KulturaPolecane

Franciszek Chrószcz. Od desperata do bohatera (i z powrotem)

Wiecie, o kim mowa? No właśnie. Oto dziś mija 120 lat od tragedii. Wachtyrz w kalendarium zrobił literówkę i akurat przy niej podał lipiec zamiast sierpnia, ale za to ma bardziej wiarygodny niż Wikipedia rok urodzenia bohatera niniejszego eseju. Pełna patriotycznego uniesienia autorka listu do „Dziennika Zachodniego” pomyliła się o dwa lata. Nauczyciel Lubszczyk zaangażował paręnaście lat temu młodzież do zbadania sprawy i dążenia do prawdy ponad ideologiami, ale teksty opublikowano na papierze, dostępnym zapewne dla Pszowików w lokalnej bibliotece publicznej.

Podłe prawo i trzy strzały

8 sierpnia 1906 roku w Pszowie Franciszek Chrószcz zastrzelił żandarma Rothego, który wraz z murarzem przyszedł wykonać urzędowy nakaz rozebrania pieca w jego prowizorycznym mieszkaniu, a następnie sam odebrał sobie życie. Z czasem polska narracja zrobiła z Chrószcza „śląskiego Drzymałę”, męczennika pruskiej polityki narodowościowej, niemal modelowego chłopa, który po latach wiernej służby państwu pruskiemu zrozumiał, że jest Polakiem i w desperackim geście wystąpił przeciw swoim ciemiężycielom. Problem w tym, że najciekawsze źródło do jego biografii powstało nie po dwudziestu czy trzydziestu latach, lecz dziewięć dni po tragedii, i opowiada historię znacznie mniej wygodną dla każdego, kto chciałby Chrószcza bez reszty przypisać do jednego narodowego obozu.

Pruski weteran, a nie polski agitator. Chociaż z takimi nigdy nie wiadomo

Dalszŏ tajla artykułu niżyj

W numerze „Dziennika Śląskiego” z 17 sierpnia 1906 roku ukazał się tekst Kim był Fr. Chrószcz? Gazeta nie była przecież neutralnym obserwatorem sporu prusko-polskiego; przeciwnie, bardzo wyraźnie broniła polskiego ruchu przed niemieckimi oskarżeniami, jakoby to „polska agitacja” ponosiła odpowiedzialność za śmierć żandarma. Tym bardziej uderza sposób, w jaki redakcja charakteryzowała samego Chrószcza. Pisała, że był „człowiekiem moralnie podupadłym”, że nigdy nie należał do żadnej polskiej organizacji, „nawet palcem” nie ruszył dla polskiej sprawy i nie był uświadomionym Polakiem; do polskiego społeczeństwa można go było zaliczyć dlatego, że w nim się urodził, zachował jego mowę i zwyczaje, ale „żywym członkiem społeczeństwa polskiego nie był”. Jeszcze dosadniej brzmi diagnoza redakcji: był „w pewnem znaczeniu, zwyczajnym prusakiem [sic! – AC] po polsku a w części i po niemiecku mówiącym”, dumnym z udziału w wojnach Prus z Austrią i Francją, przywiązanym do swoich medali i orderów. To nie jest portret konspiratora ani narodowego bojownika, lecz człowieka typowego dla ówczesnego Górnego Śląska: mówiącego po polsku (w rozumieniu państwowej statystyki, czyli zapewne po południowogórnośląsku, ale nagrań brak), żyjącego w miejscowym obyczaju, a równocześnie lojalnego wobec państwa pruskiego i dumnego z munduru, który kiedyś nosił. „Dziennik Śląski” nie potrzebował więc robić z niego polskiego patrioty, aby wskazać winę systemu. Kończył pytaniem, czy do tragedii w ogóle by doszło, gdyby wobec Chrószcza nie zastosowano nowej ustawy osadniczej i jej paragrafu 13b.

Ćwierć wieku później Wincenty Ogrodziński w Tragedii pszowskiej z r. 1906, opublikowanej w antysanacyjnej, założonej przez W. Korfantego „Polonii” w 1932 roku, zachował jeszcze wiele z tej niejednoznaczności. Chrószcz jest u niego człowiekiem po sześćdziesiątce, weteranem trzech wojen, posiadaczem medali i orderów, mówiącym po niemiecku, bywającym z Rothem w karczmie, „człowiekiem o dwóch duszach”, czyli – jak pisał Ogrodziński – „Prusakiem mówiącym po polsku”. Co więcej, autor niemal powtarza najważniejsze ustalenia „Dziennika Śląskiego”: Chrószcz zachowywał polską mowę i obyczaje, ale nie należał do polskich organizacji i „nigdy jako Polak uświadomiony nie występował”. Jednocześnie u Ogrodzińskiego zaczyna już działać mechanizm, którego w relacji z sierpnia 1906 roku prawie nie było. Osobista katastrofa zostaje wpisana w opowieść o przebudzeniu narodowym. Gdy Chrószcz odkrywa, że państwo, któremu służył, nie pozwala mu urządzić mieszkania na własnej ziemi, w jego „pruskiej duszy” ma się rozpocząć proces, z którego ostatecznie wyłania się polskość; przed samym finałem Ogrodziński napisze nawet, że „dusza polska odniosła ostatnie zwycięstwo”, a po śmierci bohatera dołoży obraz starca, który własną śmiercią przypieczętował rodzącą się świadomość narodową. To już nie jest tylko rekonstrukcja wydarzeń. To interpretacja odpowiadająca Polsce roku 1932, kiedy historia Górnego Śląska była porządkowana według zwycięskiej narracji narodowej.

Więcej faktów i interpretacyjnych niuansów podał w roku 2020 w „Heroldzie Wodzisławskim” wspomniany na wstępie Janusz Lubszczyk, co sprawę jeszcze komplikuje. Czytamy tam:

Po powrocie [z Westfalii – AC] zamieszkał w Rydułtowach, w domu odziedziczonym przez żonę. Z zebranych poza krajem oszczędności utworzył firmę transportowo-przewozową. W tym celu zakupił konie. Nadal dorabiał na kopalni „Anna”, a ponadto w dalszym ciągu zajmował się felczerstwem i leczeniem. Kolejnym okresem istotnym w jego życiorysie był czerwiec 1903 roku, kiedy odbyły się wybory do Reichstagu. Chrószcz wraz z najstarszym synem rozpoczęli agitację na rzecz polskiego kandydata Jana Kowalczyka, redaktora „Górnoślązaka” z Katowic na okręg pszczyńsko-rybnicki. Ta decyzja była bez wątpienia pokłosiem zarobkowej emigracji, spotkań z Polakami z trzech zaborów, ale także efektem rozczarowania obywatela państwa pruskiego. W konsekwencji swych działań Franciszek utracił dom i pracę w kopalni, jego firmę zlicytowano, a syna wtrącono do więzienia na 5 lat. Splot wydarzeń spowodował, że zostawiła go żona. Wsparcie kandydata, który reprezentował Polaków i sprzeciwiał się władzy pruskiej, stawiał[o] Chrószcza w jednym szeregu z opozycją wobec tego państwa. Franciszek opowiedział się jednoznacznie po jednej ze stron. [Janusz Lubszczyk, Post scriptum do tragedii pszowskiej z 1906 roku, Herold Wodzisławski” 2020, nr 2, s. 8–9, https://sbc.org.pl/dlibra/publication/488245/edition/457459/herold-wodzislawski-2020-nr-2-64]

Od tragedii do narodowego symbolu

A przecież dramat Chrószcza jest wystarczająco mocny bez dopisywania mu na końcu gotowej deklaracji narodowej. Prosty człowiek łatwiej podpada pod paragraf i w mielące go koła historii. Czy Twardoch nie dość plastycznie o tym pisze w Drachu i Pokorze, a Lysko w opowieściach o Hance i Helmucie?

Prusy to nie był raj dla nieidących w szeregu. Modernizacja szła w parze z bezdusznym glajchszaltowaniem. W majestacie prawa, a jakże, za kanclerza Bismarcka walczono z Kościołem i jego trzeźwym stosunkiem do języka ludu. W XX wieku ustawa osadnicza z 10 sierpnia 1904 r. nie zabraniała kupowania ziemi, lecz pozwalała administracji zablokować im możliwość zamieszkania na niej przez kogoś, kto się nie podobał, więc także „wielkim Polakom”, siewcom fermentu, korzystającym z wolności słowa, lecz deklarującym się jako narodowa mniejszość. Paragrafy 13 i 13b wymagały specjalnego zezwolenia osadniczego na wzniesienie domu mieszkalnego poza zwartą zabudową albo na przerobienie istniejącego budynku na mieszkalny. Bez tego zezwolenia policja budowlana nie mogła wydać zwykłego pozwolenia na budowę. Na Śląsku i w innych wschodnich prowincjach przy wydawaniu zgody badano dodatkowo, czy nowa osada nie sprzeciwiała się celom pruskiej polityki kolonizacyjnej, czyli w praktyce wzmacnianiu żywiołu niemieckiego. Chrószcz mógł więc posiadać swoją ziemię i stodołę, lecz nie wolno mu było urządzić w niej legalnego mieszkania. Gdy urządził sobie izbę/piwnicę pod stodołą z piecem, władze potraktowały to jako obejście prawa i nakazały usunąć piec oraz elementy świadczące o funkcji mieszkalnej. Proste, logiczne i wredne.

Kiedy Rothe wraz z murarzem przyszedł piec rozebrać, Chrószcz sięgnął po broń. Pierwszy strzał zranił żandarma, drugi go zabił; potem Chrószcz uciekł do lasu i zastrzelił się sam. Czy ówczesna prasa i urzędowe śledztwo przekazały rzetelną prawdę, zależy od zeznań mularza, który uciekł. Trzeba to powiedzieć wprost: był ofiarą dyskryminacyjnego prawa, ale był także zabójcą człowieka, a krzywda wyrządzona mu przez państwo nie zmienia moralnej natury jego czynu. Z tego właśnie powodu jego historia jest ciekawsza niż jej pomnikowa wersja, bo nie daje się łatwo rozdzielić na niewinną ofiarę i czarny charakter zdemoralizowanego i anarchicznego „inwalida”. Chrószcza jako mordercę i samobójcę pogrzebano po cichu 11 sierpnia, za to na pogrzebie Rothego (osierocił dwoje dzieci) dęto w trąby propagandy nie tylko propaństwowej, ale i wspierającej dyskryminację współobywateli nie dość niemieckich. W każdym razie pastor Gottschalk mówił, że „Sędzia wieczny będzie żądał krwi tego urzędnika z rąk tych, którzy rzucili zapaloną pochodnię narodowego sporu i nienawiści na tak spokojny dawniej Górny Śląsk”. Winna więc „wielkopolska” (trochę z Poznania, a trochę od haseł „wielkiej Polski”, czyli großpolnische) propaganda.

Jeszcze za życia następnego pokolenia z Chrószcza zaczęto jednak robić figurę znacznie czystszą niż człowiek, którego znała prasa z 1906 roku. Na przykład w szczycie walki krwawej i propagandowej o terytorium i rząd dusz, w roku 1920:

Dziś, gdy Bóg skruszył piekielne moce pruskie i pękły kajdany niewoli polskiej, gdy Bóg pokarał bezmiar nieprawości pruskiej i obalił tron herszta hakatystów a my możemy nareszcie swobodnie czuć i myśleć głośno opowieść dziejów Twoich niesiemy nad Odrę ludowi śląskiemu, w tem przekonaniu, że on pamięć Twoją uczci należycie i wyciągnie z Twych przeżyć naukę. Bo Ty, gospodarzu nieszczęsny, jesteś przestrogą dla dzisiejszych i przyszłych pokoleń przed wszelkiem z Prusakami braterstwem, bo duch Twój z poza grobu woła na cały Górny Śląsk: Wara od hakatystów, od Prusaków!

Niechaj na zapomnianą Twoją mogiłę padną od całej Polski kwiaty żalu. Niechaj pamięć o Tobie otwiera oczy ślepym na plemię pruskie i niechaj żyje po wsze wieki na śląskiej ziemi! W długie wieczory zimowe, gdy synowie i wnuki zbiorą się.przy krześle dziadunia siwego, niechaj on mówi im o rządach pruskich nad Odrą i opowie historię, jak to król pruski nagrodził za służbę Ślązakowi! [Roman Rola (właśc. Maciej Wierzbiński), Jakto Prusacy nagrodzili za służbę Ślązaka. Prawdziwa historja męczennika śląskiego Chrószcza, czcionkami Karola Miarki w Mikołowie, 1920, s. 15–16]

W dramacie Jana Nikodema Jaronia Wywłaszczenie (1912) jego los został przepisany jako historia Pieloka, wiernego niegdyś pruskiego żołnierza, któremu zakaz budowy domu otwiera oczy na polską sprawę. Później podobny motyw przejął Gustaw Morcinek w Wyrąbanym chodniku. Sam Ogrodziński w 1932 roku zauważał, że Jaroń „rozszerzył” sprawę Chrószcza o patriotyczne uczucia bohatera, których rzeczywistość źródłowa bynajmniej nie potwierdzała. W tym sensie niezwykle pouczające jest porównanie obu tekstów: „Dziennik Śląski” w chwili, gdy potrzebował odeprzeć niemieckie oskarżenie o polską agitację, podkreślał właśnie niepolityczność Chrószcza. Ogrodziński dwadzieścia sześć lat później nadal tę informację uczciwie przytaczał, ale nadawał śmierci bohatera znaczenie narodowego przełomu. Między 1906 a 1932 rokiem człowiek zdążył więc zmienić się w symbol.

„Śląski Drzymała” po fakcie

Najbardziej przewrotne jest późniejsze określenie „śląski Drzymała”. Chrószcz i Michał Drzymała rzeczywiście znaleźli się w trybach tego samego rodzaju pruskiej polityki osadniczej, ale historia ich protestu była radykalnie inna: Drzymała przez lata szukał prawnych i praktycznych sposobów obchodzenia administracyjnych zakazów, Chrószcz natomiast w pewnym momencie sięgnął po strzelbę. Na dodatek ogólnopolski mit Drzymały rozwinął się dopiero po śmierci Chrószcza, więc określenie „śląski Drzymała” nie opisuje pamięci roku 1906, jest anachroniczne, łączy arbitralnie, bez dbałości o fakty. Warto zatem odwrócić tradycyjną perspektywę i nie pytać, czy Franciszek Chrószcz był wystarczająco polski albo wystarczająco pruski. Bardziej interesujące jest to, że przez większość życia prawdopodobnie nie odczuwał potrzeby dokonywania takiego wyboru. Był Ślązakiem, pruskim weteranem, człowiekiem dumnym z medali, właścicielem kawałka ziemi, który chciał na niej po prostu mieszkać, a państwo działające według nacjonalistycznej logiki zmusiło go do konfrontacji, której nie potrafił już unieść. Potem przyszły kolejne nacjonalizmy i zrobiły z jego śmierci użytek dla siebie. Najpierw niemiecka strona próbowała obciążyć „polską agitację”, później strona polska coraz wyraźniej widziała w nim przebudzonego męczennika. Także po tragediach drugiej wojny i lat powojennych antyniemiecka propaganda, rytualnie przestrzegająca przed „odwetowcami z Bonn” i demonicznymi Herbertami – Hupką i Czają, stawiała Chrószcza w jednym szeregu ze Ślimakiem z Placówki, myślącym tylko o Polsce latarnikiem Skawińskim i praworządnym desperatem Drzymałą.

Tymczasem najstarsze polskie świadectwo mówi coś bardziej niepokojącego i zarazem bardziej śląskiego: Chrószcz nie pasował dobrze do żadnej z tych gotowych opowieści.

Czy coś z tego wynika?

Jest o czym dziś pomyśleć pod pomnikiem w Pszowie, na którym w roku 1984, gdy zdyskredytowana stanem wojennym i z krwią górników na resztkach sumienia „władza ludowa” eksponowała patriotyzm i zawsze działający straszak niemiecki, że aż nawet cytat z Roty podkręcono:

Pamięci Franciszka Chrószcza, „Śląskiego Drzymały”, który oddał życie w obronie prawa do ojczystej ziemi 8 sierpnia 1906 roku Rodacy w 40 rocznicę Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. „Twierdzą nam będzie każdy polski próg”. 1984 r.

Nie, nie nawołuję do „zdekomunizowania” pomnika czy zmiany nazw ulic w Pszowie i Rybniku. To tylko rocznicowa refleksja o prawie, rozpaczy, nienawiści i propagandzie.

dr Artur Czesak

 

Bibliografia wykorzystana

Franciszek Chrószcz, Wikipedia, wolna encyklopedia, https://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Chr%C3%B3szcz, 8.08.2026

Kim był Fr. Chrószcz?, „Dziennik Śląski”, R. IX, nr 187, 17 sierpnia 1906, s. 2. abs, Śląski Drzymała – desperat czy bohater?, 18.11.2011, https://www.nowiny.pl/wiadomosci/79187-slaski-drzymala-desperat-czy-bohater.html

Jaroń Jan Nikodem [pseud. Nikodem Arjos], Wywłaszczenie. Dramat górnośląski w pięciu aktach, Lwów: Księgarnia H. Altenberga, 1912.

Lubszczyk Janusz, Post scriptum do tragedii pszowskiej z 1906 roku, Herold Wodzisławski” 2020, nr 2, s. 8–9, https://sbc.org.pl/dlibra/publication/488245/edition/457459/herold-wodzislawski-2020-nr-2-64.

Morcinek Gustaw, Wyrąbany chodnik, t. I–II, Katowice: Wydawnictwo Śląsk, 1973 [pierwodruk: Cieszyn 1932].

Naturska Janina, Listy do redakcji: Tragedia Ślązaka wyrzuconego z ziemi, 7 sierpnia 2011, https://katowice.naszemiasto.pl/listy-do-redakcji-tragedia-slazaka-wyrzuconego-z-ziemi/ar/c13-1027123

Ogrodziński Wincenty, Tragedia pszowska z r. 1906, „Polonia”, R. IX, 1932, nr 2740, 2742, 2746.

Ogrodziński Wincenty, Chrószcz Franciszek, w: Polski słownik biograficzny, t. III: Brożek Jan – Chwalczewski Franciszek, Kraków: Polska Akademia Umiejętności, 1937, s. 454–455.

Piernikarczyk Józef, Ustawa osadnicza. Tragedia inwalida Chrószcza, [w:] Illustrowana Księga Pamiątkowa Górnego Śląska, Katowice: nakładem „Illustrowanego Tygodnika Katowickiego”, 1923, s. 14.

Redakcyjŏ, Zdarzyło się w sierpniu – śląskie kalendarium, 1.08.2026, https://wachtyrz.eu/zdarzylo-sie-w-sierpniu-slaskie-kalendarium/

Rola Roman, Jakto Prusacy nagrodzili za służbę Ślązaka. Prawdziwa historja męczennika śląskiego Chrószcza, Mikołów: Komitet Zjednoczenia Górnego Śląska z Rzecząpospolitą Polską, czcionkami Karola Miarki, 1920.

 

Bibliografia niewykorzystana

Lubszczyk Janusz, Trzy strzały – smutna historia Franciszka Chrószcza, „Zeszyty Pszowskie”, grudzień 2011, s. 6–10.

Lubszczyk Janusz, 110 lat temu w Pszowie…, cz. 1, „Nowiny”, nr 32 (3079), 10 sierpnia 2016, dodatek „Nowiny Historia”, cz. 7; cz. 2, „Nowiny”, nr 39 (3086), 28 września 2016, dodatek „Nowiny Historia”, cz. 9; cz. 3, „Nowiny”, nr 42 (3089), 19 października 2016, dodatek „Nowiny Historia”, cz. 10.

Społym budujymy nowo ślōnsko kultura. Je żeś z nami? Spōmōż Wachtyrza

Ôstŏw ôdpowiydź