Pogranicze polsko-czeskie, czyli rosyjska dezinformacja na Śląsku?
Od lat znane są różnego rodzaju kłamstwa i manipulacje o tematyce rzekomego konfliktu pomiędzy państwami polskim i czeskim, mające jednak charakter wyłącznie prowokacyjny i dezinformacyjny. Autorami takich bubli (z punktu widzenia stanu faktycznego) są osoby różnej płci, wieku czy stanu materialnego, ale… często charakteryzują się one sympatiami innymi niż śląska, morawska, polska, czeska, europejska czy jakakolwiek inna niż ta, do której rzeczywiście odnoszą się mieszkańcy oraz sympatycy regionu, o którym jest mowa. Dziś z taką prowokacją znowu mamy do czynienia. Pytanie jest zasadnicze: czy to znowu rosyjskie służby lub prorosyjscy pożyteczni idioci maczają w tym palce?
Zacznijmy od tego, że obszar naszego zainteresowania w polskiej historiografii określany jest mianem „Zaolzia” i odnosi się do tego, że z perspektywy Rzeczypospolitej znajduje się (w większości) za rzeką Olzą. Prawdą jest, że na przełomie drugiej i trzeciej dekady minionego
stulecia był to obszar wyjątkowo sporny w kwestii jego przyszłej przynależności państwowej. Miał się tam nawet odbyć plebiscyt (tak jak w przypadku wschodniej części Górnego Śląska pomiędzy Republiką Weimarską i II Rzecząpospolitą), jednak z uwagi na zażarte konflikty, również o wymiarze fizycznym, pomysł ten został porzucony i do głosowania ostatecznie nie doszło. Sprawa ta jednak odżyła wiosną 1938 r., kiedy Rzeczpospolita wraz z III Rzeszą przeprowadziła coś w rodzaju rozbioru Czechosłowacji, zajmując sporny obszar na mniej więcej półtora roku.
Wydaje się, że późniejszą historię już znamy… Otóż nie do końca. Zakończenie II wojny światowej przyniosło bowiem widmo kolejnego konfliktu zbrojnego, tym razem na osi Warszawa-Praga. Spory terytorialne powojennych Rzeczypospolitej i Czechosłowacji musiała załagodzić… Moskwa na czele z Józefem Stalinem! W latach 50. XX w. przeprowadzona została korekta granic, która objęła niespełna 400 ha terenu. Później, w wyniku interwencji państw Układu Warszawskiego po tzw. praskiej wiośnie z 1968 r., granica między Polską Rzecząpospolitą Ludową a Czechosłowacką Republiką Socjalistyczną również minimalnie się zmieniła. O słynnym incydencie kapliczkowym z roku 2020 nie warto nawet wspominać, bo to był co najmniej nieśmieszny żart.
Ogólnie rzecz biorąc: od końca II wojny światowej nie słychać nigdzie żadnych realnych głosów na temat ewentualnych pretensji terytorialnych — ani ze strony Warszawy, ani ze strony Pragi. Kto więc do tego dąży? Kto próbuje na siłę wpychać w usta państwom polskiemu i czeskiemu nie swoje słowa, nie swoje plany i nie swoje zamiary? Jeden winowajca wydaje się wysoce prawdopodobny: Federacja Rosyjska!
Kto dziś, w dobie wieloletniego konfliktu zbrojnego w Europie oraz wielu innych problemów wewnętrznych, może mieć w tym interes, by dzielić na wszelkie możliwe sposoby państwa wspierające jedną ze stron tejże wojny? Przeciwna strona, czyli właśnie Moskwa! Pamiętajmy, że bezpośrednim sąsiadem zarówno Rosji, jak też Ukrainy, jest państwo polskie. Do tego należy dodać kilka incydentów związanych ze wkroczeniem obcych rakiet na terytorium Rzeczypospolitej, które spowodowały straty w ludziach i mieniu. To nie jest coś odległego i obcego, do czego próbują nieudolnie przekonywać niektóre środowiska!
Jak dziś ma wyglądać rzekomy konflikt interesów państw polskiego i czeskiego? Jak podaje RMF24 (za pośrednictwem portalu „Seznam Zprávy”), fałszywe profile publikują różnego rodzaju dokumenty, linki do stron internetowych czy multimedia. Problem w tym, że materiały te są w znacznej mierze spreparowane. Rosyjski palec, o którym padło już tutaj tyle słów, jest poważnie brany pod uwagę przez czeskie służby, ale jeszcze nie jest to źródło potwierdzone.
O czym mówimy przez pryzmat tych fałszerstw? Břetislav Dančák pełni funkcję ambasadora Republiki Czeskiej w Warszawie. Powstał jego tzw. fakeowy profil, który publikuje te brednie, na które składają się rzekomo oficjalne plany Rzeczypospolitej co do zmiany granic, w obawie, przed czym mieszkańcy czeskiej strony mają masowo sprzedawać swoje nieruchomości. Tymi sami „danymi” operuje spreparowana strona internetowa czeskiego radia publicznego. Z kolei po włamaniu się na profil polskiego radia regionalnego PiK została podana informacja, jakoby państwo polskie chciało przejąć ok. 600 ha ziemi należącej do państwa czeskiego, jednakże została ona już usunięta i rozwiązują tę sprawę służby zajmujące się cyberbezpieczeństwem. Ponadto, jak w mediach społecznościowych „poinformował” prawdopodobnie fałszywy profil pod nazwą „Adam Sikora” (dużo tam nieumiejętnie użytej sztucznej inteligencji, która również wygenerowała wadliwe ogłoszenie o rzekomej sprzedaży nieruchomości w Ropicy k. Czeskiego Cieszyna), w najbliższą sobotę w Trzyńcu ma odbyć się demonstracja pod hasłem „Śląsk Cieszyński jest czeski” czy „Tutaj żyjemy, tutaj zostaniemy”, której wydźwięk ma być wyraźnie nacjonalistyczny i antypolski, a która władzom miasta nie została w ogóle zgłoszona. Na sprawie ucierpiał także związek zawodowy KOVO, którego logo zostało bezprawnie użyte na materiale promocyjnym trzynieckiego wydarzenia, od czego ten stanowczo się odcina.
Do całej sprawy odniósł się polski wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który apeluje: „Nie dajmy się skłócić”. W dalszej części swojego wpisu na platformie X (dawniej Twitter) dodał, że śp. prof. Lech Kaczyński, prezydent RP w latach 2005-2010, podczas obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej we wrześniu 2009 r. uroczyście i publicznie przeprosił za polską inwazję na Czechosłowację z roku 1938. Sam R. Sikorski nazwał ten ruch II RP „jedną z najgłupszych decyzji polskiej polityki zagranicznej w historii”. Trudno się panem premierem nie zgodzić.
Z kolei nasz apel jest taki: w miarę możliwości dokładnie weryfikujcie wszystkie źródła i informacje, z których korzystacie, zwłaszcza jeśli chcecie je podać dalej, bo nigdy nie wiecie, czy o Was też różnych głupot nie opublikują!
Jak niektórzy mawiają: „Ze wschodu jeszcze nic dobrego nie przyszło — nawet pogoda”. Ciekawe, czy to powiedzenie w tym przypadku się sprawdzi? Jest to dość prawdopodobne, wszakże obce i wrogie wpływy moskiewskie są znane na całym świecie nie od dziś.
Patrząc natomiast na lokalne niesnaski i ataki nacjonalistów polskich i czeskich na Śląsk i Ślązaków, którzy często podkreślają swoją odrębność językową, historyczną czy kulturową, mówimy prosto i czytelnie: obie strony granicy państwowej obejmują historyczny Śląsk, a więc także Ślązaków! Ataki pokroju wykrzykiwania haseł „Śląsk jest polski!” czy „Śląsk jest czeski!” są nie tylko realnym podważaniem integralności granic państw członkowskich Unii Europejskiej oraz Paktu Północnoatlantyckiego. One są także podważaniem stanu faktycznego, który znamy od wielu pokoleń i do którego nawet się przyzwyczailiśmy. Przyzwyczajenia się zmieniają, to fakt, ale nie w tak poważnym temacie, jak przynależność państwowa! Czy tutaj także jątrzą jacyś pożyteczni idioci? A może pełnoprawni agenci siedzący kieszenią na Kremlu? Odpowiedź brzmi: „Nie wiem, choć się domyślam”.

