Orzesze i okolice 1939 – fakty znane i nieznane – część II
Jakiś czas temu na portalu “Wachtyrz” zamieściłem artykuł o Wrześniu 1939 w okolicach Orzesza. Zaprezentowałem wtedy min.fragmenty książki ”Das verdammente Gewissen. Zeuge der Zeit 1921-1945″ której autorem jest Erich Mende, niemiecki oficer z czasów II Wojny Światowej. Mende w książce wspomina swoje wojenne losy, w tym co nas najbardziej interesuje walki jego jednostki wojskowej w okolicach Orzesza. Co ciekawe prawidłowo opisuje lokalną topografię i różne szczegóły okolicy. Poniżej skrócona wersja relacji Ericha Mende ( link do całości tekstu pod artykułem):
“W trakcie działań bojowych w rejonie Orzesza/Ornontowic niemieckie oddziały piechoty podjęły próbę natarcia na lokalne wzniesienia i zabudowania miejscowości Orzesze. Pierwszy pluton, prowadzony przez autora relacji, posuwał się w osłonie własnych karabinów maszynowych. Całość ugrupowania dotarła bez strat na okoliczne pagórki i przedpola Orzesza, gdzie zgodnie z rozkazem rozlokowano pluton na lewo od zabudowań w celu prowadzenia obserwacji. W tym czasie kompania po prawej stronie weszła już do Orzesza, co potwierdzały odgłosy walki. Plan przewidywał kontynuację natarcia na sygnał flary, w kierunku hałd kopalni w Orzeszu znajdujących się przed pozycjami niemieckimi. Około godziny 10, tuż po rozpoczęciu ruchu, pluton został niespodziewanie ostrzelany z bardzo bliskiej odległości przez ciężki karabin maszynowy. Niemieccy żołnierze znaleźli się bezpośrednio przed dobrze zamaskowanymi polskimi umocnieniami polowymi, które otworzyły ogień z kilku stanowisk jednocześnie. Co najmniej trzy baterie, artylerii 105 i 155 mm ostrzelały nasz batalion. W tym samym czasie nad naszymi liniami na małej wysokości przeleciał pierwszy polski samolot rozpoznawczy. Po kilku seriach ognia z naszego podwójnego karabinu maszynowego musiał awaryjnie lądować. Pilot, polski porucznik, nie odniósł obrażeń. Szturm okazał się niemożliwy – każdy ruch wywoływał natychmiastowy ostrzał. Pierwsze straty pojawiły się w ciągu kilku sekund, a sanitariusze również zostali ostrzelani mimo widocznych opasek Czerwonego Krzyża. Cała jednostka została przygwożdżona na rozległym pagórku, bez możliwości wycofania się lub okopania. W trakcie walki zginął porucznik Fiedler, trafiony serią z karabinu maszynowego podczas próby obserwacji terenu. Dopiero o zmroku oddział zdołał wycofać się z kartofliska. Na wzgórzu pozostało 14 zabitych, w tym 8 żołnierzy z pierwszego plutonu. Straty te wywołały wśród żołnierzy poczucie przygnębienia oraz krytykę decyzji dowódczych, zwłaszcza braku informacji o obecności polskich umocnień polowych i konieczności atakowania ich bez wsparcia ciężkiej broni. Po przejęciu dowodzenia kompanią po poległym poruczniku Fiedlerze oddział rozlokował się na noc w okopach i wyrobiskach piasku w pobliżu Orzesche. W nocy polska artyleria prowadziła rozproszony ostrzał, który o świcie nasilił się. Jedna z salw spowodowała osunięcie ściany piasku, raniąc dwóch żołnierzy oraz autora relacji, który doznał obrażeń od odłamków i nacisku mas piasku.”
Czy Mende mógł to wymyślić ? Byłoby to dla niego ryzykowne. Gdy wydał tę książkę w latach 80 tych w RFN był czynnym politykiem , żyło wtedy wielu weteranów II Wojny którzy mogliby go skompromitować za nieprawdziwe relacje.
Postanowiłem poszukać jakiś wzmianek w polskich źródłach . W dokumentach IPN dotyczących Pasternioka znalazłem dokument z wzmianką o jakiejś potyczce w rejonie Orzesza/Ornontowic .Oto fragment dokumentu:
“1 września 1939 r. pracowałem na kolei przy pociągu minerskim. Już tego dnia mieliśmy z Niemcami pierwszą potyczkę na granicy Orzesza z Ornontowicami. “
zdjęcie całego dokumentu

Ciekawa wzmianka widnieje w opracowaniu historycznym Jana Zielińskiego “ Na marginesie września” z 1979 r
“Sytuacja się wyjaśnia. Na redutę mikołowską 55 Dywizji Piechoty rusza północne skrzydło VIII Korpusu Armijnego gen. Buscha. Z rejonu Szywałdu posuwa się 8 niemiecka Dywizja Piechoty gen. por. Kacz-Ersparcha, z rejonu zaś Pilchowic 28 DP gen. por. von Obstfeldera. Hitlerowcy dość szybko zdobywają teren i podchodzą pod główną pozycję reduty mikołowskiej. Są już w Paniowach i w Bujakowie. Pod Orzeszem biją się z polskim podjazdem kpt. Dubickiego, który po rozpoznaniu odskakuje do tyłu. Niektóre kolumny wroga ostrzeliwane są już przez ogień polskiej artylerii 105 mm. Wkrótce, z marszu nieprzyjaciel uderza na redutę. Na dalekich przedpolach Mikołowa, w rejonie wzgórza 341 mikołowska kompania kpt. Tytusa Wikarskiego z 55 baonu ON „Katowice” wzmocniona kilkoma ckm oraz powstańczą 1 kompanią specjalną por. Ryszarda Bąka odpiera ten atak. Zgrupowanie artylerii polskiej w skład którego wchodziły Dwa dywizjony 23. pal (23. Pułku Artylerii Lekkiej) pod dowództwem ppłk. Władysława Ryłko, Dwa dywizjony 65. pal (65. Pułku Artylerii Lekkiej) pod dowództwem ppłk. Józefa Krautwalda , 23 dywizjon artylerii mjr Edwarda Rykerta (on dysponował haubicami 105 mm) oraz bateria polowa skutecznie ogniem zadała znaczne straty nieprzyjacielowi , który chciał zająć Mikołów z marszu…”

Kpt. Paweł Cyprian Dubicki w 1939 r.
Paweł Cyprian Dubicki – kapitan broni pancernych, przed wojną był dowódcą 2. kompanii czołgów TK w 5. Batalionie Pancernym w Krakowie.
Po mobilizacji alarmowej w sierpniu 1939 r. został dowódcą 52 Samodzielnej Kompanii Czołgów Rozpoznawczych, sformowanej przez 5. Batalion Pancerny w Krakowie. Kompania miała 13 tankietek TK-3
1 września 1939 r. 52 kompania została skierowana do obrony odcinka Mikołów.
Przedwojenne instrukcje wojskowe wyraźnie rozróżniały patrol i podjazd. Podjazd był większym i silniejszym zespołem rozpoznawczym. W 1939 r. mógł być np. złożony z motocyklistów, tankietek/czołgów rozpoznawczych, samochodów pancernych, broni przeciwpancernej itd. „Pod Orzeszem biją się z polskim podjazdem kpt. Dubickiego, który po rozpoznaniu odskakuje do tyłu.”
Zdjęcie polskiej tankietki TK-3 (zdjęcie z Wikipedia)

Czytając to w terminologii wojskowej 1939 r., należy rozumieć:
kpt. Paweł Dubicki prowadził wydzielony oddział rozpoznawczy, który wyszedł na kierunku Orzesza, natknął się na Niemców, stoczył z nimi krótką walkę, rozpoznał ich obecność/siłę, a następnie wycofał się w kierunku własnych pozycji.
Ciekawą informację o wspomnianym w tekście 23 dywizjonie artylerii mjr Edwarda Rykerta zamieszczono na stronie artylerzysci-sow.pl :
“Zgodnie z planem mobilizacyjnym 23. dywizjon artylerii ciężkiej (23. dac) rozpoczął mobilizację 24 sierpnia 1939 roku. Formowano go na bazie 5. Pułku Artylerii Ciężkiej w Krakowie….Dywizjon składał się z baterii armat (trzy 105 mm armaty wz. 1913), baterii haubic (trzy 155 mm haubice wz. 1917), kolumny amunicyjnej, plutonu łączności i plutonu gospodarczego. Etat obejmował 17 oficerów, 477 podoficerów i szeregowych oraz 449 koni…Wieczorem 27 sierpnia do dowództwa dywizjonu wpłynął rozkaz udania się na stację kolejową Kraków – Łobzów, gdzie nastąpił załadunek na transport kolejowy, którym dywizjon przegrupował się do Mysłowic. Rozładunek nastąpił następnego dnia rano. Stąd udał się w rejon Sosnowca, gdzie miała miejsce koncentracja oddziałów 23. Dywizji Piechoty.
Po przybyciu do wyznaczonego rejonu 23. dac wszedł w podporządkowanie dowódcy 55. DP Rezerwowej. W związku z tym, dywizjon musiał się przegrupować do Mikołowa, gdzie w rejonie kopalni „Barbara” przez kolejne dwa dni (tj. 30 i 31 sierpnia) przygotował stanowiska ogniowe. Punkty obserwacyjne zajęto dwa kilometry na płd.-zach. od Mikołowa. Wkrótce na stanowiska ogniowe zaczęto zwozić amunicję i rozpoczęto przygotowanie ogni planowych. W rejonie tym dywizjon miał wspierać bataliony piechoty znajdujące się na płd. skrzydle obrony odcinka „Mikołów” i węzła oporu „Kobiór”.
Wczesnym rankiem 1 września na całym odcinku obrony GO „Śląsk” ruszyło natarcie dywizji niemieckich. W tym dniu 23. dac zajmował stanowiska ogniowe na odcinku obrony, który sięgał od Kochłowic aż po rzekę Gostynkę.
O świcie nastąpił pierwszy atak samolotów myśliwskich, które z broni pokładowej ostrzelały stanowiska ogniowe i punkty obserwacyjne dywizjonu. Około godz. 9.00 baterie wykonały pierwsze zadanie ogniowe mające na celu powstrzymanie podchodzących pod polskie pozycje obronne oddziałów niemieckich. W tym czasie ogień pododdziału korygował samolot obserwacyjny. Po jego zestrzeleniu dalsze strzelanie prowadzono według mapy, kładąc ogień na drogę, po której maszerowały oddziały niemieckie.
Mamy tu wyraźną wzmiankę o ostrzeliwaniu jednostek niemieckich i zestrzelonym samolocie.Zasięg dział tej jednostki wynosił ok. 12 km , więc mogły razić cele w okolicach Orzesza. Mamy też informacje że wspomniany 23. dywizjon artylerii ciężkiej w rejonie Mikołowa dysponował haubicami 155 mm.
Polskie zapisy o ostrzale artyleryjskim niemieckich jednostek pokrywają się częściowo z relacją niemieckiego oficera Ericha Mende, wspominają też o zestrzeleniu polskiego samolotu.
zdjęcia ze strony artylerzyści-wow.pl – haubice 155 mm, oraz major Edward Rykiert


Kolejne opisy zdarzeń wojennych w okolicach Orzesza znajdziemy w pracy magisterskiej z 1966 r. Napisał ją Henryk Wala z Łazisk Górnych. Tytuł pracy „Ziemia Mikołowsko-Tyska w 1939 r”. W pracy znajdziemy ciekawe informacje o naszej okolicy opisujące zdarzenia z początków II Wojny. Krótki cytat :
„Niemiecka 28 dywizja piechoty, wchodząca w skład VIII korpusu gen. J. Buscha, uderzając o świcie 1 września 1939 r. z rejonu Pilchowic, szybko przełamała słaby opór polskiej straży granicznej i rybnickich ochotniczych oddziałów powstańczych. Odległość od granicy polsko-niemieckiej do Orzesza wynosiła w linii powietrznej około 15 km. Armia hitlerowska wkroczyła na teren gminy Orzesze w pierwszym dniu wojny o godzinie 6 rano z dwóch kierunków: od północy z Ornontowic oraz od południowego zachodu z Bełku, zamykając tym oskrzydleniem pierścień, obejmujący północno-wschodnią część obszaru powiatu rybnickiego.
Specjalnych walk na tym terenie nie było, jedynie polskie rozpoznanie w sile kompanii kolarzy, kompanii czołgów rozpoznawczych TK (tankietki) kpt. Pawła Dubickiego i pociąg pancerny kpt. Jana Rybczyńskiego nawiązało styczność z wrogiem w lesie na przedpolach Orzesza w Zawiści ,na szosie prowadzącej z Katowic do Rybnika. Rozkaz gen. Sadowskiego został wydany zbyt późno, by oddziały polskie mogły dotrzeć do Orzesza przed wkroczeniem Niemców i obsadzić tę miejscowość. Po ostrzelaniu polskiego rozpoznania z broni maszynowej i artylerii / padło kilku polskich żołnierzy /, słabe polskie siły wycofały się przez Zawiść do Gostyni i Wyr. Niemcy ich nie ścigali bojąc się min na drodze. Frontowe oddziały Wehrmachtu przeszły przez Orzesze, kierując się polną drogą na Gardawice, lasami na Szklarnię i Zawiść pod południową część Łazisk Górnych.
Na ten odcinek walk pośpieszyli z pomocą również powstańcy z innych powiatów województwa. Brali więc udział w akcji bojowej m.in. powstańcy z powiatu katowickiego, oddział powstańców z Szopienic pod d–wem Wilh. Kłuska i pluton z Janowa pod komendą Karola Kowalika na stanowiskach koło Szklarni i Zawiści pod Orzeszem. Pomagały tu też niektóre grupy powstańcze, które wycofały się z powiatu rybnickiego m.in. powstańcy z Gierałtowic i Ornontowic….”
Wspomniany w tekście pociąg to pociąg pancerny nr 54, noszącym nazwę „Groźny”, który we wrześniu 1939 roku walczył w składzie Armii Kraków na Górnym Śląsku,stoczył 15 walk z jednostkami niemieckimi, zadał znaczące straty wrogowi i opóźnił jego postępy na przydzielonych mu odcinkach. Został opuszczony i zniszczony przez załogę 7 września w Tarnowie na skutek niemożliwości dalszej walki i odwrotu polskich wojsk.
Na zdjęciach pociąg pancerny „Groźny” zdjęcia ze strony https://noweinfo.pl/


Dowódca pociągu – Kapitan Jan Rybczyński (1899–1939) był polskim oficerem, dowódcą pociągu pancernego nr 54 „Groźny”, Zginął 2 września 1939 roku w okolicach tyskiej dzielnicy Żwaków (w rejonie tzw. jeziora Wicie). Kapitan udał się osobiście do punktu obserwacyjnego piechoty w celu przeprowadzenia rozpoznania sytuacji i został tam śmiertelnie postrzelony.
Na zdjęciu kpt.Jan Rybczyński ( w mundurze) – ze strony https://noweinfo.pl/

Specyfiką walk polsko – niemieckich na Górnym Śląsku były dezercje i przejścia na stronę niemiecką miejscowych Ślązaków wcielonych do polskiej armii przed wybuchem wojny. W książce “Przeciw nawale -Wrzesień 1939” opisuje to podpułkownik Władysław Adamczyk ,dowódca którego jednostki walczyły w naszym regionie
“Zbrodnicza dywersja we własnych szeregach utrudnia dowodzenie. Dywersanci bądź wymykają się z linii ognia porywając za sobą słabszych nerwowo, bądź szerzą strach przed czołgami lub też pojawiając się w oficerskim mundurze, wydają fałszywe rozkazy do wycofania. Bezładnie, grupki wycofujących się chyłkiem z linii ognia żołnierzy wzniecają u innych niepokoi i zachęcają do ucieczki. Kto nie doświadczył tego i nie przeżywał osobiście, ten nie zrozumie, jakie wiążą się z tym wahania, jaka niepewność, czy w oddziale nie wybuchnie zaraz popłochu lub ogólnej paniki, której katastrofalne skutki wyłączyły z walki w czasie tej wojny nie jeden oddział. Dezercje mnożyły się. Były wypadki dezercji w mundurach, z bronią. W ostatnich tygodniach przed wybuchem wojny rozpoczęła się akcja czynna, czyli napady.
W nadgranicznych miastach po stronie niemieckiej, Niemcy zorganizowali tzw. „Freikorps”, czyli korpus ochotniczy, który werbował do swych szeregów ochotników z Górnego Śląska, zwłaszcza bezrobotnych. W tej formacji Niemcy szkolili ochotników w dywersji i w walkach dywersyjnych. Później rozpoczął się przemyt broni na Śląsk. Światowy kryzys gospodarczy, który powstał na Zachodzie, ugodził szczególnie kraje opóźnione w rozwoju, a w Polsce przyczynił się do wzrostu bezrobocia. Na Śląsku, okręgu o dużym zagęszczeniu ludności, przy równocześnie panującym tam zastoju gospodarczym, ilość bezrobotnych wzrosła do około 100 000 ludzi.”
na zdjęciu książka “Przeciw nawale -Wrzesień 1939”


Sporo Ślązaków wcielonych do polskiej armii było się rozczarowanych polskimi rządami na Górnym Śląsku , bezrobociem i brakiem perspektyw. Nie chcieli walczyć i ginąć za państwo które zawiodło ich po 1922 r. Tak samo zachowywali się niektórzy Ślązacy wcielani później przez Niemców do Wehrmachtu , też nie chcieli ginąć za Fuhrera w dalekiej Rosji.
Warto nieustannie poszukiwać nowych świadectw o historii Września 1939 r. w naszych okolicach bo nie wszystko jest jeszcze opisane i wyjaśnione. Powinni to robić zawodowi historycy,ale poza nielicznymi wyjątkami skupiają się oni głównie na wątkach martyrologicznych niezbędnych do lokalnych obchodów rocznic,uroczystości itp.
Tekst – Adam Kopczyński – Stowarzyszenie Miłośników Miasta Orzesze.
Poniżej link do pierwszej części :

