”Kroniki Górnego Śląska” — fragment I — Przy obiedzie

30 marca 1864

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Do rodziny Hardenbergerów przyszedł list od właściciela Czernicy, Hugona Jerzego Jana von Rotha. Anastazja, czyli Stazyja, odebrała go z rąk listonosza i usiadła na ławce przed domem. Ostrożnie rozerwała kopertę i wyjęła go szybkim ruchem. Zaczęła czytać, lecz coś przykuło jej uwagę. List był jakiś dziwny, niewiele zeń zrozumiała. Ot, ważna sprawa, iż ktoś powinien się pilnie zjawić w pałacyku. Kobieta zawołała swego męża Teodora i przekazała list w jego ręce, a on przeczytał. Również nie mógł zrozumieć, o co chodzi. I wtedy zza domu wysunęły się wnuczki pary, szesnastoletnie bliźniaczki Agnieszka i Cecylia zwane Agnes i Cilą, które właśnie wydoiły krowę w chlewie i przyniosły wiadro mleka.
-Co to?- spytała Agnieszka.
-List łod barona – wyjaśniła Anastazja. -Coś łod nos chce.
-Oma, pokoż no to – nakazała Cecylia, zdejmując z sukienki fartuch.
Anastazja podała list wnuczce. Dziewczyna wzięła go, przeczytała i podsunęła siostrze.
-Idymy do barona! – rzekła stanowczo Agnes. Zdjęła fartuch i pochwyciła dłoń Cili. -Pogodomy z nim i za chwila przidymy.
-Wezna wosze zopaski- zaproponował Teodor. Bliźniaczki podały mu swe fartuchy.
-Dziynkujymy- odrzekły, odchodząc powoli.
-Powodzynio!- zawołali dziadkowie.
Na szczęście do pałacyku Hugona von Rotha nie było daleko. Tylko kilka minut piechotą. Agnes i Cila dotarły tam z ulicy Osadowej bez najmniejszego problemu. Kiedy stanęły przed drzwiami, zapukały. Ani się nie spostrzegły, a już otworzył im lokaj.
-Panny Agnes i Cila Hardenberger! Wejdźcie, przeca nosz pon niy bajso- rzekł uprzejmie. -Zakludza Wos.
Siostry weszły do środka za lokajem. Ten zaprowadził je do gabinetu Hugona Georga Johanna von Rotha. Kiedy przekroczyły próg pomieszczenia, ukłoniły się.
Hugo trzymał w ustach zaciśnięte zębami raciborskie cygaro. Na biórku, przy którym siedział, była ich cała skrzynka.
-Kogo ja tu widzę? Wnuczki starych Hardenbergerów!- rzekł niczym przestępca, wyjmując cygaro z ust.
-Prziszłymy odnośnie pana listu- wyjaśniła Agnes.
-I chcymy se dowiedzieć, o co panu chodzi- dorzuciła Cila.
-Przyszłyście po informacje dla waszych dziadków, tak? Niestety, ostatnio zabrakło feniga do opłacenia podatku, więc muszę ukarać ich tym, że następny będzie większy o czterysta talarów.
-Sztyrysta talarów? Co panu strzelyło do łeby?- wykrzyknęła przerażona Cila.
-Może cygaro?
-Niy skorzystomy z pańskiyj propozycji! Ale z przijymnością weznymy jedne dla Starzika.
Agnes wzięła cygaro.
-To je raciborski cigaro łod Domsa . Każdy Ślonzok umi je odróżnić od innych!-rzekła.
-A potym pojadymy do Johanna Kuha i zaciongnymy se do roboty na jego Gruba. Chyba nos przijmie- wtrąciła Cila.
-Idymy!- Agnes złapała Cilę za rękę i poszły ku drzwiom.
-Ale jeszcze znamy bardzo dobrze niemiecki. Nasza matka, Wiktoria na łożu śmierci powtarzała cały czas słowo Oberschlesien.
-Podatek!- huknął Hugo- Macie czas do sierpnia!
Stazyja stała w drzwiach. Miała na sobie inną, strojniejszą suknię.
-Agnes, Cila! Pryndko se przebiyrejcie, idymy dzisioj do Adamtzów, zaprosiyli nos!- zawołała z radością w głosie. Obok niej stał Teodor.
-Za piytnoście minut musimy być u Adamtzów- rzekł.
-Momy dwie wiadomości, zło i dobro – oznajmiła Cila.- Zło je tako, że nastympny podatek bydzie wiynkszy o sztyrysta talarów.
-Co? Roth dostoł do łeby!- rzuciła Starka z oburzeniem.
-Starzik, kuknij yno, co do ciebie momy!- oświadczyła Agnes z uśmiechem na twarzy- Raciborski cigaro!- pomachała mu nim przed nosem.
-Ty i Cila jeżeście nojlepszymi wnuczkami! -ucieszył się Teodor.
Agnes i Cila uciekły do domu. Kilka chwil później wróciły przebrane.
-Dziesiynć minut- przypomniała Stazyja.

W domu Adamtzów było wysprzątane. Wszystko pachniało i wszędzie wokół lśniło. Rodzina w składzie Józef, Marianna i ich trzyletnia córeczka Albina siedziała przy stole wraz z Hardenbergerami i jadła wraz z nimi zupę pomidorową.
– On przeca dostoł do łeby!- mówił Józef Adamietz na temat Hugona. -Naprowdy, wyjontek. Zupełne przeciwiyństwo Juliusza Rogera, tego doktora, kery walczył z zarazą tyfusu. Filantropym to on niy ma, jak Johann Kuh.
-Pan Kuh je fest miły. Pamiyntom, kiej w oński rok, kej boł we Czernicy, podniósł mie, powiedzioł, że jeżech fajno frelka i doł kusiu w lico -opowiadała Albina. -Wiycie, kaj je jego Gruba, jo tyż wiym.
-Albina! Jak ty to wszystko pamiyntosz?- wykrzyknęła Marianna Adamietz.
-Mom swoi sposoby!- na ustach Albiny zatańczył uśmieszek. -Ale jak wjyść do kryjówki ducha tyj Gruby, tyj wściekłyj szczigo-wampirzyce Kopalni Charlotty, to niy mom na tyn tymat zielonego pojyncia.
-Kopalnia Charlotta!- wykrzyknęła Agnes -Slyszałam, że ona jest piękna!
-Tylko zewnętrznie- rzekł Józef, zniżając głos- Widziałem ją kilka lat temu z bliska, siedząc za krzakiem. Była trzydzieści stóp ode mnie, lecz i tak się przeraziłem. Gdy nadchodzi nocna zmiana, smaruje twarz czymś czarnym, zjeżdża pod ziemię i ukrywa się gdzieś pod ścianą Węgla. Potem tylko czeka. A kiedy jakiś Górnik uderzy ją Kilofem w jakąś część ciała, to następuje wstrząs lub wybuch i niektórzy mogą zginąć. Zaś gdy uderzy się ją w serce… giną wszyscy!
-Panie Adamietz, to straszne!- wykrzyknęła Cila.
-Jo jom nigdy niy spotkołech- skomentował Teodor.
-No to mosz szczynści.
-Zupa ostygnie!- przypomniały jednocześnie, Marianna Adamietz i Albina.
I wszyscy bez słowa, natychmiast rzucili się do jedzenia.
Mecz klipy trwał w najlepsze. Okazało się, że Albina potrafi wyrzucić kij na wysokość kilku metrów. Dziewczynka dużo ćwiczyła, chciała bowiem zostać najlepszym graczem w Czernicy.
-Muter, zapisz punkt!- rozkazała.
Marianna, nienależąca do grona najlepszych graczy zapisała punkt w rubryce, na której górze napisane było Albina, i obserwowała dalej.
Stazyja wzięła kij, podłożyła jego koniec pod klipę i wybiła. Klipa przeleciała nad głową zdziwionej Cili, i upadła na drugim końcu łąki. Tam podniosła ją Agnes.
Bez chwili namysłu przybiegła i zrobiła dokładnie to samo.
-Fest smaczno ta bryjtka- stwierdziła Agnes- Kaj jom pani kupiyła?
-Upiykłach sama. Doloć komuś tyju?-
-Mnie!- rzekł Teodor.
-Mnie!- powtórzyła Albina, unosząc filiżankę.
Agnes spojrzała na dziewczynkę. Przyjaźniły się, była dla niej jak starsza siostra.
-Ajerkuchy!Komu ajerkucha?- napomknął Józef. Wstał, kierując się w kieruku kuchni. Wrócił po chwili z misą ciepłych, dymiących ajerkuchów i postawił je na stole.
-Prziniesa marmelada!- rzuciła Albina i pobiegła do spiżarni.
-Co ona kombinuje?- zdziwiła się Cila.
Albina wróciła i podała słoik Anastazji.
-Uczynne dziecko!- pochwaliła ją Starka i pogłaskała po głowie. Uśmiech dziewczynki- bezcenny!
Kiedy Hardenbergerowie wrócili do domu, dochodziła już godzina dziesiąta. Przebrali się w stroje do spania i natychmiast położyli do łóżek. Agnes i Cila zasnęły z myślą, że znajdzie się dla nich miejsce w robocie w Kopalni.

Jakeście sam sōm, to mōmy małõ prośbã. Budujymy plac, co mŏ reszpekt do Ślōnska, naszyj mŏwy i naszyj kultury. Chcymy nim prōmować to niymaterialne bogajstwo nŏs i naszyj ziymie, ale to biere czas i siyły.

Mōgliby my zawrzić artykuły i dŏwać płatny dostymp, ale kultura powinna być darmowŏ do wszyjskich. Wierzymy w to, iże nasze wejzdrzynie może być tyż Waszym wejzdrzyniym i niy chcymy kŏzać Wōm za to płacić.

Ale mōgymy poprosić. Wachtyrz je za darmo, ale jak podobajōm Wōm sie nasze teksty, jak chcecie, żeby było ich wiyncyj i wiyncyj, to pōmyślcie ô finansowym spōmożyniu serwisu. Z Waszōm pōmocōm bydymy mōgli bez przikłŏd:

  • pisać wiyncyj tekstōw
  • ôbsztalować teksty u autōrōw
  • rychtować relacyje ze zdarzyń w terynie
  • kupić profesjōnalny sprzynt do nagrowaniŏ wideo

Piyńć złotych, dziesiyńć abo piyńćdziesiōnt, to je jedno. Bydymy tak samo wdziynczni za spiyranie naszego serwisu. Nawet nojmyńszŏ kwota pōmoże, a dyć przekŏzanie jij to ino chwila. Dziynkujymy.

Spōmōż Wachtyrza