„Panie hrabio, stary dąb się nie ugina”

Artykuł ukazał się drukiem po polsku i niemiecku w “Zeszytach Eichendorffa – Eichendorff-Hefte” nr 69/2020.

prof. Joanna Rostropowicz

„Panie hrabio, stary dąb się nie ugina”

Alfreda Kosiana z Głogówka nie notują żadne leksykony wybitnych Ślązaków. Wspomina się go, gdy mowa o historii Muzeum w Głogówku, którym kierował od 1935 r., po śmierci poprzedniego dyrektora, Josefa Streckego. „Zasłużony nauczyciel i publicysta, autor monografii Głogówka” –  tyle można o nim przeczytać na głogóweckich portalach. Tymczasem  jest to postać godna przypomnienia nie tylko mieszkańcom Głogówka, lecz także szerszym kręgom śląskiej społeczności, gdyż jego zasługi dla kultury ojczystej ziemi są znaczące.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Zeszyty Eichendorffa 69/2020

Alfred August Kosian urodził się  2 sierpnia 1892 r. in Lenschütz, Kreis Cosel/ Łężce w powiecie kozielskim  jako syn właściciela gospody w tejże miejscowości Eduarda Kosiana i jego żony Theophili z domu Frantzki. Z zawodu był  nauczycielem. Jakiś czas pracował w szkole w Pięczkowie w Wielkopolsce. W czasie I wojny światowej był żołnierzem, lejtnantem rezerwy regimentu infanterii 272. 14 maja 1918 r. ożenił się z Martą Marią z domu Tschauner, mieszkanką Głogówka; akt małżeństwa zapisany w księgach metrykalnych posiada uwagę, że jest to Kriegstrauung, czyli ślub w czasie wojny, co sugeruje, że Kosian był wtedy jeszcze żołnierzem. Ojciec żony Oskar był właścicielem gospody, matką była Anna z domu Groschek. Zapewne po ożenku Alfred  Kosian osiadł w Głogówku, gdzie był nauczycielem.

A. Kosian brał aktywny udział w wydarzeniach z lat 1918–1922. Był członkiem zarządu Kreisgruppe des Verbandes Heimattreuer Oberschlesier w Głogówku (Okręgowa grupa Związku Górnoślązaków Wiernych Ojczyźnie). Po przegranym dla strony polskiej plebiscycie, szykany ze strony Francuzów nasiliły się i Alfred Kosian, jak wielu innych, padł ich ofiarą. 31 marca 1921 r. współpracownik Le Ronda w Głogówku, de Blois, wydał polecenie dokonania przeszukiwań i konfiskaty materiałów niemieckiej komisji plebiscytowej w Głogówku oraz nakaz aresztowania Kosiana. Osadzono go najpierw  w miejscowym areszcie, a 2 kwietnia przetransportowano do więzienia w Opolu do dyspozycji prokuratora generalnego. Francuzi, jak twierdzi Kosian, szukali materiałów obciążających niemiecką komisję plebiscytową, gdyż wynik plebiscytu bardzo ich rozsierdził. W czasie II wojny światowej był żołnierzem frontowym; nie wiadomo, kiedy i w jakich okolicznościach zmarł.

Był publicystą, poetą i badaczem historii swojej najbliższej ojczyzny. Gdy w Głogówku rozpoczęto wydawanie „Die Oberglogauer Zeitung”, Alfred Kosian wraz z Josefem Strecke redagował dodatek do  gazety pt. „Aus dem Oberglogauer Lande”, który poświęcony był historii, kulturze, literaturze ziemi głogóweckiej. Dzięki ich pracy wiele dawnych legend, opowieści, lokalnych historii nie poszło w zapomnienie, lecz żyje nadal we współczesnych opracowaniach.

fot. zbiory sbc.org.pl

Najbardziej znana jest jego publikacja Führer durch das schöne Oberglogau. Der Sinn der Geschichte einer oberschlesischen Kleinstadt (Przewodnik po pięknym Głogówku. Historia górnośląskiego miasteczka), wydana w 1931 r. w tymże mieście, w działającym tam od roku 1889 wydawnictwie Emila Radka. Autor opisał w niej barwnie dzieje Głogówka, będącego zwłaszcza za rządów hrabiów Oppersdorffów wybitnym centrum kulturalnym siedemnastowiecznego Śląska. Przedstawił najwybitniejsze postacie z jego historii, opisał liczne obiekty sakralne i zdobiące je dzieła sztuki. Spisał i przekazał następnym pokoleniom wiele opowieści, sag i legend z Głogówka i okolicy. I choć autor zatytułował swoją książkę o Głogówku Führer durch das schöne Oberglogau, czyli uznał ją za przewodnik, w rzeczywistości znacznie przekracza ona ramy przewodnika – jest raczej historią i interesującym opisem miasta.

Dej pozōr tyż:  Obrazy Górnego Śląska (#13): Prądy i Siedliska w Borach Niemodlińskich

Jednakże  znacznie ważniejszą jest jego druga praca, wydana w 1933 r. Der Kampf um den Kreis Neustadt (Walka o powiat prudnicki), obejmująca bez mała 400 stron. Jak tytuł głosi, autor poświęca uwagę wydarzeniom rozgrywającym się na początku XX wieku „w kraju nad Osobłogą”: działalności agitatorów z Wielkopolski wśród mieszkańców na terenie ziemi prudnickiej, plebiscytowi, walkom zbrojnym o Śląsk mającym na celu przyłączenia tego obszaru do Polski, podziałowi Górnego Śląska. Sięga też do znacznie wcześniejszych dziejów, a zwłaszcza do  wydarzeń w wieku XIX, kiedy to po rozbiorach Polski Wielkopolska znalazła się w obrębie państwa pruskiego, a agitatorzy z terenu zaboru rozpoczęli akcję polonizacyjną na Śląsku, która doprowadziła do rozłamu górnośląskiego społeczeństwa. Autor opisuje sposoby ich działań, podaje wiele interesujących szczegółów. Opisuje nasilający się terror, akty bezprawia i mordy w okresie po I wojnie światowej. Znakomicie kreśli sylwetki głównych aktorów ówczesnej sceny politycznej „kraju nad Osobłogą”. Ujawnia pobudki ich działań, odkrywa cechy charakteru, a nawet zaznajamia nas z historiami rodzinnymi swoich  bohaterów.

Działania wielkopolskich agitatorów zostały dokładnie opisane przez badaczy tego okresu i są nam dokładnie znane, dlatego pomijamy ich relacjonowanie, jednakże jeden sposób na polonizację może nas dzisiaj bardzo zaskoczyć, zatem warto zacytować wypowiedź autora:

Szczególnie „piękna Polka” prowadziła bardzo aktywną politykę, a wielu solidnych urzędników państwowych, ta szczególna ostoja niemieckości, także na niwie politycznej ulegało temperamentowi i wdziękowi pięknej Polki. (str. 47)

Kosian podaje nawet przykłady. Gospodarz z Deutsch-Müllmen/Wierzchu, Franz Strzoda pochodził z rodziny, w której używano języka niemieckiego w mowie i piśmie. Czytano niemiecką literaturę i prasę. Jego najstarszy syn, Roman, studiował prawo i zaprzyjaźnił się z polskimi kolegami. Wpisał się do  polskiej organizacji, miał też bliski kontakt z polskim adwokatem z Opola o nazwisku Lerch. Studiów prawniczych nie ukończył i podjął pracę w Banku Ludowym w Raciborzu. Za żonę wybrał sobie Polkę. Polskość syna początkowo nie podobała się ojcu. Odmówił udziału w weselu młodej pary. Dopiero na usilne naleganie ze strony brata, przybył do kościoła na ślub, ale na przyjęciu weselnym nie był obecny. Na marginesie dodajmy, że Franz Strzoda był człowiekiem o chwiejnym charakterze, niestały w swoich poglądach i w postępowaniu. W końcu stał się Polakiem i reprezentował interesy wielkopolskich agitatorów. Historia tej postaci jest jednym z najbardziej frapujących fragmentów książki Alfreda Kosiana.

Równie pasjonująco przedstawił autor wątek hrabiego Hansa Georga von Oppersdorffa, właściciela ogromnego majoratu głogóweckiego. Poświęcił mu szczególnie dużo miejsca. Jest to postać kontrowersyjna, a jego zachowanie w czasach tak ważnych dla losu Górnego Śląska co najmniej niezrozumiałe. Wielkopolskim agitatorom udało się przekonać hrabiego do działań na rzecz przyłączenia Górnego Śląska do Polski. Jak pisze autor, dotarcie do hrabiego ułatwił im fakt, że jego żona była Polką. Pochodziła z książęcego rodu Radziwiłłów spokrewnionego z najwyższą arystokracją europejską. Autor podkreśla, że Radziwiłłowie  byli kandydatami na tron królewski w Polsce. Przekonany przez agitatorów z Wielkopolski, działał na rzecz przyłączenia Górnego Śląska do Polski, a po przegranym plebiscycie, namawiał ponoć do zorganizowania drugiego. Stawiając sobie pytanie, czy polskość hrabiego Oppersdorffa wynikała z jego szczerego przekonania, autor odpowiada, że pewnie kontakty z polskimi powinowatymi ze strony żony miały wpływ na jego postawę, lecz niestały i słaby charakter hrabiego nie dawał szans powodzenia  jego  działalności. „Hrabia lubił zwracać na siebie uwagę, a cała społeczność miała się zajmować tylko jego osobą” – pisze Kosian (s. 86). Podobno chętnie wkładał na siebie narodowy polski strój obszyty futrem; w takim stroju widnieje na jednej z fotografii głogóweckiej Rady Ludowej. Mówiono o nim tak: „Proszę się nie zamartwiać Oppersdorffem, gdyż wszystko, czego hrabia się podejmie, wychodzi źle” (s. 321). Niestrudzenie szukał wśród mieszkańców poparcia na rzecz przyłączenia Górnego Śląska do Polski. Jak czasami kończyły się jego zabiegi, ilustruje historyjka zamieszczona na końcu artykułu, będąca cytatem ze wspomnianej publikacji.

Dej pozōr tyż:  Smolorz, Kaczmarek… Zalega?

Warto jeszcze przypomnieć Kazimierza Malczewskiego, postać wprawdzie dobrze znaną wszystkim mieszkańcom Opola i Raciborza, wszak tablica pamiątkowa ku jego czci zdobi obydwa miasta. Kosian także jemu poświęcił sporo uwagi. Był dyrektorem Banku Ludowego w Raciborzu. Gdy 27 sierpnia 1922 r. założono w Berlinie Związek Polaków w Niemczech, został prezesem oddziału górnośląskiego. Sekretarzem był Stefan Szczepaniak. Jak podkreśla Kosian, ani jeden, ani drugi nie był Górnoślązakiem. Autor zauważa też, że banki ludowe to nic innego jak pewnego rodzaju Finanzburgen, to „bastiony finansowe”. 2  czerwca 1924 r. K. Malczewski tak się wypowiedział: „Jeśli będziemy mieli te placówki w naszych rękach, to zapełnimy nimi cały Śląsk Opolski jak bastionami, a jeśli one będą nasze, to i Śląsk Opolski będzie nasz” (s. 384).

Na koniec naszej relacji przytoczmy jeszcze wypowiedź Kosiana na tematy językowe:

Zadaniem niniejszych rozważań nie jest opisanie różnicy między wasserpolnisch a polskim językiem literackim, ani jego związków z językiem niemieckim. Należy jednakże zauważyć, że my, Górnoślązacy, z naszym  językiem ojczystym oficjalnie określanym jako „polskim” nie wiążemy żadnych idei narodowych, ani nawet kulturowych. Każdy, kto jest Polakiem, od razu wypiera się  górnośląsko-polskiego dialektu i wysila się w ćwiczeniu literackiej polszczyzny. Ruchy narodowo-polityczne okresu przedwojennego nie kultywowały dialektu górnośląskiego, ale programowo ćwiczyły swoich członków w polskim języku literackim i świadomie pielęgnowały narodową polską pieśń ludową. (s. 93).
[…]
Dla bardzo małego, znikomego procentu mieszkańców naszego powiatu przyznanie się do języka polskiego jako ojczystego jest tożsame  z przyznaniem się do narodu polskiego. Zdecydowana większość, bo ponad 90%, przyznała się do górnośląskiej odrębności. Mieszkańcy Górnego Śląska nie muszą bawić się w chowanego z językiem ojczystym. Jest naszym dziedzictwem  i wyróżnia nas, gdy my, mimo własnego języka ojczystego, zachowujemy w sercach niemiecką lojalność. Nasza dwujęzyczność czyni nas lepszymi od wszystkich jednojęzycznych i daje nam duchową broń niezbędną każdemu krajowi granicznemu w walce o zachowanie historycznego prawa i wszystkich naszych kulturowych odrębności (S. 93)

Zachęcam do lektury tej interesującej pozycji, bo jak starożytni Rzymianie mawiali, „audiatur et altera pars”, czyli „należy wysłuchać i drugiej strony”.

Dej pozōr tyż:  Obrazy Górnego Śląska (#13): Prądy i Siedliska w Borach Niemodlińskich
Zamek w Głogówku z książki “Führer durch das schöne Oberglogau“- fot. zbiory sbc.org.pl

Zmarli przemawiają

Radca duchowny Johannes Schlensag

Brożec, spokojna wieś, w której żyją uczciwi ludzie, leży w takim miejscu ziemi głogóweckiej, z którego można objąć wzrokiem trzy sąsiednie krainy. Szacowny, barokowy kościół przegląda się w nurtach  Odry, a wznosząc oczy podziwia Górę św. Anny. Stare, rozłożyste lipy nucą pieśń z dawnych lat. Na ich konarach minione dzieje bliznami znaczyły swoje ślady.

Od zachodniej strony wioski rozciąga się rozległe dominium, a z drugiej postrzępione lasy wdychają wyziewy bagnistych łąk. Szerokie pola są własnością  głogóweckiego majoratu.  Sieć rozlicznych powiązań ogromnego majątku splata także umysły i serca całej wioski.

W tej górnośląskiej naturalności zrodziły się i rozwinęły dzieła wielkiego i szlachetnego kapłana. Jego serce biło najgorętszą miłością do górnośląskiej ojczyzny, dusza tchnęła głęboką wiarą, a  jego duch kształtował życiowe zasady. Kierował życiem parafii, będąc latarnią w mroku czasu, drogowskazem wśród poplątanych dróg życiowych. Był wybrańcem losu Górnego Śląska.

W czasie kulturkampfu strzeleckie więzienie miało złamać jego entuzjazm, a on tymczasem zabłysnął wspaniałym rozwojem. Słowa tego młodego kapłana z Jesiony rozlegały się po całym kraju. Jego kazania na Górze św. Anny rozpalały serca słuchaczy. Fanfary, ukwiecone krzyże, nabożne  śpiewy i niezachwiana ufność w Boga towarzyszyły mu w drodze powrotnej z więzienia do normalnego życia.

Nie żywił urazy do ciemiężców, a z serc swoich braci usuwał  kolce niezadowolenia. W sprawach narodowych kroczył drogą uczciwej lojalności. W roku 1883 został proboszczem w Brożcu.

Wojna światowa nadszarpnęła spokój ludzi. Nękała rewolucja, doskwierała bieda i niepewność losu. Sędziwy ksiądz podnosił wiernych na duchu, a jego siła przekonywania była mocna jak skała.

Właścicielem wspaniałego głogóweckiego majoratu, w skład którego wchodził również Brożec, był hrabia Hans Georg von Oppersdorff. Hrabia stał się Polakiem. Pukał do serc swoich  starych przyjaciół, aby ich zwerbować dla swojej idei. A w centrum jego uwagi byli panowie w sutannach.

Pewnego razu, a było to na przełomie lat 1919/1920, w pochmurne, wietrzne popołudnie owi dwaj panowie siedzieli w spokojnym, ciepłym gabinecie brożeckiej parafii. „Księże radco”  – hrabia próbował po raz kolejny przekonać proboszcza – „Proszę pomyśleć o krzywdzie, jaką księdzu wyrządzono! Proszę nie zapomnieć o tych wielkich cierpieniach, jakich ksiądz doznał jako katolicki duchowny! Proszę wraz ze mną stanąć w obronie Polski! ”

Wówczas złamany wiekiem duchowny podniósł się. Oczy w jego szlachetnej twarzy zapłonęły. Odpowiedź była krótka:

“Panie hrabio, stary dąb się nie ugina!”

***

Historię tego górnośląskiego bohatera opowiada skromny kamień w cieniu prastarych lip:

Pod tym kamieniem spoczywa jeden spośród najlepszych:
Radca duchowy Johannes Schlensag,
proboszcz Brożca
był szlachetny, skory do pomocy i dobry.
urodzony 7 lutego 1844 r.
zmarł 22 grudnia 1922 r.

Wyryjmy sobie to imię w naszych sercach złotymi literami!

Przekład J.R.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

2 kōmyntŏrze ô „„Panie hrabio, stary dąb się nie ugina”

  • Avatar
    25 marca 2021 ô 16:50
    Permalink

    Dobro ksiōnzki dlo tych kerzi niy wierzom tymu co ôd wiosny ludow aze do Niyznanyj Wojny Polsko-Niymieckij, To bōl Ino Terror Niymiecki, a nojlepij samoistny. G/Ś za Malo jeszcze wiy ô Agitacyji Wielgopolskij.

    Ôdpowiydz

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autorōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza