Et voilà oberibà
Profesor Ewald Mokrski‑Strahl siedział przy kuchennym stole w stanie lekkiego uniesienia naukowego. Cały dzień spędził na analizie językowo-chemicznej treści starej szopienickiej reklamy dotyczącej obu linii rodzinnych, z których się wywodził: „Szopienice produktami się mienią – proszek Alboril i piwo Mokrski jednakowo cudownie się pienią”. Był przekonany, że jest o krok od wyjaśnienia tego fenomenu.
Jego niezastąpiona asystentka doktor Wichta Sandmann która właśnie wpadła z niezapowiedzianą – ale jak najbardziej wyczekiwaną – wizytą, krzątała się przyjemnie po kuchni, nucąc sobie coś pod nosem i krojąc knolę oberiby z miną osoby, która wie, że dokonuje postępu cywilizacyjnego.
— Wichta, błagam cię, nie rób tego — powiedział profesor tonem człowieka, który wrócił nagle do rzeczywistości i widzi, jak jego świat się rozpada jak domek z kart — Oberiba ma być liściowa. To nie jest kwestia gustu. To jest kwestia… mojej tożsamości.
— Ewald, nie zaczynaj znowu z wysokiego C, to jest kwestia obiadu — odparła rzeczowo doktor — A ty jesteś chyba głodny. Bo ja na pewno i dlatego gotuję.
Profesor westchnął, jakby ktoś właśnie zaproponował mu, żeby do żuru dodać kluski.
— Wichta, knola zmienia nie tylko skład zupy. Burzy jej wewnętrzny ład.
— Ewald, nie filozofuj mi w kuchni, tylko umyj łapki i przygotuj talerze, oberiba jest już prawie fertig, ale knoli trochę za mało, trzeba dokroić — odparła Wichta, próbując zupę łyżką
Dusząc dalsze przypuszczalne wynurzenia Ewalda w zarodku, Wichta postawiła przed nim bezceremonialnie deskę do krojenia.
— Ewald, dziś nauczę cię gotować oberibę tak, jak serwuje się ją w XXI wieku. Z knolą.
Profesor spojrzał na bulwę jak na obiekt tabu, który nadaje się jedynie do obrania z liści.
— Wichta, ja nie mogę kroić knoli. To byłby zamach na wpojoną mi metodologię.
— To nie zamach — odparła. — To reforma.
Profesor wziął nóż. Próbował. Knola stawiała opór. Ucieszony tym faktem Ewald z nadzieją do Wichty:
— Ona jest twarda. To znak, że nie powinna być w zupie.
— To znak, że ma charakter — powiedziała Wichta — A zupa z charakternym wkładem jest lepsza niż cienka zupka z jakimś twoim wydumanym ładem.
Wichta nalała gotową zupę do talerzy, Ewald zamknął oczy i przywołał pamięć gustatywną — tę samą, która pozwalała mu rozróżnić liście kalarepy z Tarnowskich Gór od tych z Katowic.
Spróbował. Najpierw liście. Potem knola. Potem… nic. Pamięć gustatywna odmówiła współpracy.
— Wichta… moja pamięć gustatywna nie działa. Knola ją blokuje. Moje kubki smakowe. To jest… jak firewall.
— To nie firewall — odparła doktor. — To aktualizacja systemu.
Ewald spojrzał na nią z desperacją w oczach.
— Wichta, jak funkcjonować w świecie, w którym zupa z oberiby ma knolę?
— Całkiem normalnie — odpowiedziała mu z przekonaniem w głosie — Bo inaczej będziesz głodny. I proszę, nie pień się jak Alboril i Mokrski-Bier razem zusammen do kupy.
Przytłoczony takimi druzgocącymi argumentami Ewald jadł już dalej bez słowa. Zupa była… niczego sobie. Całkiem zjadliwa. Ewald próbował wytłumaczyć sobie swoje zachowanie. Jego przodkowie co prawda urbanizowali i industrializowali Roździeń, Szopienice i okolice, ale ich korzenie… A wiadomo, was der Bauer nicht kennt, frißt er nicht. Ale on miastowy, to widać, to słychać…
Odłożył łyżkę, spojrzał w dal, jakby patrzył na horyzont nauki, który właśnie przesunął się o kilka centymetrów, i mruknął pod nosem — cicho, ale z godnością człowieka, który nie chce być głodny, lecz nie zamierza się całkowicie poddać:
— A jednak bez knoli…
Wichta wybuchła niepohamowanym śmiechem.
— Ewald, ty jesteś niemożliwy. Kogo jeszcze sparafrazujesz w obronie twojej oberiby?
— Jestem konsekwentny — odparł niestrącony z pantałyku profesor — To różnica.
Wichta machnęła tylko ręką i podając przygotowany wcześniej pudding waniliowy zwróciła się do niego słodziutko – Masz tu, co lubisz i nie przejmuj się, niektórzy do dziś twierdzą, że ziemia jest płaska.
dr Stefan Pioskowik – socjolog, politolog, autor szkicōw ô geszichcie Gōrnego Ślōsnka, wierszy a humoresek. Narodzōny w roku 1962 w Katowicach-Janowie, miyszkŏ we Mysłowicach.

