868). Jeden z najwybitniejszych polskich historyków XIX wieku, twórca monumentalnych monografii. Szajnocha w swoich pismach używał zwrotu „wojny o Śląsk” lub „zaczepki Łokietkowe”. Wprost pisał o litewskim najeździe z 1327 roku jako o potwornej zbrodni Łokietka, która pchnęła Śląsk w ręce Luksemburga. W dziele „Jadwiga i Jagiełło” Szajnocha tak scharakteryzował bezwzględną politykę Łokietka wobec Śląska
„Srogi król Władysław, nie mogąc śląskich dziedziców łagodnością do korony przywieść, ogniem i mieczem począł nawiedzać ich dziedzictwa. Sprowadzenie dzikiego żołnierza litewskiego na chrześcijański Śląsk pod Bytom i Koźle stało się hasłem straszliwego spustoszenia. Zamiast miłości ku macierzy, Łokietkowe zaczepki wywołały tam trwogę i nienawiść, a książęta śląscy woleli praskiemu królowi hołdować, niźli od krakowskiego zagładę przyjmować.”
-
Józef Szujski (1835–1883). Współtwórca słynnej krakowskiej szkoły historycznej . Szujski w swoich syntezach używa pojęcia „wojny Łokietka i Kazimierza o Śląsk”, mocno podkreślając, że agresorem był Kraków, a Jan Luksemburski jedynie bronił swoich praw i wasali. W „Dziejach Polski podług najnowszych badań” (1862) pisał:
„Polityka Łokietka względem Śląska była polityką czystego terroru i bezsilnej zaczepki. Król najeżdżał te dzielnice, palił podmiejskie osady, lecz zbrojną dłonią nie zjednoczenia dokonywał, a jedynie odpychał Śląsk od Krakowa. Kazimierz Wielki, widząc owoc tych niefortunnych wojen ojca, musiał z żalem, ale i z mądrością polityczną zrzec się pretensji do ziem, które Łokietkowy miecz ostatecznie Pradze zaprzedał.”
Narodowo-propagandowy zwrot ks. Fijałka i popularyzacja mitu.
Przełom w nazewnictwie nastąpił pod koniec XIX wieku, a jego autorem był powiązany z rodzącym się polskim ruchem narodowym ks. prof. Jan Fijałek. To on jako pierwszy wprowadził do obiegu naukowego termin „wojny polsko-czeskie”28. Z metodologicznego punktu widzenia pojęcie to spina rozproszone incydenty w jedną całość. W warstwie ideologicznej spełniało jednak zupełnie inne zadanie: całkowicie zamazywało fakt krakowskiej agresji na Śląsk. Konflikt regionalny, w którym śląscy Piastowie bronili swojej podmiotowości, Fijałek fałszywie zdefinował jako konflikt dwóch innych państw. Co kluczowe, sednem tego konfliktu uczynił rzekomą „czeską ekspansję”, zdejmując z Łokietka odium najeźdźcy i agresora.
W okresie międzywojennym oraz w dobie PRL-u pałeczkę po Fijałku przejął prof. Jan Dąbrowski – wybitny mediewista z krakowsko-lwowskiej szkoły historycznej, znany jednak z niezwykłej „elastyczności” w dostosowywaniu tonu swoich publikacji najpierw do potrzeb sanacji, a po 1945 roku do marksistowskich wytycznych komunistycznych władz29. Dąbrowski ostatecznie ugruntował to pojęcie, nadając mu status dogmatu naukowej, podręcznikowej ortodoksji.
Wprowadzona przez narodowych historyków terminologia stała się potężnym orężem propagandowym podczas walki o Śląsk po I wojnie światowej30. W okresie przedplebiscytowym polskie komitety propagandowe, bazując na koncepcie Fijałka, przedstawiały średniowieczną historię jako „heroiczną, obronną walkę narodu polskiego przed czeskim i niemieckim naporem”. Sprofanowano historię sprowadzając umowy lenne z Janem do „wymuszonego lenna” – co później całkowicie wymazało z podręczników jeden z najstraszliwszych najazdów Łokietka z przełomu 1326/27. Jedna z ulotek plebiscytowych wręcz opisywała płaczącego rzewnymi łzami Kazimierza Wielkiego, zmuszonego przez brutalnego Niemca do zrzeczenia się praw do Śląska… Koncept Fijałka leżał u podstaw tworzonego mitu „ziem odzyskanych” i legalizował późniejsze polskie roszczenia. Dokładnie z tego samego kręgu nacjonalistycznych historyków lwowsko-krakowskich pochodzi – całkowicie nieznana wcześniej i fundamentalnie fałszywa – koncepcja zrównania pojęcia „piastowski” z „polskim”, służyła dokładnie tym samym, propagandowym celom narodowców Dmowskiego i – mimo że może nawet jeszcze bardziej wypacza historię – nawet mocniej jest utrwalona w dzisiejszej podręcznikowej i popularnej narracji.
To rażąco fałszywe pojęcie „okresu wojen polsko-czeskich za Łokietka i Kazimierza” zostało współcześnie usankcjonowane na poziomie instytucjonalnym. Powielają je oficjalne programy Olimpiad Historycznych, kuratoryjnych konkursów przedmiotowych oraz klucze odpowiedzi Centralnej Komisji Egzaminacyjnej (CKE). System edukacji wymusza na uczniach traktowanie tych konfliktów jako elementu „wojny narodowej” z Czechami, ostatecznie wymazując podmiotowość Śląska z pamięci historycznej.Używanie tych czysto nacjonalistycznych, propagandowych określeń, tak silnie fałszujących historię, przez mediawistów zajmujących się historią Śląska – w salach wykładowych, publicznych wystąpieniach czy wywiadach „naukowych” – całkowicie odziera ich z autorytetu historyków Śląska!
Metodologiczna pułapka: Jak bezkrytyczny „stan badań” usankcjonował fałsz.
W klasycznym rzemiośle historycznym jednym z podstawowych narzędzi badawczych jest opieranie się na ustaleniach wcześniejszych pokoleń naukowców – analiza tzw. stanu badań. Narzędzie to oparte jest na założeniu, że wiedza historyczna ulega ciągłej akumulacji i oczyszczeniu z błędów. W kontekście polskiej narracji o średniowiecznym Śląsku metoda ta ponosi jednak sromotną klęskę, prowadząc do zjawiska, które w metodologii nauk nazywa się akumulacją błędu lub petryfikacją mitu. Polska historiografia Śląska nie rodziła się bowiem w warunkach neutralnej, obiektywnej debaty akademickiej. Kształtowała się ona na przełomie XIX i XX wieku w ogniu ostrych konfliktów nacjonalistycznych, a po 1945 roku została wzmocniona i zinstytucjonalizowana przez specyficzny, PRL-owski nacjonalizm komunistyczny. W rezultacie narzędzia badawcze pierwszych pokoleń historyków badających ten region zostały głęboko skażone dwiema metodologicznymi wadami:
-
Teleologizmem (celowością): oceniano wydarzenia z XIV wieku wyłącznie przez pryzmat tego, co stało się w wieku XX (m.in. powojennej granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej). Konflikty Łokietka badano nie po to, by zrozumieć epokę, ale by dowieść „odwiecznych, naturalnych praw Polski do Śląska”.
-
Prezentyzmem (anachronizmem): Współczesne pojęcie skonsolidowanego narodu i państwa narodowego bezrefleksyjnie przeniesiono w realia rozbicia dzielnicowego. Spowodowało to sztuczne przemianowanie terytorialnych i dynastycznych konfliktów krakowsko-śląskich na narodową „wojnę polsko-czeską”.
W tym miejscu tradycyjna metoda zawiodła na całej linii. Kolejne pokolenia historyków, zamiast poddać krytyce pojęcia ukute przez Fijałka, Dąbrowskiego i ich kontynuatorów, zaczęły bezrefleksyjnie przepisywać ich wnioski, traktując je jako nienaruszalny pewnik. Zadziałał tu psychologiczny i instytucjonalny mechanizm konformizmu: ponieważ system akademicki i państwowy (zarówno w II RP, jak i w PRL, a nawet po 1989 r!) nagradzał za utrwalanie mitu o „ziemiach odzyskanych” i „polskim Śląsku”, tradycyjny krytycyzm źródłowy został dobrowolnie zawieszony. Zamiast badać źródła, zaczęto dopasowywać źródła do z góry przyjętego, nacjonalistycznego paradygmatu. Dzisiejsze powielanie terminu „wojny polsko-czeskie” w odniesieniu do całego XIV wieku przez współczesnych badaczy to nic innego jak intelektualny spadek po systemie, który naukę bez reszty podporządkował politycznej propagandzie.
1Określenie Polonia Maior w rozumieniu „Polska właściwa”, odnoszące się do dzisiejszej Wielkopolski, wprowadzono 15. 06. 1257 r. (użył go Maciej z Lubinia, notariusz księcia Bolesława Pobożnego (wielkopolskiego) w znaczeniu „starsza”, „właściwa”. W odniesieniu do Ziemi Krakowskiej i Sandomierskiej łącznie termin Polonia Minor (młodsza) pojawił się dopiero w 1347 r. co wskazuje, że dopiero w tym czasie (lub nieco wcześniej) Polską zaczęto nazywać cały kraj Kazimierza Wielkiego
2Antonin Robert: „Polityka zagraniczna króla Wacława II. w latach 1283–1300”, Praga, 2009. Koronacji dokonał arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka, wcześniej zdecydowany wróg Przemyślidów. O zmianie jego stanowiska zadecydował prawdopodobnie ogromny kontrast, pomiędzy dobrobytem i długoletnim pokojem Czechów pod rządami Wacława, a targanych wiecznymi konfliktami, nędzniejącymi ziemiami Piastów polskich.
3J. Prásek, Venuše a Vratislav. Příspěvky k dějinám vztahů československo-polských w XIII a XIV století, Praha 1920;
T. Jurek, Dziedzictwo Przemyślidów w Polsce, „Kwartalnik Historyczny”, R. 101, 1994, nr 3, s. 23–41.
4Na początku drugiego tysiąclecia właśnie Południowe Niderlandy były najgęściej zaludnionym terenem Europy. Na każdym kilometrze kwadratowym mieszkało tam przeciętnie ok. 48 osób (lokalnie nawet – rejony flandryjskich Gandawy i Brugii – do 100 os/km2). Dla porównania: na ziemiach władanych przez Piastów było to ok. 5 os/km2. Mimo najbardziej wówczas nowoczesnego rolnictwa w Europie – melioracja terenów rolnych, stosowanie płodozmianu – już wówczas dużą część potrzebnej żywności trzeba było importować, a ziemia uprawna była niezykle droga. To „ciśnienie demograficzne” spowodowało falę osadnictwa flandryjsko-walońskiego w XI-wiecznym Cesarstwie, która w drugiej połowie XII wieku dotarła też na Śląsk.
5M. Margue, Luxemburg, das Grafenhaus (1247–1346), [w:] Handbuch der schlesischen Geschichte,
G. Trausch, Histoire du Luxembourg, Paris 2002, s. 34–48
6Właśnie te oddziały, ze względu na swoją bezwzględne okrucieństwo, były znienawidzone przez mieszkańców Pragi. Kronika Zbrasławska opisuje ich rządy jako brutalną okupację.
J. Šusta, Dvě knihy českých dějin. Kniha druhá: Počátky rozluky, Praha 1926.
J. Spěváček, Jan Lucemburský a jeho doba 1296–1346, Praha 1994, s. 120–145 (szczegółowy opis wejścia Jana do Pragi).
7Szerzej o biografii biskupa i znaczeniu jego rodu: Jan Lubos, Biskup Henryk z Wierzbna i jego ród, [dostęp: czerwiec 2026], https://wachtyrz.eu/biskup-henryk-z-wierzbna-i-jego-rod/
8Colmar Grünhagen, Geschichte Schlesiens, Bd. 1: Bis zum Erlöschen der ritterlichen Herrschaft 1526, Gotha 1884 ( Grünhagen szczegółowo analizuje strukturę rodową Silesian duces).
H. Grotefend, Stammtafeln der schlesischen Fürsten bis zum Jahre 1740, Breslau 1889.
9O traktowaniu ziem jako korporacji prawnej pisał J. Šusta, Království české a římská říše v XIV. století, Praha 1934.
W kontekście bulli Klemensa IV: H. v. Loesch, Die schlesische Urkundenforschung und ihre schlesisch-diplomatischen Ergebnisse, Breslau 1932.
10K. Grünhagen, Heinrich III. von Glogau und die Ansprüche der schlesischen Herzöge auf die polnische Krone, „Zeitschrift des Vereins für Geschichte und Alterthum Schlesiens”, Bd. 21, 1887, s. 1–32
11W kwestii opisu zbrodni siewierskiej zob. Rocznik kapituły krakowskiej, [w:] Monumenta Poloniae Historica, t. III, s. 102, który wprost zarzuca wojskom Łokietka odarcie młodego księcia ze zbroi i ubrań.
Por. Annales Grissovienses maiores (Rocznik krzeszowski większy), gdzie podkreśla się wstrząs, jaki wywołało to wydarzenie na Śląsku.
Krytyczną analizę zachowania Łokietka pod kątem łamania ówczesnego prawa wojennego i obyczajów rycerskich przedstawia Colmar Grünhagen, Geschichte Schlesiens, Bd. 1, Gotha 1884, s. 101–102.
12Ewidentnie nacjonalistyczny i propagandowy jedynie charakter tego określenia opisuję w suplemencie na końcu artykułu.
13Charakterystyczne jest, że jego poprzednik – biskup Paweł z Przemankowa – równie wrogo postrzegał księcia kujawskiego. To właśnie Paweł z Przemankowa zaprosił Wacława II do władania Krakowem.
14H. Markgraf, Jan Muskata, Bischof von Krakau, ZVGS, Bd. 10, 1870.
K. Stloukal, Jan Muskata, biskup krakovský, „Časopis Matice moravské”, t. 48, 1924 (świetne czeskie spojrzenie na dyplomację Muskaty).
W kwestii unieważnienia wyroku przez Gentile de Montefiore: W. v. Sommerfeld, Geschichte der Germanisierung des Herzogtums Pommern oder Slavien, Berlin 1896 (analizujący rolę legatów papieskich w regionie) oraz akta procesu opublikowane w: Monumenta Vaticana res gestas Polonicas illustrantia, t. I.
15Następcą Jana Muskaty na stanowisku biskupa krakowskiego był pochodzący z Kamienia (dziś dzielnica Piekar Śląskich) Nanker (Jan Kołda). Interesująca jest ewolucja jego postawy wobec Łokietka. Zatwierdzony na to stanowisko przez Łokietka, był mu początkowo absolutnie lojalny (do m.w. 1320 r.). W okresie 1320 – 1325 r pojawiły się pierwsze konflikty na linii prawo kanoniczne (którego Nanker ściśle przestrzegał) – działania Łokietka, co mocno odsunęło go od obozu popleczników Łokietka. Po „wygnaniu” (Łokietek usunął coraz bardziej niewygodnego mu hiererchę: na drodze dyplomatycznej wynegocjował z papieżem przeniesienie Nankera do diecezji wrocławskiej) Nanker stał się zdecydowanym przeciwnikiem politycznym Łokietka.
16J. Šusta, Království české a římská říše v XIV. století, Praha 1934 (szczegółowa chronologia konfliktów z Łokietkiem).
B. Paprocki, Stambuch slezsky, Brno 1593 (dla kontekstu dawnej pamięci historycznej Ślązaków o zniszczeniach).
L. Bobková, Jan Lucemburský: Otec slavného syna, Praha 2018.
17Prawdopodobnie to właśnie oszukanie Henryka VI Dobrego przez Łokietka i zdradzieckie, nagłe zaatakowanie Wrocławia przez zadecydowało o późniejszym zwrocie tego władcy w kierunku Jana Luksemburskiego.
18Bezpośrednia przyczyna hołdów lennych śląskich władców i najazd odwetowego na Kraków.
19Jedyny najazd na Śląsk sprowokowany wcześniejszą agresją Jana Luksemburskiego. Jego wojska maszerowały na Kalisz i miały finalnie połączyć się z wojskami Zakonu Niemieckiego. Akcja Łokietka spowodowała powrót króla w celu obrony swoich śląskich poddanych. Z militarnego punktu widzenia była to praktycznie typowa niszczycielska wyprawa łupieżcza: spalone przedmieścia miast, zniszczone folwarki i infrastruktura.
20C. Grünhagen, Geschichte Schlesiens, Bd. 1, Gotha 1884, s. 121–135 (Grünhagen wprost definiuje działania Łokietka jako Raubzüge – najazdy łupieżcze, które zniszczyły więzi kulturowe Śląska z Krakowem).
21Chronicon Aulae Regiae [w:] Fontes Rerum Bohemicarum, t. IV, ed. J. Emler, Praha 1884. Autor – Opat Piotr z Żytywy w Chronicon Aulae Regiae używa niezwykle mocnych sformułowań, nazywając sojusz Łokietka z Litwinami „obrzydlistwem” (abominatio) i zarzucając polskiemu królowi, że dla ziemskiej władzy sprzymierzył się z synami ciemności przeciwko współwyznawcom.
Śląscy badacze (Grünhagen, Markgraf) z kolei podkreślali, że najazd ten ostatecznie zepchnął Łokietka w opinii międzynarodowej (w tym papieskiej) na pozycję schizmatyka i poplecznika pogan. Praga wykorzystała to propagandowo, a Jan Luksemburski ruszył na Kraków niemal jak na krucjatę w obronie chrześcijaństwa.
J. Šusta, Království české a římská říše v XIV. století, Praha 1934, s. 210–225 (Šusta szczegółowo analizuje panikę na Śląsku wywołaną litewskim najazdem)
22M. Ptak, Akty lenno-sukcesyjne książąt śląskich z XIV–XV wieku. Studium historyczno-prawne, Wrocław 2004 (Monografia prof. Ptaka z Uniwersytetu Wrocławskiego, w której szczegółowo rozróżnia pojęcia feudum oblatum i poddaje krytyce dawne polskie mity).
C. Grünhagen, Die schlesischen Lehnshuldigungen der Jahre 1327 und 1329, „Zeitschrift des Vereins für Geschichte und Alterthum Schlesiens”, Bd. 17, 1883, s. 1–54.
23W niemieckiej tradycji prawnej to zjawisko określa się jako Lehnauftragung lub Eigenerbungsübertragung. Książęta śląscy przekazywali swoje alodia (ziemie wolne) królowi Czech tylko po to, by natychmiast odebrać je jako lenno, co gwarantowało im nienaruszalność granic ze strony osób trzecich (w tym Łokietka).
24Grosz praski został wprowadzony przez Wacława II; zawierał stałą, niezmienną przez wieki ilość srebra 3,54 g czystegoo srebra w monecie, co uczyniło go najbardziej stabilnym miernikiem wartości.
25Monimenta Poloniae Vaticana, t. I: Acta Camerae Apostolicae 1207–1344, J. Ptaśnik, Cracoviae 1913 (To kluczowe wydanie źródłowe rejestrów poborców awiniońskich, m.in. Andrzeja de Verulis i Piotra d’Alwernia, ukazujące brutalność egzekucji podatku i dantejskie sceny na wsiach).
J. Šusta, Karel IV. Otec vlasti 1316-1346, Praha 1946 (Šusta szeroko analizuje awiniońską politykę finansową Jana XXII w Europie Środkowej).
E. Maschke, Der Deutsche Orden und die Preussen, Berlin 1928 (w kontekście sporów terytorialnych i finansowych interesów papieża w regionie).
26Bulla Jana XXII z 20 sierpnia 1319 r., opublikowana w: Vetera Monumenta Poloniae et Lithuaniae historiam illustrantia, ed. A. Theiner, t. I, Romae 1860, s. 147.
C. Grünhagen, Geschichte Schlesiens, Bd. 1, Gotha 1884, s. 142–148 (Grünhagen szczegółowo omawia, jak klauzula salvo quolibet iure alieno chroniła prawa Jana Luksemburskiego i dlaczego na arenie międzynarodowej Łokietek był traktowany jedynie jako król Krakowa).
Bobková, Jan Lucemburský: Otec slavného syna, Praha 2018 (autorka bada czeskie protesty dyplomatyczne w Awinionie przeciwko używaniu przez Łokietka tytułu króla Polski).
27Długosz jako pierwszy opisał dyplomatyczne kulisy bulli zwracając uwagę na to konkretne sformułowanie, którym jego zdaniem papież zabezpieczał roszczenia (wyłącznie) Jana Luksemburskiego do polskiej korony. Jego śladem poszli potem polscy mediawiści tacy jak Oswald Balzer, czy Jan Baszkiewicz, a to ugruntowało pogląd dzisiejszej polskiej narracji na ten temat.
28Jan Fijałek, Stosunki kościelne Polski z Czechami za czasów Wacława II i Łokietka, t. 1–2, Kraków, 1898.
29Na temat ewolucji poglądów Jana Dąbrowskiego i wpływu ideologii narodowej (endeckiej) na krakowską szkołę historyczną zob. Jerzy Maternicki, Historiografia polska XX wieku, t. 1, Warszawa 2000.
30O procesie kształtowania się polskiej narodowej historiografii Śląska i instrumentalizacji postaci Jana Luksemburskiego w okresie powstań i plebiscytów zob. Wojciech Kunicki, Śląsk. Rzeczywistości wyobrażone, Poznań 1997.
Por. klasyczne ujęcie krytyczne w niemieckiej literaturze: Colmar Grünhagen, Die Propaganda in der schlesischen Geschichte, „Zeitschrift des Vereins für Geschichte und Alterthum Schlesiens” (ZVGS), Bd. 28, 1894, s. 12–35, gdzie autor analizuje mechanizmy zniekształcania średniowiecznych dokumentów lennych przez historyków dziewiętnastowiecznych..

