Niebieska walizka i/a brunatny kufer

Aleksander Lubina

 Niebieska walizka i/a brunatny kufer

Literackie opracowanie ucieczki i wypędzeń (Flucht und Vertreibung) przedstawia Niebieska walizka jako losy rodziny ze Śląska.

Autorka, Szkotka, Marianne Wheelaghan literacko napomyka o gwałtach, o losach kobiet, których ciała zostały polem bitew po bataliach frontowych. W rzeczywistości gwałtów były miliony, z gwałtów rodziły się dzieci – trauma matek i dzieci pozostawionych samym sobie to temat tabu. Na Śląsku zasadniczo do dziś…

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Kobiety po wojnie gwałcili żołnierze, którzy wyzwolili Niemcy spod hitlerowskiej władzy narodowosocjalistycznej. Generalnie słyszało się o gwałtach dokonanych przez żołnierzy Armii Czerwonej, ale mniej o tym, że wśród sprawców byli Amerykanie, Brytyjczycy             i Francuzi stacjonujący w Niemczech.

 „Zdarzyło się to w biały dzień, w nocy podczas rewizji domów, na otwartym polu, w piwnicach i schronach, w alpejskich chatach i dworach, w szpitalach i mesach oficerskich, i spontanicznie tworzonych pokojach gwałtów. Zdarzały się gwałty na imprezach tanecznych, spotkaniach prywatnych, biznesowych, w urzędach.”

Te słowa pochodzą z książki „My, dzieci przemocy” – jak kobiety i ich rodziny nadal cierpią na skutek masowych gwałtów pod koniec wojny” autorstwa  historyczki doktor Miriam Gebhardt. „Kiedy przyszli żołnierze” to tytuł innej książki Gebhardt, w której podjęła ten temat.  „Osoby dotknięte gwałtem są dziś bardzo stare, jeśli jeszcze żyją, ale ich dzieci i wnuki najwyraźniej nadal mają problem.”

Kiedy  w Europie II wojna światowa zbliżała się do końca, wśród niemieckich żołnierzy i cywilów krążyło, że Ilja Ehrenburg wezwał żołnierzy Armii Czerwonej do gwałcenia niemieckich kobiet: „Użyj siły, aby przełamać rasową arogancję germańskich kobiet! Weź je jako zasłużoną zdobycz!”

To nie była prawda. Jednak wielu sowieckich żołnierzy zachowywało się tak, jakby wydano odpowiednie rozkazy: Gwałcenie Niemek z Warmii i Mazur, z Pomorza, z Prus Wschodnich, a także Węgierek, Polek i Słowaczek, Ślązaczek z Górnego i Dolnego Śląska – matek, staruszek z terenów od wieków zamieszkałych przez Niemców w całej Europie było zjawiskiem powszechnym w pierwszej połowie 1945 roku.

Nie było oficjalnych nakazów strony rosyjskiej, amerykańskiej, francuskiej czy brytyjskiej, żeby gwałcić Niemki. Wręcz przeciwnie, dowódcy różnych jednostek sowieckich wydali wyraźne zakazy. Była to jednak powszechna praktyka.

Gazety wojskowe armii amerykańskiej lubiły publikować zdjęcia kobiet całujących amerykańskich żołnierzy i rzucających im się na szyję, a takie seksualne trofeum było zachętą dla żołnierzy do przelotu nad oceanem i udziału w wojnie.

Dej pozōr tyż:  "Grunt" Anny Malcharkovej - przedmowa Autorki

Być może chodziło o upokorzenie Niemców przez gwałcenie ich kobiet.

 „Dla Rosjan byłyśmy zwierzyną łowną” – powiedziała Eva Schliep z Berlina, wspominając pierwsze dni po zajęciu Berlina pod koniec kwietnia roku 1945: „Gwałt, strzelanie i grabież, plus bezgraniczna nienawiść do Niemców, Rosjanie zamienili nasze życie w piekło ”.

Aby tego uniknąć, Ewa i jej krewna ukryły się bezpośrednio pod dachem, gdzie nikt ich nie podejrzewał: „Kiedy powietrze było czyste, przez właz dano nam trochę wody i kawałek chleba. Ale w nocy, kiedy Rosjanie szukali młodych kobiet, nasze serca waliły ze strachu.”

Ilse Wolf, inna ofiara mówi: „Nagle dostałam w głowę i nic nie pamiętam. Kiedy doszłam do siebie, leżałam na podłodze, spódnica mi była rozdarta, głowa była poszarpana i krwawiłam. On poszedł. Niczego nie pamiętałam.”

Pierwsza relacja z Berlina o podobnym losie ukazała się w 1954 roku w tłumaczeniu na język angielski, a dopiero pięć lat później w języku niemieckim pod tytułem „Kobieta w Berlinie”. W nim nie wymieniona z nazwiska autorka opisała, czego doświadczyła w ciągu pierwszych ośmiu tygodni sowieckiej okupacji i jak broniła się przed atakami żołnierzy, nawiązując na wpół dobrowolny stosunek seksualny z oficerem.

W Republice Federalnej Niemiec książka została odebrana jako łamanie tabu. Nie dlatego, że istniały wątpliwości co do tego, co zostało w niej przedstawione, ale dlatego, że autorka „splamiła honor Niemki”.

Ile  kobiet padło ofiarą przemocy seksualnej Sowietów i zachodnich aliantów, w tym przede wszystkim Amerykanów (nie tylko w Bawarii), pod koniec wojny na terenie całych Niemiec   i Austrii (Trzeciej Rzeszy): niecałe pół miliona czy przeszło dwa miliony? Tego właściwie nie wie nikt?

Dla uzupełnienia gwałceni byli także mężczyźni i chłopcy.

Temat tabu? Tak, na Śląsku temat tabu do dnia dzisiejszego! Czy jest to także tabu w Niebieskiej walizce? Trudno powiedzieć. Podeprę się fragmentami książki Marianne Wheelaghan:

„ 7 maja 1945

Rano wyczołgałyśmy się, cztery kobiety z naszej piwnicy i udałyśmy się na główny plac. Po drodze zobaczyłyśmy kilku naszych zgromadzonych przy Rynku. Ich broń leżała na ziemi. Wyglądali na wyczerpanych. A więc było już po wszystkim. (…) Łupienie zaczęło się jeszcze zanim wyprowadzono naszych. Bandy maruderów chodzą od ulicy do ulicy, przepędzając przerażonych Niemców z ich domów. Zabierają wszystko: żywność, alkohol, zasłony, ubrania, zdjęcia, pościel, framugi okien rowery, szafy, stoły, krzesła. Widziano nawet dwóch Rosjan wyrzucających pianino na ulicę, a potem rozlewających benzynę po pokojach, które właśnie spustoszyli i podpalających dom. To cos potwornego. Ci, którzy nie zajmują się łupieniem, krzyczą, piją, pala oparci o swoje bagnety, świętują. My kobiety postanowiłyśmy zachować spokój i ukryć się w piwnicach. Nagle jakiś sowiecki oficer wyrósł niczym spod ziemi. Zatrzymał nas płynnie po niemiecku powiedział, że potrzeba kobiet, które będą gotować sprzątać dla jego ludzi. Dał słowo, że te, które się zgodzą, będą traktowane godnie i dostaną zapłatę: jedzenie i trochę pieniędzy. Nie wiedziałyśmy, czy można mu zaufać, ale wyglądał na człowieka uczciwego, a my byłyśmy bardzo głodne, więc wszystkie cztery przystałyśmy na jego warunki. Zabrał nas do piwnic pod kawiarnią naprzeciwko Haus Barasch. Gdy tylko weszłyśmy do słabo oświetlonej piwnicy, wiedziałyśmy, że popełniłyśmy błąd. – Dawaj Siuda! Kobiety przyszły! – rozległy się rozradowane głosy okrzyki, zostałyśmy otoczone bez szansy. Jeden popchnął mnie na drewniane łóżko i opadł na mnie całym ciężarem swojego cielska. Zaczął miętosić moje piersi. Wrzeszczałam, usiłując go odepchnąć, ale on tylko się śmiał. Jego oddech cuchnął kwaśnymi drożdżami i zgniłymi jajami. Wtedy, równie błyskawicznie jak na mnie opadł, przewrócił się na bok, zapadając w sen. (…) str. 205/206

Dej pozōr tyż:  Dom Towarzystwa Przyjaciół Natury w mikołowskiej Dolinie Jamny

(…) O poranku znalazłyśmy się w Landeshut. Powiedziałam moim trzem koleżankom, że tylko jeden dzień drogi dzieli mnie od domu, wszystkie bardzo sie ucieszyły. Miasto jest pełne polskich żołnierzy. (…) str. 207

(…) Kobieta obok wrzasnęła, bo dokopała się do jakiejś nogi. Kolejna kobieta odkopała czaszkę i zaczęła ryczeć. Błagałyśmy, by nie kazali nam kopać dalej, ale nie chcieli nas słuchać. (…) Chciałyśmy wydostać się z grobu, ale kazano nam zostać. Dowódca powiedział nam odejść, każda z nas musi wybrać sobie jedno ciało i pocałować je w usta. (…) Str. 207208

(…) Nagle zrobiło się jakieś zamieszanie, ktoś krzyczał. Podniosłam wzrok. Przybyli rosyjscy żołnierze. Wtedy byłam już pewna, że zostanę zgwałcona. Dowódca krasnoarmiejcow po niemiecku kazał nam przestać, cokolwiek robimy. Chyba zażądał jakiś wyjaśnień od polskiego oficera. Tamten skrzywił się i po niemiecku wyjaśnił, że sprawdzają zwłoki, by ustalić, w jaki sposób ofiary zostały zabite.   Rosjanin zażądał natychmiastowego przerwania bezczeszczenia ciał.” Str. 208/209

Tak czytamy książce Marianne Wheelaghan o kobietach w Breslau i podczas ucziczki gruzów tego kiedyś milionowego miasta. Antonia, główna postać, narratorka, mówi na stronie 209: „Wciąż nie zostałyśmy zgwałcone.”

Wojna  w ciałach kobiet

Zdecydowana  większość ofiar milczała, głównie ze wstydu lub w celu jak najszybszego stłumienia przeżyć. Nie ma wiarygodnych danych, ile kobiet i dziewcząt zostało zgwałconych. Przez dziesięciolecia uważano, że około dwóch milionów Niemek zostało zgwałconych przez grasujących żołnierzy Armii Czerwonej – o  ofiarach oraz wojsk alianckich w latach 1944/45 milczano.

Dej pozōr tyż:  „Przemilczane” Moniki Neumann – recenzja

Als die Soldaten kamen, Die Vergewaltigung deutscher Frauen am Ende des Zweiten Weltkriegs

Z gwałtów rodzą się dzieci

Ofiary   wojennych gwałtów często przez całe życie zmagały się z problemami psychicznymi. Dzieci urodzone z gwałtu  dziedziczyły winą, rodziny cierpiały na wiele sposobów. Koniec wojny często decydował  o losach rodziny, której nie pokonały i dorosłe wnuki.

Gebhardt: W pewnym momencie, prędzej czy później w swoim życiu, pewne rzeczy połączyły się w ich głowach. Do tego czasu nie było dla nich jasne, skąd wyczuwali, że istnieje straszna tajemnica ich pochodzenia. Teraz rozumiem, dlaczego moja matka była alkoholiczką, teraz rozumiem lęki, które panowały w domu moich rodziców, teraz rozumiem też siebie lepiej.

Miriam Gebhardt jest dziennikarką i historykiem, wykłada historię jako adiunkt na Uniwersytecie w Konstancji. Poza pracą publicystyczną, m.in. dla Süddeutsche Zeitung, Die Zeit i różnych pism kobiecych, habilitowała się rozprawą o historii wychowania w XX wieku, na której tematem jest „Lęk przed dziećmi tyranami” (2009). na podstawie. Jest autorką wielu innych książek, m.in. »Rudolf Steiner. Współczesny prorok ”(2011), Biała Róża ”(2017) i ostatnio„ My, Dzieci Przemocy ”(2019). Jej bestseller „Kiedy przyszli żołnierze” (2015)       o gwałtach dokonanych przez żołnierzy zwycięskich armii w Niemczech po II wojnie światowej był szeroko dyskutowany i tłumaczony na kilka języków.

https://www.penguinrandomhouse.de/Buch/Als-die-Soldaten-kamen/Miriam-Gebhardt/DVA-Sachbuch/e449923.rhd

https://www.penguinrandomhouse.de/Buch/Wir-Kinder-der-Gewalt/Miriam-Gebhardt/DVA-Sachbuch/e497625.rhd

https://www.focus.de/politik/deutschland/als-die-soldaten-kamen-nicht-nur-im-osten-das-tausendfache-leid-deutscher-frauen-nach-kriegsende_id_4508551.html

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Górnoślązak/Oberschlesier, germanista, andragog, tłumacz przysięgły; edukator MEN, ekspert MEN, egzaminator MEN, doradca i konsultant oraz dyrektor w państwowych, samorządowych i prywatnych placówkach oświatowych; pracował w szkołach wyższych, średnich, w gimnazjach i w szkołach podstawowych. Współzałożyciel KTG Karasol.

Śledź autora:

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autorōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza