Gabriela Szewiola: Heimat

–  Jak się czujesz, Albert?

–  Jestem trochę słaby, ale lepiej.

–  I co będziesz teraz robić?

Albert siedzi w swoim ogródku na ławce przy laubie, którą sam zbudował. W ogrodzie josefslilie, przywiezione z heimatu i angielskie róże wyjątkowej urody – takich tam nie było. Dobrze mu tu, lubi tu być ze swoją Tereską. Tereska chce go zabrać na urlop nad morze, ale Albert wtedy zaczyna czuć się gorzej. Albert myśli o heimacie. Myśli, czy da radę jeszcze tam pojechać, ob ich das noch einmal schaffe, fast tausend Kilometer…

Żadnej podziemnej  rzeki, tajemnego korytarza, który by poniósł, tylko niebo niby to samo, a inne, bez  wędrownych gęsi, bez styczniowych, napakowanych, śnieżnych chmur. Jeśli jakieś nici, to coraz cieńsze, prawie niewidoczne, kruszejące.

Stalowe autostrady bez końca.

Wyjechali w latach siedemdziesiątych. Zostawili kamienicę na przedmieściu miasta i gęsty ogródek z malinami i wieprzkami. Czy jeszcze coś? Co jeszcze zostawił Albert?

Albert urodził się jeszcze przed wojną. Był urwisem. Młodo owdowiała matka  – energiczna i zaradna, musiała zając się sklepem. Albert biegał po polach, a jak już front przeszedł, bawił się niewypałami z dziećmi sąsiadów i tylko Opatrzności zawdzięcza, że któregoś dnia odszedł na chwilę, kiedy mina wybuchła i zabrała kilkoro dzieci. Dostał tylko kilkoma odłamkami, które matka musiała z niego wydłubać, zanim na drewnianym wózku zawiozła go do miasta, do szpitala.

Tak więc – wyjechali. Długo przed emigracją ekonomiczną czasów kryzysu. W domu mówiło się po niemiecku, on uznał, że Niemcy są  tam, na zachodzie, że chce i powinien TAM żyć. Kiedy już właściwie stracił nadzieję na legalny wyjazd, dostał zezwolenie przez zbieg okoliczności. Tam znalazł dobrą pracę w zawodzie, dzieci szybko wrosły w tamten świat i założyły rodziny. Potem przez wiele lat śnił o tym, że znów dostaje kolejną odmowę, nachodzi go ubecja, traci tę lepszą pracę, czeka prawie bez nadziei. Teraz śni mu się już tylko Heimat.

Wielu zadomowiło się tam, żyje w spokoju od dwóch pokoleń. Inni wracali na chwilę tylko po to, by pokazać nowe samochody. Bywało, że wzgardzali starym heimatem. Wydymali usta. Wyśmiewali. Odjeżdżali bez oglądania się. Taki ich wybór i takie serce.

Gdy przyjeżdżał na byzuch, opowiadał o  Niemczech, ale więcej znacznie o swoim dzieciństwie, młodości, ciężkich zimach w wojsku w latach pięćdziesiątych, czystym jeszcze jeziorze. Tak, jakby chciał tu wrócić choć na chwilę razem z tymi  scenkami z przeszłości, obrazami miejsc  zostawionych , ale nigdy nie porzuconych. Przywołać jak najwięcej kolorów, kadrów, śmiechów, chwil tanecznych, umykających. To od niego my, dzieci jeszcze, dowiadywaliśmy się, jak wyglądał sklep, z którego nie przetrwało żadne zdjęcie, kto mieszkał kiedyś w sąsiednim domu i co robiła sąsiadka zza płotu.

Christa wyjechała z synem i jego rodziną. Miała już 70 lat. Zamieszkali w pięknym, jasnym domu. Za oknem park, mili sąsiedzi. Miała swój duży, wygodny pokój. Nie miała już widoku na skrzypiący tramwaj, szumiącej ulicy na dole, warzywniaka pod domem. Siostry  na wyciągnięcie ręki, ażurowych schodów na klatce. Zaczęła chorować bardziej, mimo tak dobrej opieki i troski bliskich. Prawie przestała mówić. Zapadła się w studnię własnych wspomnień i własnej niemocy. Niechcianej świadomości – że już nigdy… Tęsknoty nieukojonej za heimatem.

Czym jest heimat? Pisany tu z małej litery, bo w języku polskim rzeczownik nie z dużej, ale jednak przez „ei”, z szacunku dla pochodzenia wyrazu. Wykrochmalonym fartuchem matki, zapachem jej kuchni? Krzywym podwórkiem z kasztanowcem, majową sobotą, kompotem z  gruszek z goździkiem? Płotem ze sztachet, starą jabłonią, na którą dało się wejść? Annabergiem? Dzwonami na majowe? Młodością? Ulicą, już nie do poznania, nagą i szeroką, bo drzewa wycięto?

Ist Heimat ein Ort? Czy heimat to miejsce, kraj, kraina? Czy może uczucie? Czy można coś z niego zabrać, uszczknąć? Nadgryźć kawałek? Schować ukradkiem i brać po okruszku? Trzymać w ustach jak tabletkę albo kopalnioka?  Nieść go w oczach, pod powiekami, nosić jak schronienie serca, jak rozrusznik?

Gdzie jest podziemna rzeka, gdzie jest źródło heimatu? Jak zaczerpnąć? A może nie ma go wcale i tylko Albert jednak w niego wierzy?

Tak, dla niego heimat zasługuje na wielką literę.

Wiele pytań. Więcej niż  odpowiedzi. Ale może ważne, żeby czasem chociaż  wypowiedzieć pytania?

Gabriela Szewiola, Ślązaczka, germanistka, ukończyła studia na uniwersytecie w Lipsku, od wielu lat pracuje jako wykładowca języka niemieckiego na Politechnice Śląskiej. Współpracuje jako edukator z Goethe-Institut, kieruje Ogólnopolską Olimpiadą Języka Niemieckiego dla studentów uczelni technicznych. Naucza z pasją. Wciąż doskonali swój warsztat wykładowcy, stosując nowatorskie i autorskie metody dydaktyczne. Uczestniczy w konferencjach i publikuje swoje artykuły.

Prywatnie mama dwójki dorosłych dzieci. W wolnym czasie obcuje z przyrodą, wędrując i uprawiając ogród, czyta, pisze i próbuje doskonalić swoją znajomość języków obcych.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza