Henryk Jaroszewicz – Czego (nie) nauczyła nas Jugosławia

O języku serbsko-chorwackim

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Język serbskochorwacki jeszcze do niedawna był sporej wielkości europejskim językiem. Liczba użytkowników wynosząca ok. 16-21 milionów dawała mu czwarte miejsce (po rosyjskim, ukraińskim i polskim) w rodzinie języków słowiańskich oraz pierwsze miejsce wśród języków południowosłowiańskich. Istnienie tego języka aż do schyłku ubiegłego wieku nie było poważniej kwestionowane ani w obiegu prawno-politycznym, ani naukowym. Od 1850 r. i Umowy Wiedeńskiej, będącej umownym początkiem jego istnienia ukazały się setki gramatyk i słowników języka serbsko-chorwackiego, opublikowano tysiące prac poświęconych różnym aspektom funkcjonowania tego kodu. Przez cały ten czas, aż do schyłku XX w. serbsko-chorwacki był oficjalnym, państwowym i urzędowym językiem jugosłowiańskich oraz przedjugosłowiańskich organizacji państwowych – w tym Chorwacji. W obrębie języka serbsko-chorwackiego wykształcił się znaczący dorobek literacki – wystarczy w tym miejscu wymienić choćby noblistę Ivona Andricia, czy też Miroslav Krležę, Miodraga Bulatovicia, albo Danila Kiša.

W chwili obecnej język serbsko-chorwacki to jednak nieistniejący już kod – zarówno w obiegu prawno-politycznym, jak i naukowym. Brakuje jakiegokolwiek aktu prawnego sankcjonującego istnienie tego języka – żadna ustawa językowa, żadna konstytucja nie wymienia już terminu „język serbsko-chorwacki”. Na uniwersytetach brak też katedr, czy zakładów języka serbsko-chorwackiego – zostały one zastąpione zwykle przez katedry kroatystyki lub serbistyki. Ostatecznie nieobecność języka serbsko-chorwackiego w obiegu naukowym dobitnie akcentowana jest przez fakt, że dosłownie na palcach jednej ręki można dziś policzyć naukowców, którzy trwają przy poglądzie o istnieniu tego języka.

Rozpad wspólnego, wielonarodowego języka serbsko-chorwackiego i pojawienie się w jego miejsce, w latach 90-tych ubiegłego wieku, trzech samodzielnych, narodowych języków chorwackiego, serbskiego i bośniackiego nie budzi już dzisiaj we współczesnym językoznawstwie większych kontrowersji. Kontrowersji takich nie brakowało jednak dwadzieścia pięć lat temu, kiedy językowe procesy dezintegracyjne były aktualne i świeże. W tamtych czasach między badaczami z Bałkanów bardzo często iskrzyło na różnego rodzaju zagranicznych naukowych konferencjach i spotkaniach. Językoznawcom z innych krajów, mniej emocjonalnie zaangażowanych w te dramatyczne wydarzenia, dość powszechnie towarzyszyły natomiast konfuzja i dezorientacja. Długo nie potrafiono bowiem jednoznacznie zinterpretować fakt, że oto – niemal z dnia na dzień – jeden język o utrwalonej tradycji, funkcjonujący grubo ponad wiek w obiegu naukowym i prawno-politycznym znika, a w jego miejsce pojawiają się trzy nowe kody. Stan ducha panujący podówczas w świecie nauki, także polskiej, świetnie obrazuje tytuł jednego z artykułów katowickiej slawistki Marii Cichońskiej, brzmiący „Czy język może się rozpadać?”.

Wspomniana dezorientacja i konfuzja panująca w świecie nauki wynikały – moim zdaniem – z trzech przyczyn, dla których wspólnym mianownikiem było zastosowanie nieadekwatnej do obiektu badań metodologii badawczej oraz mimowolne (lub świadome) ignorowanie pewnych fundamentalnych dla językoznawstwa prawd. Jak badacze zeszli na metodologiczne manowce i czegóż to konkretnie nie dostrzegali? Oto próba odpowiedzi.

  1. Rozwój przestrzeni językowej jest ciągły i nieteleologiczny

Przede wszystkim ignorowano fakt, że materia językowa i jej składniki pozostają w ciągłym rozwoju i transformacji. Co istotne, rozwój przestrzeni językowej nie ma charakteru teleologicznego. Innymi słowy, świat języków, dialektów, gwar nie dąży do osiągnięcia ostatecznej i idealnej formy, jakiegoś szczytowego stadium, zwieńczenia, definitywnego i końcowego punktu (Artur Czesak). Taki moment nigdy nie nadejdzie, a szczytem próżności jest sądzić że żyjemy w tym właśnie szczytowym punkcie.

W konsekwencji nie można wszystkich językowych klasyfikacji stworzonych w XIX w. uznawać za podziały ostateczne, ponadczasowe, wieczne i niezmienne. Z faktu, że jakiś język istniał w XIX w. nie wynika, iż musi on koniecznie istnieć także teraz, w wieku XXI. To zaś, że jakiegoś języka nie było w przed dwustu laty, nie oznacza również, iż nie ma on prawa istnieć w chwili obecnej. Rodzenie się i umieranie określonych kodów to naturalny proces – odbywa się również i dzisiaj, na naszych oczach, dosłownie pod naszym nosem.

Pośrednio z tego o czym mówię, wypływa także pewne istotne spostrzeżenie. Mowa o tym, że status konkretnych etnolektów nie jest niezmienny i dany raz na zawsze. Określone dialekty albo terytorialne warianty mogą się więc przeistaczać w samodzielne języki, a pewne języki mogą być degradowane do statusu dialektów lub po prostu mogą znikać. Zmiana jest czymś normalnym, skostnienie bardzo często patologią.

Konkluzja – każdy składnik przestrzeni językowej, w tym język, może zmienić swój status, a nawet się rozpaść

2. Każdy język (literacki) to narzędzie wielofunkcyjne

Badacze skonfudowani rozpadem języka serbsko-chorwackiego bardzo często ignorowali fakt, że język to złożony byt, funkcjonujący równolegle na wielu różnych płaszczyznach. Język to nie tylko słownictwo i gramatyka, system znaków służący komunikacji – jak chcą tego strukturaliści – ale także: czynnik spajający określoną grupę; często podstawowe narzędzie narodotwórcze; główny wyznacznik grupowej odrębności i samodzielności; środek tworzenia własnej kultury; jeden z najważniejszych symboli narodowych obok godła, hymnu, waluty, własnych sił zbrojnych. Język jest bytem, który w naturalny sposób uwikłany jest w sferę społeczną, sferę polityki, kultury, przestrzeń ideologicznych sporów, płaszczyznę symboli i emocji. Co ważne, ekstralingwalny obszar funkcjonowania języka literackiego nie jest wcale mniej ważny od intralingwalnego, komunikacyjnego. Świadomi tej wielofunkcyjności byli od dawna socjolingwiści, ale nie – zdecydowanie bardziej liczebni i wpływowi – strukturaliści. Sądzę, że czymś naturalnym jest, aby przy ocenie statusu określonego kodu brać pod uwagę nie tylko jego właściwości strukturalne, ale także posiadany przezeń potencjał społeczny, oraz symboliczny.

W moim głębokim przekonaniu złudzeniem jest wiara, że można rozprawiać o języku i jego statusie, izolując się całkowicie od kwestii społecznych czy politycznych. Gdyby tak było, Sejm nie przyjmowałby Ustawy o języku polskim, w konstytucji naszego kraju nie znalazłby się paragraf dotyczący użycia języka polskiego, nie powoływano by do życia Rady Języka Polskiego, ostatecznie – lekcje polskiego nie byłyby w polskim szkołach obowiązkowe, a lekcje śląskiego czy wilamowskiego nieobecne.

Konkluzja – o życiu / śmierci języka (wielofunkcjnego narzędzia) nie decyduje jedynie jego forma gramatyczno-leksykalna ale też potencjał społeczny, symboliczny, polityczny

3. Język (literacki) to sztuczny byt i produkt polityki językowej

Ze zdumieniem zauważam, że wielu językoznawców, szczególnie polonistów (do których sam zresztą należę), wyznaje pogląd, iż język literacki to naturalny byt, przyrodzony człowiekowi, pierwszy język, jakim zaczynamy się porozumiewać.

A przecież nie jest potrzebna wielka wiedza językoznawcza, żeby stwierdzić, że język literacki – rozumiany jako uniwersalne narzędzie komunikacji, w pełni poliwalentne, używane w literaturze, administracji, mediach – to produkt wtórny. Komunikacyjny konstrukt wypracowany w świadomym procesie standaryzacji, efekt językowej inżynierii oraz określonej polityki językowej. Język literacki to byt, którego kształt wyznaczają napisane przez kogoś normatywne gramatyki i słowniki. Jego znajomość jedynie wyjątkowo wynoszona jest z domu – zwykle służymy się biegle językiem literackim dzięki szkolnej edukacji, lekcjom języka ojczystego, a także za sprawą obcowania z literaturą, czy mediami.

Nasz pierwszy, prawdziwy język to jednak nie język literacki, ale jakiś rodzinny familiolekt, zanurzony głębiej lub płyciej w określonej lokalnej gwarze, dialekcie czy języku miejskim. Familiolekt odbiegający mniej lub bardziej od normy literackiej. I właśnie ten familiolekt, bazujący na gwarach, dialektach, językach miejskich, to naturalny kod. Pierwotny, prawdziwy językowy surowiec, nie zaś wtórny, wykształcony przez kilku kodyfikatorów półprodukt, jakim jest język literacki.

Reasumując można wyrazić zdumienie, że rozpad języka serbsko-chorwackiego – będącego przecież jak każdy inny język literacki ‘nienaturalnym’, sztucznym konstruktem – traktowano jako akt będący pogwałceniem naturalnego stanu rzeczy, obiektywnej językowej rzeczywistości. Podobnie też dziwi krytyka procesu tworzenia jakiegoś języka, jako aktu sprzecznego z „naturalnym” rozwojem przestrzeni językowej. To trochę tak, jakby zarzucać wielbłądowi, że jest garbaty.

Konkluzja – rozpad żadnego języka literackiego nie jest pogwałceniem naturalnej, ‘obiektywnie’ istniejącej, językowej rzeczywistości

Nauka ‘poszła w las’? Język czarnogórski, kaszubski, śląski

Jak mówiłem na początku swojego wystąpienia, fakt rozpadu języka serbsko-chorwackiego oraz pojawienia się w jego miejsce trzech innych języków – serbskiego, chorwackiego i bośniackiego nie budzi już dzisiaj większych kontrowersji. Najprawdopodobniej wynika to z normalizacji sytuacji politycznej na Bałkanach, a także uświadomieniu sobie przez pewną grupę badaczy, że do opisu tak złożonych procesów językowych jak rozpad starych i konstytuowanie się nowych języków zdecydowanie bardziej przydaje się metodologia socjolingwistyczna aniżeli strukturalistyczna.

Złudzeniem jest jednak przekonanie, że z rozpadu języka serbsko-chorwackiego lingwiści wynieśli naukę i teraz – bogatsi o doświadczenia –potrafią trafnie diagnozować podobne przypadki zachodzące aktualnie w przestrzeni językowej. Podobna dezorientacja i konfuzja jak przed ćwierćwieczem towarzyszy dzisiaj bowiem zarówno naukowcom z Bałkanów jak i tym z Polski. Zarówno lingwistom, którzy zajmują się językami południowosłowiańskimi, jak i językami zachodniosłowiańskimi. Oto dwa pierwsze przykłady z brzegu:

  • Casus języka czarnogórskiego

W 2006 r., kiedy Czarnogóra ogłosiła niepodległość, z języka serbskiego wydzielił się samodzielny język czarnogórski. Choć proces jego wyodrębniania miał niemal identyczny przebieg jak wcześniejsze wydzielanie się języka serbskiego, chorwackiego, czy bośniackiego, wśród wielu językoznawców zapanowała konfuzja i dezorientacja. Dość powszechnie stawiano pytania typu: „jak można mówić o samodzielnym języku czarnogórskim, skoro już w XIX w. stwierdzone ponad wszelką wątpliwość, że czarnogórski to tylko południowy dialekt języka serbskiego?”. Co ciekawe, ci sami badacze, którzy bez zmrużenia oka traktowali wcześniejszy o dekadę podział języka serbsko-chorwackiego za normalny proces transformacji przestrzeni językowej, analogiczne procesy dezintegracyjne dotyczące języka serbskiego uznawali za kwazinaukową patologię, polityczną ‘hucpę’, nie mający precedensu incydent, zakłamujący rzekomo obiektywny stan językowej rzeczywistości.

  • Casus języka śląskiego

Pod koniec pierwszej dekady XX w. w Polsce rozgorzał – i trwa do chwili obecnej – spór na temat statusu śląszczyzny, która choć tradycyjnie uznawana jest za polski dialekt, aspiruje do roli samodzielnego języka. Katalizatorem śląskich dążeń emancypacyjnych było oczywiście precedensowe, oficjalne uznanie w 2005 r. przez polski Sejm kaszubszczyzny za odrębny od polszczyzny język (regionalny).

Analizując dyskusje nad statusem śląszczyzny, nietrudno zauważyć, że koronne argumenty mające dowodzić niesamodzielności tego kodu to ponownie: „ustalenie przez XIX wiecznych polskich dialektologów, że mowa Ślązaków jest polskim dialektem, nie samodzielnym językiem”; albo też: „istnienie strukturalnej i leksykalnej bliskości pomiędzy śląszczyzną oraz pozostałymi polskimi dialektami”; ostatecznie konstatacja, że „projekt języka śląskiego nie wynika z ‘naturalnego’ rozwoju językowego, ale ze sztucznych, nienaukowych, społeczno-politycznych dążeń pewnej grupy polskich obywateli”.

Jak widać w obu przypadkach – zarówno czarnogórskim i śląskim – zauważalna jest recydywa, popełniane są te same grzechy metodologiczne, ignoruje się te same prawdy językoznawcze, formułuje te same bezprzedmiotowe zarzuty. Powtarza się analogiczna sytuacja do tej, która miała miejsce przed kilkudziesięciu laty w kontekście języka serbsko-chorwackiego.

Trudno jednoznacznie powiedzieć dlaczego nauka poszła w las. Być może utrwalenie się pewnej wiedzy w powszechnej świadomości naukowców, wymaga przeprowadzenia nie jednej, ale kilku obszernych debat, takich jak te, które towarzyszyły rozpadowi języka serbsko-chorwackiego, czy usamodzielnieniu sie kaszubszczyzny. Może dopiero kilkukrotne „przepracowanie” problemu, jakim jest rozpad jednego języka oraz konstytuowanie się drugiego pozwoli w sposób trwały odrzucić błędne metodologie, rozprawić się z naukowymi mitami i stereotypami. Nie wątpię jednak, że zawsze będzie istnieć grupa naukowców, którzy negują określone fakty i procesy językowe, kierując się pobudkami natury ideologicznej, czy emocjonalnej. Czasem ewidentnie w grę wchodzi ‘poprawność patriotyczna’ (Władysław Lubaś), prowadząca do przedkładania opacznie rozumianego dobra własnej grupy narodowej nad naukową prawdę. Tutaj na nic się zdadzą wszelkie wysiłki.

Referat wygłoszony 10.10.2019 r. na sesji „Dialog i konfrontacja międzykulturowa w Europie” zorganizowanej przez wrocławski oddział Polskiej Akademii Nauk.

Dr hab. Henryk Jaroszewicz – ur. 1974 r. w Gliwicach slawista, polonista, socjolingwista, kierownik Zakładu Serbistyki i Kroatystyki Uniwersytetu Wrocławskiego.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza