Wiek XIII – XIV: wydarzenia, które określiły przyszłość Śląska

Najazd mongolski

Na początku XIII wieku wódz Mongołów, ludu który do tej pory nie odgrywał pierwszoplanowej roli na stepach leżących na północ od Chin, podbił lub pokonał inne tamtejsze plemiona: Kereitów, Merkitów, Tatarów i Najmanów. W 1206 roku na zjedzie podbitych ludów został wybrany kaganem (chanem chanów) i przyjął imię Czyngis Chana. W ciągu następnych 20 lat Czyngis Chan podbijając kolejne kraje i narody stworzył podwaliny pod największe w historii imperium rozciągające się od Korei aż do wschodniej Europy i od północnej Syberii aż po tereny obecnego Iranu. Dopiero XIX-wieczne imperium brytyjskie swoim zasięgiem przerosło władztwo Mongołów. Większości dzisiejszych czytelników najazdy mongolskie, lub raczej tatarskie, bo tak powszechnie o nich się pisze, kojarzą się z najazdami dzikich barbarzyńców, pokonujących „cywilizowanych” średniowiecznych Europejczyków swoją liczebnością oraz ewentualnie doskonałymi umiejętnościami łuczniczymi. Taki bardzo literacki opis jest jednak całkowicie nieprawdziwy. Mongołowie, od wielu pokoleń uzależnieni od imperium chińskiego, doskonale byli zorientowani w osiągnięciach technicznych i naukowych tej jednej z najstarszych cywilizacji. W dodatku wykorzystując jej podział, podbili już wcześniej północno-chińskie imperium Jin, absorbując jej osiągnięcia. W latach 1220 – 1225 podbili inne starożytne centrum cywilizacyjne: Imperium Chorezmu. Chorezm rozciągał się m. w. na ziemiach obecnego Uzbekistanu, Tadżykistanu, Pakistanu, Afganistanu i wschodniego Iranu. O ile imperia chińskie (Jin i większe, południowochińskie Song) nastawione były raczej na naukę i technikę użytkową, to Chorezm był imperium wojowników, dysponujących najbardziej wówczas na świecie rozwiniętą techniką wojskową 1. To właśnie głównie od nich Mongołowie przejęli umiejętność zdobywania twierdz otoczonymi najpotężniejszymi nawet, czasami kilkunastometrowej wysokości murami obronnymi.

Historia podbojów mongolskich znana jest dość dobrze, z drobnymi czasami nawet szczegółami, dzięki trzem dziełom kronikarskim. Najważniejsze z nich to „Tajna Historia Mongołów” – spisana pismem ujgurskim w 1240 r. m.in. na podstawie m.in. raportów wojskowych, zatem dość wiarygodna: przekazywanie fałszywych informacji karane było śmiercią. Znamy ją tylko z odpisu z 1368 r. zapisanego w transkrypcji chińskiej. Z kolei Ataa Malak al-Juwayni (1226 – 1283), perski kronikarz przebywający na dworze kagana napisał „Historię zdobywcy świata” (Ta’rikh-i Jahan-Gusha), której kontynuację po roku 1257, pod tytułem „Opis miast i epok” (Tārīkḣ-i Wafāf) napisał następnie Wasaf al-Shirazi (1257 – 1329), kolejny perski kronikarz współczesny temu imperium.

Armia mongolska była zorganizowana w prosty, łatwy do zarządzania sposób. Podstawową jednostką była dziesiątka wojowników. Te łączone były w setki i dalej tysiące pod jednym dowództwem – dowódcę takiego minganu (oddział 1000 wojowników) wyznaczał osobiście kagan. Największą jednostką bojową był tümen, składający się z 10 minganów, któremu zawsze towarzyszył oddział, jak dzisiaj byśmy powiedzieli, wojsk inżynieryjnych, budujący np. mosty pontonowe, czy machiny oblężnicze. Wiemy też, że Mongołowie ogromną wagę przykładali do wywiadu. Planując atak na jakieś terytorium, wysyłali tam wcześniej licznych szpiegów. Wiemy nawet, że czasami wysyłali później niewielki oddział konnych wojowników, który miał ułatwić powrót tym wywiadowcom. Liczebność armii mongolskiej tego czasu znamy z zapisów chińskich. W czasie ataku na chińskie imperium Jin cała armia mongolska liczyła dokładnie 97 000 wojowników, niecałe 10 tümenów. To bardzo dużo w ówczesnych kategoriach europejskich, jednak wiemy, że Songowie dysponowali wówczas milionową (!) armią żołnierzy, a część rozbitej armii Chorezmu, atakując później bogatą Gruzję, liczyła wciąż 60 000 żołnierzy. Skuteczne atakowanie dysponujących dużo liczniejszymi armiami przeciwników świadczy o doskonałym wyszkoleniu wojskowym armii mongolskiej z jednej strony, z drugiej przypomina, że w najważniejszych wojnach i bitwach wojskami Mongołów dowodził Sube’etai (1175 – 1248), uważany przez współczesnych historyków wojskowości za jednego z największych dowódców – geniuszy militarnych w historii. Armia mongolska rosła w czasie. Były do niej stopniowo włączane oddziały składające się z podbitych ludów. Regułą było jednak, że „nowe” oddziały, nie wliczane do sił głównych, nigdy liczebnością nie przewyższały sił zasadniczych, a ich awans do statusu wojowników mongolskich następował dopiero po udziale w wielu bitwach.

Dej pozōr tyż:  Obrazy Górnego Śląska (#6): Górki
Zasięg imperium mongolskiego

Czyngis Chan zmarł w 1227 r, jednak jeszcze w czasie swojego życia, prawdopodobnie już w 1218 roku, podzielił swoje imperium pomiędzy swoich czterech najstarszych synów. Zachodnia część, od rzeki Irtysz w centralnej Azji po Ural i dalej na zachód przypadła pierworodnemu Dżoczi, przy czym na następnego kagana (chana chanów) wyznaczył młodszego Ugedeja 2. Dżoczi ten ogromny obszar kontrolował za pomocą dwóch tümenów. Po jego śmierci formlnie władzę przejął, prawdopodobnie zadecydował o tym jeszcze Chyngis Chan, Batu Chan, jednak najstarszy syn – Orda – otrzymał dowództwo połowy wojsk Dżocziego (wg „Opis miast i epok” Wasafa). To właśnie Batu, wspomagany przez Ordę, kontynuował podbój Europy wschodniej. W tym czasie wschodnia część mongolskiego imperium wciąż zaabsorbowana była walkami w Chorezmie oraz kolejnymi podbojami krajów otaczających z zachodu i południa Chiny Songów, by finalnie zająć także ten ogromny i ludny (120 milionów mieszkańców) kraj. Pomiędzy Ułusem Dżocziego – tak w owym czasie nazywano kraj rządzony przez jego potomków, później nazwany Złotą Ordą – a Śląskiem rozciągały się ogromne terytoria kontrolowane przez wojowniczych Kumanów (Pieczyngów) i liczne, stojące na stosunkowo wówczas wysokim poziomie rozwoju księstwa ruskie. Już w 1223 r. Mongołowie rozgromili armię Kumanów wspomaganych przez książąt ruskich (część z nich uciekła na Węgry, gdzie pozwolono im się osiedlić). Kolejną wyprawę Batu Chan zarządził w 1236 r. W ciągu 4 lat całkowicie zniszczono księstwa ruskie. Mongołowie zdobywali kolejno wszystkie stolice księstw ruskich. Finalnie w 1239 r. zdobyli i zrównali z ziemią jedno z najstarszych i wówczas najpiękniejszych ruskich miast – Czernichów 3, a jesienią 1240 r. Mongołowie przełamali mury obronne, zdobyli i zniszczyli najsilniej z nich obwałowany Kijów 4. Przetrwały jedynie księstwa nowogrodzkie, smoleńskie i jedno z najmniejszych i najmniej ważnych do tej pory – księstwo moskiewskie. Zdewastowane i wyludnione ziemie stały się potem łatwym łupem niewielkiego wcześniej księstwa litewskiego, które w ciągu następnych stu lat zajęło tereny wszystkich dawniejszych zachodnich księstw ruskich.

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Wojska Batu Chana miały teraz otwartą drogę dalej na zachód i południowy zachód: na Małopolskę, Śląsk, Morawy, Węgry. Najazd mongolski w 1241 r, łącznie z tragiczną w skutkach dla historii Śląska bitwą pod Legnicą został bardzo szczegółowo i obszernie opisany w „Kronice” Długosza. Pozornie wiemy o nim wszystko, jednak…

Dawniejsi śląscy historycy wskazując liczne co najmniej pomyłki Długosza odrzucali jego relację całkowicie, przynajmniej w części dotyczącej Śląska i samej bitwy legnickiej. Historycy polscy przeciwnie, twierdząc, że Długosz opierając się na nieznanych dzisiaj źródłach spisał relację rzetelnie, rozbudowali ją w swoich interpretacjach, podając nawet liczebności wojsk obu stron 5, dokładne trasy przemarszu wojsk mongolskich, a nawet (jak np. Labuda w swojej publikacji „Wojna z Tatarami w roku 1241”) opisywali ustawienie wojsk w poszczególnych bitwach.

Spróbujmy zastanowić się jak mogło być naprawdę, przede wszystkim jak to mogło wyglądać na Śląsku i jaki miało wpływ na późniejszą historię Śląska.

Pierwszy mongolski oddział pojawia się na Górnym Śląsku już w pierwszych dniach stycznia 1241 r. (jest to prawie dwa miesiące wcześniej, niż wg Długosza oddziały mongolskie pojawiły się w Małopolsce). Wiemy o tym z publikacji Carla Gromanna, historyka, proboszcza w Tworkowie (Tworkau), który powołując się na znany mu stary rękopis, opisał w 1811 r. ten atak 6. Oddział prawdopodobnie niewielki, 100-200 konnych, otoczył Racibórz, który w ostatnim momencie zdążył zamknąć bramy. Krążyli po okolicy, łupiąc i paląc, przez około 10 dni, po czym niespodziewanie, 16 stycznia, nie zagrożeni jakimś oporem, wrócili na wschód (w późniejszych latach mieszkańcy Raciborza dzień św. Marcelego – 16 stycznia – obchodzili jako święto wyzwolenia od oblężenia tatarskiego). Być może właśnie ten oddział zniszczył budujące się opactwo cystersów w Woszczycach (Woschczytz) – Orzeszu, co spowodowało późniejsze przeniesienie jego lokalizacji do Rud (Groß Rauden). Relacja Gromanna jest bardzo prawdopodobna, taki poprzedzający wypad do złudzenia przypomina podobne sytuacje, które znamy z relacji o podboju Chorezmu. Mongolski podjazd miał prawdopodobnie zebrać wysłanych wcześniej wywiadowców, którzy musieli mongolskim wodzom przekazać informacje o praktycznej bezbronności Śląska 7.

Dej pozōr tyż:  Na szpicy

W marcu Mongołowie siłą jednego minganu (1000 wojowników) lub, co bardziej prawdopodobne, oddziałem 500 wojowników wspomaganych przez zbliżony liczebnie oddział pomocniczy, uderzają na Górny Śląsk ponownie i ponownie atakują Racibórz 8. Tym razem miasto było przygotowane: zaopatrzone w żywność, bramy zamknięte i pilnowane, mosty i przeprawy poniszczone. Mieszko II Otyły, który na początku styczni przebywał gdzieś w Polsce (być może nawet na Mazowszu, skąd pochodziła jego świeżo poślubiona żona Judyta), wrócił na wieść o pierwszym ataku i przygotował obronę. Wiedząc o zbliżającym się przeciwniku ukrył się ze swoim wojskiem w lesie za miastem i dopiero gdy część przeprawiających się wpław przez Odrę wojsk mongolskich wyszła na brzeg uderzył na nich, spychając nie spodziewających się tego ataku Mongołów na mury obronne miasta, skąd z kolei razili ich strzałami jego obrońcy. Rozbity mongolski oddział uciekł na wschód ścigany przez rycerzy Mieszka. W trakcie tego pościgu dotarła do nich wiadomość o klęsce wojsk małopolskich w bitwie pod Chmielnikiem (18 marca). Mieszko wrócił do Raciborza, polecił załodze bronić miasta i zamku oraz podążył ze swoim wojskiem do Henryka Pobożnego, szykującego się do walnej bitwy z Mongołami. Rękopis, na który powoływał się Gromann musiał powstać sporo przed 1391 r. i był bardzo szczegółowy. Podaje, że w czasie tej bitwy pod Raciborzem zginęło lub zostało rannych i wziętych w niewolę dokładnie 471 wojowników mongolskich (lub żołnierzy z oddziałów pomocniczych). Później tych rannych osiedlono „niedaleko mostu”, a wyraźnie młodszy dopisek na marginesie informuje, że jeszcze właśnie w 1391 r. żyli tam ich potomkowie 9. Ten oddział, a raczej jakaś jego część splądrował również księstwo nyskie i dotarł prawdopodobnie aż do Złotego Stoku (Reichenstein). Kopalnie złota w tym miasteczku dostarczały wówczas aż połowę europejskiej produkcji tego kruszcu i musiały być magnesem przyciągającym najeźdźców. Tylko to może wytłumaczyć późniejszą bezsprzeczną obecność górników tych kopalń w wojskach biorących udział w bitwie pod Legnicą.

Polskie opracowania historyczne tych wydarzeń na ogół nie zauważają, że taktyka mongolska stosowana na Śląsku i w Małopolsce była dokładnie taka sama, jak w wielu innych najazdach: wysłanie mniejszego, ale mającego szansę na zwycięstwo oddziału poza miejsce planowanego głównego uderzenia, w celu uniemożliwienia ewentualnym sojusznikom udzielenia pomocy głównym zagrożonym. Mając zaplanowany na początek marca atak na Małopolskę, wysłano niewielki oddział na Górny Śląsk właśnie w tym celu. Oddział, który w świetle bezkarności niewielkiego podjazdu dwa miesiące wcześniej, mógł spokojnie uczynić dywersję na zapleczu spodziewanego starcia. Warto zauważyć, że było to powtórzeniem, na mniejszą skalę, całego mongolskiego najazdu: główne uderzenie poszło na Węgry, silniejsze i bogatsze w tym momencie państwo, w którym w dodatku schronienie znaleźli znienawidzeni Kumanowie. Atak na Małopolskę, Śląsk i Morawy był tylko szeroko zaplanowaną dywersją, mającą uniemożliwić ewentualną pomoc. Warto zauważyć, że we wspomnianej bitwie pod Chmielnikiem rozgromione zostało rycerstwo małopolskie, nieliczni ocaleli uciekli na Śląsk i wzięli później udział w bitwie pod Legnicą. Książę sandomierski, Bolesław Wstydliwy, na wieść o chmielnickiej klęsce uciekł na Węgry, wpadając zresztą z deszczu pod rynnę, bo tam właśnie kierowały się główne siły wroga.

Po splądrowaniu Małopolski, w tym Krakowa, z początkiem kwietnia główne siły mongolskie podążyły na Śląsk, omijając obwałowane kasztelanie w Oświęcimiu i Bytomiu (3 kwietnia), przechodząc obok Raciborza (4 kwietnia) i potem Opola doszły do Wrocławia, opuszczonego przez mieszkańców, którzy schronili się w grodzie i dzień później dotarli w okolice Legnicy.

W polskich opracowaniach znajdujemy fantastyczne przypuszczenia o wielkiej liczebności tej armii. Jak mogło wyglądać to naprawdę?

Dej pozōr tyż:  Wasserturmy (jak) malowane

Wiemy, że zaledwie kilka lat przed rozpoczęciem inwazji na kraje ruskie, kontynuacją której był najazd na władztwo Henryka Pobożnego, Batu, chan Złotej Ordy, dysponował dokładnie dwoma tümenami wojska (kronika Wasafa). Wydaje się nierozsądnym zabranie całej tej siły na wieloletnią wyprawę i pozostawienie bez żadnej obrony własnych siedzib. Z kolei w „Historii zdobywcy świata” al-Juwayni podaje dwie sprzeczne informacje. Pisze, że Batu Chan wyruszając na wyprawę zabrał ze sobą 40 000 jeźdźców, w innym miejscu jednak podał, że zwiad mongolski oszacował, że cała armia węgierska była dwukrotnie liczniejsza od sił mongolskich, wspominając jednocześnie o jednym tümenie (co czasami jest absurdalnie interpretowane jako liczebność tego oddziału zwiadowczego). Jak liczebna była armia węgierska? – W owym czasie Węgry (łącznie z Siedmiogrodem i tzw. Węgrami północnymi, czyli dzisiejszą Słowacją) zamieszkiwało około 2 milionów ludzi, to znaczy, że przy maksymalnej mobilizacji Węgrzy byli w stanie wystawić armię 20 000 rycerzy. Doskonale koresponduje to z informacją o 2-krotnie mniej licznej armii mongolskiej oraz z informacją z kroniki Wasafa, przy założeniu, że Batu Chan zabrał na wyprawę połowę wszystkich swoich wojsk.

Właściwy atak na Węgry oraz na ziemie sandomierską, krakowską i Śląsk rozpoczął się 10 marca. Większość sił wyruszyła na Węgry, część, co najwyżej 2 mingany (czemu odpowiadają dwie trasy pochodu armii mongolskiej wynikające z przekazu Długosza) Mongołów wspomagane nieco mniejszą liczbą wojsk podbitych ludów, w kierunku Śląska. Przy takiej ocenie tych sił staje się zrozumiały wyprzedzający główne uderzenie lutowy atak mongolski na Sandomierz, zdobycie i zniszczenie tej dobrze ufortyfikowanej twierdzy, strzegącej istotnej widocznie w planach mongolskich przeprawy przez Wisłę. Był to jedyny atak, w którym Mongołowie wykorzystali w interesującym nas rejonie swoje umiejętności techniczne (konstruując machiny oblężnicze) przy zdobywaniu grodów. Nie ma ani jednej informacji o próbie zdobywania przez nich grodów w czasie właściwej inwazji. Można to wytłumaczyć tylko w jeden sposób. Chcąc przygotować sobie sobie możliwość swobodnej przeprawy w czasie później prowadzonych działań, wysłali wcześniej wojsko z oddziałem inżynieryjnym właśnie w tym jedynie celu. W czasie późniejszej wojny oddział ten towarzyszył oczywiście siłom zasadniczym, atakującym Węgry.

Pod Legnicę mogło dotrzeć zatem co najwyżej 2000 wojowników mongolskich, liczonych łącznie z wojskami pomocniczymi.

Druga część cyklu: Bitwa pod Legnicą

________________________________________________________________________________________

1 To właśnie niedobitki Chorezmijczyków, służąc jako najemnicy, w 1244 r. zdobyły potężnie obwałowaną Jerozolimę krzyżowców.

2 Konflikt między braćmi wywołany tym podziałem, po latach zaskutkował trwałym rozpadem imperium mongolskiego na części europejską i azjatycką.

3 Batu chan po zdobyciu Chernichowa wysłał poselstwo, proponując korzystne warunki poddania się Kijowa. Jednak książę Michał I Wsiewołodowicz (wnuk polskiego księcia Kazimierza Sprawiedliwego) kazał zabić poselstwo; w efekcie miasto zdobyto i spalono, a wszystkich jego mieszkańców zabito, książę wcześniej uciekł na Węgry.

4 Obroną Kijowa dowodził tysięcznik Dymitr, co wskazuje przy okazji na liczebność jego wojsk.

5 W bitwie pod Legnicą miało uczestniczyć jakoby ponad 7500 wojsk „zachodnich” i nieokreślenie większa liczba wojsk mongolskich; w najeździe na Węgry – nawet 90 000 wojsk mongolskich, itp.

6 Publikacja w Allgemeiner Oberschlesischer Anzeiger, Ratibor 1811, także A. Weltzel „Geschichte der Stadt Ratibor”, Ratibor 1861.

7 Tzw. Monarchia Henryków Śląskich była przede wszystkim tworem politycznym, opierała się na zręczności politycznej książąt śląskich, a nie na ich potędze militarnej. Trzeba też pamiętać, że XIII wieczny Górny Śląsk niewielką liczbę mieszkańców, jedynie rejon Opawy, Głubczyc i późniejsze księstwo nyskie były nieco gęściej zaludnione.

8 Ponownie relacje Gromanna i opracowanie Weltzela, ale także Długosz, przy czym ten ostatni „skleja” ten atak z późniejszą wyprawą Mongołów na Dolny Śląsk.

9 Gromann podaje, że w swoim opracowaniu korzystał z dwóch – obecnie nieznanych – źródeł historycznych.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Jan Lubos

Jan Lubos (ur. 1957) – z wykształcenia fizyk. Nauczyciel, górnik, przedsiębiorca, handlowiec. Rybniczanin, Ślązak z urodzenia i umiłowania. Członek RAŚ i SONŚ. Jego pasją są Śląsk i kraje Dalekiego Wschodu, historia i kultura tych krain. Autor licznych felietonów historycznych, prowadzi również blog o tematyce polityczno – historycznej na portalu rybnik.com.pl

Śledź autora:

Jedyn kōmyntŏrz ô „Wiek XIII – XIV: wydarzenia, które określiły przyszłość Śląska

Ôstŏw ôdpowiydź

Twoja adresa email niy bydzie ôpublikowanŏ. Wymŏgane pola sōm ôznŏczōne *

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza