Gliwicki ślad Wolnego Uniwersytetu Berlińskiego czyli kim był Georg Wrazidlo

Cisza była przejmująca, wokół nie było słychać nic, co mogłoby wskazywać na jakikolwiek ruch. W powietrzu wyczuwało się wilgoć i smród stęchlizny. Z opaską na oczach i związanymi rękoma, Georg czuł, jak wzmaga w nim niepewność i strach, przed tym co może nastąpić. Ledwie dzień wcześniej wrócił z Marburga do Berlina, by w Cafe Kranzler przy Unter den Linden spotkać się z jednym ze studenckich działaczy Uniwersytetu Humboldtów …

Co się stało? Dlaczego aresztowała go policja? I dlaczego do tej pory nikt nie zamienił z nim ani słowa?

Gliwicki ślad Wolnego Uniwersytetu Berlińskiego

czyli kim był Georg Wrazidlo

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Powojenny Berlin był miastem niebezpiecznym. Pełnym ruin, ukrywających się nazistów, młodocianych bandytów, bezdomnych uchodźców, wygłodniałym, zziębniętym, ale nade wszystko podzielonym pomiędzy zwycięskie mocarstwa. Ruch pomiędzy poszczególnymi sektorami odbywał się w zasadzie bezproblemowo, ale w powietrzu czuć było napięcie. Na porządku dziennym były odgłosy strzałów, także pomiędzy podchmielonymi żołnierzami sił okupacyjnych. Ale było to też miasto, które zaczęło szukać swego miejsca w nowym, powojennym świecie. Przetrącone społeczeństwo coraz częściej zadawało sobie pytanie o to co je czeka i jak będzie wyglądało dalsze życie. W Berlinie otwarto uniwersytet, pojawili się studenci, a wraz z nimi intelektualny zamęt. I choć nadal główną troską mieszkańców miasta było to, czym się ogrzeją, co zjedzą, gdzie będą mogli zarobić kilka marek, pytania o los i kształt nowych Niemiec stawiano coraz częściej. Wśród tych, który je zadawali, był pochodzący z Gliwic na Górnym Śląsku, Georg Wrazidlo.

 

Między totalitaryzmami – oparcie mam w Bogu

Georg Wrazidlo – źródło: jugendopposition.de

Przedłużająca się wojna dawała się mieszkańcom Gleiwitz mocno we znaki. Brak opału, brak żywności, nędza naznaczona zupą z brukwi i ersatze w i tak skromnie zaopatrzonych sklepach potęgowały jedynie troski mieszkańców miasta. Choć bywały i chwile radosne, pozwalające uciec od codziennych zmartwień. Oto 3 czerwca 1917 roku, w rodzinie konstruktora maszyn, a przy tym katolickiego działacza związkowego, na świat przychodzi chłopiec – czwarte dziecko i drugi syn w mocno religijnej rodzinie. A ta ma zasadniczy wpływ na kształtowanie postaw młodego Georga, którego dzieciństwo przypada na lata chaosu górnośląskiej wojny domowej, zaś młodość na rywalizację dwu totalitaryzmów.

Było więc jasne, że po ukończeniu katolickiej szkoły podstawowej w Gliwicach trafi do gimnazjum humanistycznego pod wezwaniem Świętego Krzyża w Nysie.

– Nie masz życia bez Boga, to co ludzkie jest ulotne, co boskie wieczne – powtarzał Georgowi ojciec, obserwujący coraz bardziej brunatniejące Gleiwitz i całe Niemcy.

Szkoła w Nysie wolna była od wszelkich wpływów ideologicznych. Prowadzona przez werbistów, charakteryzowała się nie tylko wysokim poziomem nauczania, ale też wpajaniem swym adeptom zasad chrześcijańskiego miłosierdzia. A o to zdawało się być coraz trudniej. Wokół coraz mocniej swą obecność zaznacza symbolika nazistowska, wroga wobec chrześcijaństwa, ale nawiązująca do religijnej duchowości. W Gleiwitz nie sposób już wejść do sklepu bławatnego przy Nikolaistrasse, nie narażając się na obelgi i wyzwiska rosłych SA-manów. Sklep prowadzi Żyd, a dla nich nie ma miejsca w Rzeszy Hitlera. W domu rodzinnym żywo komentuje się napaść i brutalne pobicie katolickiego działacza – Carla Ulitzki. Uwadze nie umykają też coraz częstsze wyjazdy niektórych sąsiadów, ba! Niektórzy z nich nawet nie tyle wyjeżdżają, co zwyczajnie znikają. To budzi strach i obawy, choć coraz częściej słychać też głosy uznania pod adresem nowej władzy:

Przecież likwidują bezrobocie, popatrz jak sprawnie budują Autobahn w Petersdorfie (dziś Szobiszowice, dzielnica Gliwic), no i tych lumpów jakoś nie widać na ulicach – przekonuje Paul, szkolny kolega Georga.

Dej pozōr tyż:  Jan Hahn: Wokół Ślęży - cz. 2

Kara za grzechy

Po opuszczeniu murów nyskiej szkoły, Georg zostaje powołany do armii. Służy w 48 Regimencie Piechoty w Gleiwitz, bierze udział w kampanii przeciwko Polsce, Francji, a po awansie do stopnia porucznika, również przeciwko ZSRR. Ale nie to jest jego pasją. W zasadzie brzydzi się wojaczką, katolickie zasady wyniesione z domu każą mu raczej ludziom pomagać niż ich zabijać. Jego pasją jest medycyna, w kwietniu 1942 roku rozpoczyna więc studia medyczne na Uniwersytecie w Breslau. Spotyka tu kilkoro dawnych przyjaciół, tak jak on sam, adeptów katolickich szkół. Toczą dysputy o nazizmie, podważają sens nie tylko wojny, ale całego systemu hitlerowskiego, chronią tych, którzy mają trafić na front.

Karta rejestracyjna Georga Wrazidly w KL Buchenwald – źródło: Międzynarodowe Centrum Prześladowań Nazistowskich /www.arolsen-archives.org/

Taka działalność nie u wszystkich budzi jednak sympatię. Kiedy Gestapo wpada na trop grupy, rozpoczynają się aresztowania. Georg Wrazidlo trafia najpierw do policyjnego więzienia w Breslau, a z początkiem 1945 roku do obozów koncentracyjnych: najpierw Gross-Rosen, a potem Buchenwaldu. Po uwolnieniu przez Amerykanów, postanawia wrócić do Gleiwitz, teraz przemianowanych na Gliwice.

Tam teraz jest Iwan, gdzie ty się pchasz Georg?

Ale Georg wie lepiej, musi wrócić do rodziny – do matki Any, do sióstr, zapalić znicz na grobie ojca, jakoś się urządzić. W końcu Iwan nie będzie trwał wiecznie, a wielu takich jak on, w zdezelowanych mundurach Wehrmachtu czy przypadkowo zdobytych łachach, jednak na Górny Śląsk wraca.

Sam niy bóło ani co zbierać Jorguś, Rus jak wloz to strasznie ich mynczół, a pot’n ino szis, szis i tela bóło z tego …. – stara Szeligowo, z którą przyjaźniła się jego matka nie wiedziała nawet jak opisać to wszystko, co stało się w Gleiwitz. Bez matki, bez starszej siostry, bez brata, o którym słuch zaginął jeszcze w 1944 roku, bez domu rodzinnego, w obcym kraju – ale jest nadzieja, bo gdzieś tam, w zawierusze wojennej udało się przeżyć młodszej siostrze. Trzeba ruszyć na zachód, odszukać siostrę, a potem jakoś to będzie, czasy się unormują, wróci normalność.

Na razie Georg zatrzymuje się we Wrocławiu, przemianowanym tak z Breslau, gdzie w miejscowym szpitalu werbistek podejmuje praktykę chirurgiczną.

Wy obywatelu ze Śląska, nasz – Polak, będziemy potrzebować takich jak wy, młodych, wykształconych autochtonów – słyszy podczas jednego z przesłuchań na wrocławskim posterunku Urzędu Bezpieczeństwa.
Nie biją, są nawet uprzejmi, ewidentnie czegoś chcą. Ślązak, katolik, stracił rodzinę na wojnie, ojciec przedwojenny związkowiec (to, że katolicki to się ukryje), chirurg, idealny kandydat, by uwiarygodnić władzę komunistyczną na polskim teraz Śląsku. Ale jak to, po to przeżył obozy koncentracyjne i więzienia Gestapo, żeby teraz służyć innemu totalitaryzmowi? Nie ma miejsca na taką woltę w świecie Georga. Rusza więc dalej na zachód, zatrzymuje się w Berlinie, gdzie na miejscowym uniwersytecie decyduje się kontynuować przerwane podczas wojny studia medyczne. Apokaliptyczny świat wokół, to kara za popełnione grzechy – za odejście od Boga, za krzywdy wyrządzone bliźniemu, za ogrom zniszczenia i cierpienia. Winę należy odkupić, Boga prosić o przebaczenie, a bliźnim naprawić wyrządzone zło – praca lekarza najlepiej spełnia te kryteria.

Naszą będzie przyszłość!

Teraz już biją, męczą psychicznie, pozbawiają snu. Ciemna i wilgotna cela aresztu berlińskiej policji to nic w porównaniu ze specjalnym obozem numer 3 sowieckiego NKWD w Hohenschönhausen. Ledwo dwa lata wcześniej opuścił nazistowski obóz koncentracyjny, aby znaleźć się w kolejnym, tym razem komunistycznym. Ale pamięta co wpajał mu ojciec: to co ludzkie jest ulotne, co boskie wieczne ….

Dej pozōr tyż:  Wokół Ślęży - cz. 1

Lata cierpienia i win naszego narodu są za nami. Wreszcie możemy powstać w prawdziwej wolności do pracy naukowej na rzecz naszego narodu i całej ludzkości. My studenci, którzy mamy tę ogromną szansę studiowania w czasach nędzy i upadku, zrobimy wszystko co w naszej mocy, by nauka nigdy więcej nie została zdegradowana do roli narzędzia w rękach politycznych zbrodniarzy. Naszą będzie przyszłość! Chcemy ją swobodnie kształtować i stać się solidnymi podwalinami nowych, demokratycznych Niemiec.”

– krótkie przemówienie Georga Wrazidly z okazji ponownego otwarcia Uniwersytetu Berlińskiego 26 stycznia 1946 roku, musiało dotrzeć do uszu nowych władz miasta. I tych cywilnych i wojskowych.
Nie umyka ich czujności również aktywność młodego lekarza. A ten jest pełen entuzjazmu: odnalazł siostrę, planuje karierę zawodową, myśli o animacji życia studenckiego, wstępuje do chrześcijańskich stowarzyszeń: Koła Studentów Chrześcijańsko-Demokratycznych oraz Młodej Unii (Junge Union). Spotyka swoich rówieśników, ale też nastolatków marzących o studiach. Ludzi, których najlepsze lata przypadły na brunatne rządy nazistów i hekatombę drugiej wojny światowej. Wielu z nich, podobnie jak on sam, to uchodźcy ze wschodu, wielu nie ma rodzin, żadnego oparcia, w swoich nastu, dwudziestu czy trzydziestu latach zaczynają życie praktycznie od nowa. Są wśród nich i lewicowcy i konserwatyści, i katolicy i protestanci, są też komuniści, choć tym coraz bliżej do działaczy KPD, których sowieckie władze właśnie przetransportowały z ZSRR. Na razie jednak wszyscy działają wspólnie w nieformalnej, choć oficjalnie uznanej przez sowieckie władze wojskowe, Studenckiej Grupie Roboczej.

Ale czasy nie sprzyjają wolnościowym ideom. Komuniści stopniowo wchłaniają socjaldemokratów i tworzą nową partię – Socjalistyczną Partię Jedności (SED), której twarzami stają się Wilhelm Pieck i Walter Ulbricht. Kiedy w maju 1946 na fasadzie Uniwersytetu Humboldtów w Berlinie pojawiają się partyjne flagi, Georg Wrazidlo wraz z kilkunastoma innymi studentami ostro przeciwko temu protestuje. W jego świecie nie ma miejsca na polityczne zawłaszczanie nauki, przypomina co mówił w styczniu o braku zgody na jej degradowanie. Protestuje słowem, ale też działaniem – jeździ po całych Niemczech, organizuje ruch studencki, krytykuje nowy totalitaryzm i sowietyzację życia uniwersyteckiego. Kontakty z akademikami z zachodu, dobre relacje szczególnie z Amerykanami przesądzają o jego losie.

To dlatego w marcu 1947 z berlińskiej Cafe Kranzler, tuż po przyjeździe z Marburga, trafia od razu do aresztu. Nie jest tajemnicą, że od ponad pół roku ma osobistego opiekuna na sowieckim żołdzie. Razem z nim za więzienne mury trafia kilkunastu innych studentów, wielu jest zastraszanych, zdarzają się „bandyckie pobicia” – takie ostrzeżenia, aby zbytnio się nie wychylać. Georg przypomina sobie historię Carla Ulitzki i tylko utwierdza się w przekonaniu, że oba totalitaryzmy, i ten nazistowski i sowiecki, poza warstwą symboliczną, dzieli niewiele.

Akt łaski

Niemiecka Republika Demokratyczna ma już siedem lat. System komunistyczny umocnił się na tyle, że nie musi się obawiać żadnej większej opozycji. W końcu trzy lata wcześniej, przy wsparciu sowieckich czołgów pokazano ludowi, że nie ma powodów by się buntować przeciwko niemieckiemu państwu robotników i chłopów.

A studenci? Kilkunastu siedzi w więzieniach, a ci którym udało się umknąć przed karzącą ręką socjalistycznej sprawiedliwości coś tam co jakiś czas wykrzykuje na dopiero co stworzonym Wolnym Uniwersytecie Berlińskim w zachodniej części miasta. Zresztą kto by się nimi przejmował.

Dej pozōr tyż:  Popieluszka, t. 2

Po pokazowych procesach z 1948 roku, w których sowiecki trybunał wojskowy skazał m.in. Georga na 25 lat ciężkich robót, mało kto ma ochotę narażać się na zarzuty o szpiegostwo.

I co Wrazidlo, warto było tak krzyczeć i się narażać? – strażnik więzienny w Brandenburg-Görden nie ukrywa zdziwienia, ale i podziwu dla swojego więźnia. A ten codziennie kilkanaście godzin spędza w więziennym szpitalu, ratując jak i czym się da potrzebujących osadzonych. To samo robił też w osławionym więzieniu w Bautzen (Budziszynie), zanim po buncie tamtejszych więźniów, nie przeniesiono go do obecnego.

Wykonuję swój zawód, a miejsce … dobre jak każde inne – później wspomni, że tym co trzymało go przy życiu była wiara w Boga i zasady, które wpoił mu ojciec.

No to szykuj się Georg, bo pojedziesz na dłuższą wycieczkę – ten sam strażnik po kilku miesiącach towarzystwa przynosi dobrą nowinę. Prezydent Pieck, w akcie łaski, postanawia uwolnić skazanego, z zastrzeżeniem dwuletniego okresu próbnego. Gdyby Georgowi znowu przyszło do głowy krytykować władzę, trafi z powrotem do więzienia, aby odbyć resztę kary. Po ośmiu latach ciężkiej odsiadki wraca więc do Berlina, ale nie na Uniwersytet Humboldtów, ale do tego, który założyli jego przyjaciele, jak on marzący o nowych i wolnych Niemczech. Ma poczucie, że do jakiegoś stopnia jest ojcem nowej uczelni. Ojcem, choć na razie jeszcze bez dyplomu. Więzienie co prawda dało mu niezłą praktykę, ale nie było najlepszym miejscem do zdobywania tytułów naukowych.

A w 1958 …

Niespełna dwa lata po wyjściu z więzienia Georg świętuje dwa sukcesy. Zostaje oznaczony Federalnym Krzyżem Zasługi, za opiekę nad więźniami podczas pobytu w komunistycznych obozach. Otrzymuje też dyplom ukończenia studiów medycznych na Wolnym Uniwersytecie Berlińskim. No i wreszcie kończy obowiązkową praktykę w szpitalu św. Hildegardy w berlińskiej dzielnicy Charlottenburg, prowadzonym, a jakże, przez siostry werbistki.

Katedra w Gliwicach, dzisiaj przy ulicy Jana Pawła II, przedwojenny Peter-Paul Platz, tu przy numerze 1 mieszkał Georg  – foto: Adrian Tync, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Gdyby tylko mógł go teraz ujrzeć ojciec w dalekim Gleiwitz. Albo matka, starsza siostra, brat, o którym nawet Czerwony Krzyż nic nie wie. Albo chociaż Szeligowo, ale czy ona jeszcze żyje? Czy została w Gleiwitz? Latem ma się spotkać z młodszą siostrą, razem uczczą jego sukces, a kiedyś może uda się zapalić znicz na grobie ojca i porzykać o wieczny pokój dla niego i zamęczonych krewnych?

Niestety nie będzie mu dane odwiedzić rodzinnych stron. Ginie w wypadku samochodowym w nocy z 2 na 3 sierpnia 1958 w Berlinie-Charlottenburgu. Okoliczności zdarzenia nie są jasne – zwykły wypadek? A może ktoś chciał się go pozbyć? W końcu kto wie, może znowu będzie miał ochotę zaangażować się w działalność społeczno-polityczną? Wiedział wiele o komunizmie, niejednokrotnie porównywał go do nazizmu i przeciwstawiał ideom wolnościowym. Na pewno był niewygodny dla swoich niedawnych oprawców.

Ostatni akord tej historii należy do Prokuratora Generalnego Federacji Rosyjskiej, który 30 września 1994 roku wydaje oficjalną decyzję o pośmiertnej rehabilitacji Georga Wrazidly. A ten, choć w Niemczech traktowany jako ikona studenckiego ruchu wolnościowego, sprzeciwu wobec komunizmu, a wcześniej chrześcijańskiego oporu wobec nazizmu, w Polsce, ba! nawet w rodzinnych Gliwicach pozostaje postacią praktycznie nieznaną. Może trochę przewrotnie, w myśl rodzinnej zasady, że tylko co boskie jest wieczne, a co ludzie – ulotne?

 

Bartłomiej Świderek – pochodzi z Gliwic, zainteresowany szeroko rozumianą tematyką śląską oraz kwestiami dotyczącymi tożsamości i przemian zachodzących w Europie Środkowej i Wschodniej. Zawodowo związany z branżą medialną w zakresie odnawialnych źródeł energii i efektywności energetycznej.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ.

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autorōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza